Miłosz Pękala – „8 Pieces in Different Tempos”

Gusstaff Records / Don’t Sit On my Vinyl / (CD/LP) / 2021

Jako dzieciak dorastający na przełomie dwóch ostatnich dekad dwudziestego wieku doskonale pamiętam czar gier komputerowych, w które grało się na cudach techniki pokroju komputerów Atari czy Commodore. Pamiętam również specyficzny urok towarzyszących tym grom melodii stanowiących ścieżkę dźwiękową. Czasem były one chwytliwe, czasem toporne, ale miały w sobie jakiś czar. Teraz ten klimat powrócił za sprawą nowej płyty Miłosza Pękali.

Na początek może kilka słów o autorze. Pękala to uznany perkusista i wibrafonista. Na swoim koncie ma współpracę min. z zespołami Mitch & Mitch, Kwadrofonik oraz licznymi muzykami, zarówno w kraju jak i zagranicą. Jest też częścią duetu Hop – beats, który tworzy wraz Magdaleną Kordylasińską. Muzyką zajmuje się również naukowo, pracując jako adiunkt na Uniwersytecie Muzycznym im. Fryderyka Chopina. Na swoim nowym albumie zgodnie z tytułem zamieścił osiem kompozycji (jedna z nich to cover utworu Mouse On Mars) opartych właśnie na brzmieniach 8 – bitowej elektroniki, prostych komputerowych rytmach oraz partiach wibrafonu. Już tytuł pierwszego utworu „Internationa Karate” kieruje nasza uwagę w kierunku retro gier.

Co z tego wyszło? Ano bardzo ciekawa i przyjemna w odbiorze płyta, na której surowe i prymitywnie wydawałoby się brzmiące melodie świetnie uzupełniają się z ciepłymi partiami wspomnianego wibrafonu. Dużo w tej muzyce przestrzeni i oddechu. Słychać, że obierając taką a nie inną stylistykę autor pozwolił sobie na całkowitą swobodę, nie tracąc jednak przy tym nic ze swojego kunsztu. Każdy z zagranych tu dźwięków leży dokładnie tam gdzie powinien, a całość brzmi jak dobrze przemyślane dzieło. Stylistyka retro zdecydowanie służy Pękale. Płyta zaskakuje również swoją różnorodnością. Dobrze zachowany balans pomiędzy elektroniką a akustycznymi brzmieniami staje się tu dodatkowym atutem. Podobnie jak świetnie skrojona produkcja albumu. Nie wiem na ile „8 Pieces in Different Tempos” jest kaprysem autora a na ile kolejnym krokiem w poszukiwaniu swojego muzycznego spełnienia. Obojętnie jaki był zamysł na jego nagranie można spokojnie uznać, że efekt końcowy jest bardzo udany.

Wojciech Żurek

Anxious arrow