Rún – Animus przejmuje kontrolę

Rún interview
Photo: Robert Watson

Rún to irlandzkie trio działające na przecięciu muzyki eksperymentalnej, improwizacji i praktyk o wyraźnie rytualnym charakterze. Zespół tworzą Tara Baoth Mooney, Diarmuid MacDiarmada oraz Rían Trench – artyści wywodzący się z odmiennych światów twórczych, których wspólna praca opiera się na uważnym słuchaniu, relacji i byciu razem w konkretnym miejscu i czasie. Ich muzyka wyrasta z folkowych korzeni, dronu, psychodelii, doomowych ciężarów i subtelnej elektroniki, lecz nie dąży do syntezy gatunków jako celu samego w sobie. Jest raczej procesem – otwartym, wymykającym się kontroli i intelektualnym schematom.

Nazwa Rún, oznaczająca w języku irlandzkim tajemnicę, sekret, a także miłość, wskazuje na obszar, w którym trio lokuje swoją praktykę – poza tym, co mierzalne i jednoznaczne. Dźwięk staje się tu narzędziem kontaktu z tym, co niewidzialne, z pamięcią, żałobą, wspólnotą i doświadczeniem granicznym, sytuując muzykę pomiędzy sacrum a profanum. Istotną rolę odgrywa również miejsce nagrań – Meadow Studio na wschodnim wybrzeżu Irlandii – które sprzyja skupieniu, eksperymentowi i długiemu procesowi odkrywania formy. W rozmowie członkowie Rún opowiadają o swojej metodzie pracy, znaczeniu improwizacji, duchowości bez dogmatu oraz o tym, w jaki sposób dźwięk, głos i obraz mogą tworzyć spójną, żywą całość.

Artur Mieczkowski

Rún interview
Photo: Robert Watson

Artur Mieczkowski: Nazwa Rún w języku irlandzkim może oznaczać tajemnicę, sekret, ale też miłość – jaką intencję chcieliście zawrzeć w tej nazwie?

Diarmuid MacDiarmada: Chodzi mi o rzeczywistość świata, który nie jest materialny ani mierzalny – świat, który nie podlega rozumowi i którego ego nie potrafi kontrolować. Istniejemy w tym podstawowym świecie niczym korek na oceanie – jak to kiedyś tak pięknie ujął Brian Wilson. To poczucie pełnego podziwu, czasem budzącego lęk szacunku i gotowości do dialogu z siłami znacznie od nas większymi.

Rían Trench: Jako słowo jest wszechmocne i nieuchwytne. Wydaje się dobrze oddawać to, co robimy razem.

Tara Baoth Mooney: Z jednej strony wybór Rún był celowym zabiegiem, by uniknąć z góry narzuconej intencjonalności. Ma porowatą strukturę, która pozwala na rozszerzanie, zawężanie lub przekształcanie jego znaczenia. Bardziej przypomina możliwość niż słowo.

A.M.: Wasza muzyka łączy bardzo szerokie spektrum stylistyczne – od folkowych źródeł, przez drone i doom psychodelię, po eksperyment i elektronikę. Jak wygląda proces łączenia tych elementów w praktyce?
Rían: Na początku zupełnie nieświadomie. Tworzymy razem w bardzo nieintelektualny sposób, budując pomysły z nielicznych, prymitywnych elementów. W miarę zbliżania się do momentu nagrywania, zazwyczaj zaczynamy być bardziej świadomi cech stylistycznych muzyki i podobieństw, które możemy zgłębiać.

Diarmuid: To połączenie naszych gustów i korzeni, muzyka pochodzi z miejsca, w którym żyjemy, a także z dźwięków, które lubimy. Jest to również efekt tego, jak nasze indywidualne poszukiwania eksperymentalnych form i różnych idiomów łączą się w zaskakujący sposób.

Tara: Zgadzam się z Ríanem – to nie jest świadomy wybór, by dobierać i łączyć elementy. Mamy przekonanie, że elementy, które każdy z nas wnosi jako jednostka, często stanowią jedynie rusztowania, na których budujemy. W miarę jak utwory się rozwijają, rusztowania stają się mniej ważne – animus przejmuje kontrolę.

A.M.: Współczesna scena eksperymentalna coraz częściej eksploruje „sacrum” i transcendencję poprzez dźwiękczy czujecie, że Rún wpisuje się w ten nurt, i jeśli tak, to jak postrzegacie znaczenie sacrum w muzyce dzisiaj, także w kontekście społecznych czy kulturowych zmian?

Diarmuid: W ciągu ostatnich sześciu dekad obserwujemy bardzo szybką dewaluację tradycyjnych wartości religijnych i wydaje się, że równie szybko, jak stare modele znikają, nowe idee i tożsamości wypełniają pustkę – od psychodelii, przez New Age, po współczesne kulty czy mitologie oparte na teoriach spiskowych, z których wszystkie zaspokajają naszą potrzebę nadawania sensu światu, w którym się znajdujemy. My (Rún) z pewnością angażujemy się w tę samą pracę – nietradycyjną, osobistą próbę zmierzenia się z kilkoma dość poważnymi pytaniami.

Rían: Nie zauważyłem tego jako trendu per se. Myślę, że doświadczenie ludzkie samo w sobie jest z natury sakralne i próbujemy eksplorować je w sposób, który rezonuje z nami jako trio. Pojawienie się całkowicie autonomicznej technologii wydaje się raczej okazją do powrotu do naszych podstawowych ludzkich doświadczeń niż do ich porzucenia.

Tara: Interesuje mnie bardziej sposób, w jaki transcendencja może być ucieczką albo immanentnym pragnieniem pozostania w niekomfortowym miejscu – i że poprzez wspólną uwagę, szacunek i żal coś sacrum może się wydarzyć. Dla nas trojga – i dla szerszej wspólnoty – muzyka i dźwięk mogą być sposobem na wspólne przebywanie w przestrzeni granicznej między sacrum a profanum, człowiekiem a nie-człowiekiem, życiem a śmiercią.

A.M.: Wasza muzyka bywa opisywana jako rytualna i duchowa. Które artystyczne lub filozoficzne inspiracje były dla was najważniejsze przy pracy nad Rúnliteratura, mistycyzm, praca ze snem, doświadczenie transu?

Diarmuid: Carl Jung, G.I. Gurdjieff, Hildegarda z Bingen, Julian z Norwich, Alejandro Jodorowsky, Rumi, Comte de Lautréamont, Beckett, Meister Eckhart – to tylko niektórzy.

Rían: Świadomie staram się nie zwracać uwagi na wszystko, co dzieje się poza nami. Dla mnie najważniejsze jest po prostu przebywanie razem w tym samym pomieszczeniu. Staram się skupić i nie przejmować niczym innym poza tym, co robimy w danej chwili. 

Tara: Diarmuid wymienił już wiele wspólnych dla nas źródeł inspiracji. Ponownie – nie ma świadomej intencji sięgania po te inspiracje w momencie, gdy jesteśmy razem i gramy. Jednak w naszych indywidualnych światach doświadczamy, uczymy się i czasem wnosimy do Rún przetworzoną, abstrakcyjną wiedzę płynącą z tych bogatych głosów. Osobiście ciekawi mnie relacja między stanem snu a opowieścią. Historie ze snów, doświadczeń, pracy z roślinami, gotowania czy śpiewu mają ze sobą synchroniczne powiązania, które stopniowo się ujawniają – i te momenty są szczególnie piękne. Paidir Poball (Pupil) zaczęło się od długiego snu opartego na pewnym doświadczeniu. Kiedy został zapisany, fraza “the pupil stills” powracała jak mantra. Ta jedna linijka stała się całą sekcją pierwszego utworu na albumie.

A.M.: Moim faworytem jest najdłuższy utwór na płycie, Caoineadhjakie idee, obrazy lub emocje stały za powstaniem tego utworu?

Diarmuid: Tara jest najlepszą osobą, by opisać melodyczne i liryczne sedno tej piosenki. Otoczenie utworu obejmuje minimalistyczne eksploracje riffów typu The Necks, kosmiczny jazz Alice Coltrane i Pharoah Sandersa oraz brzmienie przeciążonej taśmy Basinskiego, chociaż moje własne spojrzenie na ten dźwięk wywodzi się ze wspaniałej współpracy Pascala Comelade’a i Davida Cunninghama zatytułowanej Musique par Correspondence. Były to niektóre z gwiazd, które wskazywały nam drogę.

Rían: W większości Caoineadh towarzyszę Tarze gitarą graną smyczkiem i staram się odpowiadać na jej śpiew tą samą inflekcją i intensywnością, by stworzyć pewien rodzaj emocjonalnego echa. Dopiero po nagraniu zauważyłem, że ma w sobie coś z wysokogórskiego klimatu. Jakbyśmy byli w górach. Bardzo mi się to podoba. Wiele rzeczy w naszej muzyce odkrywamy dopiero po wykonaniu utworu. To, co ostatecznie powstaje, w niewielkim stopniu jest zaplanowane.

Tara: W całej płycie jest wbudowany obowiązek troski – przez katarystyczną naturę ostatniego utworu. Caoineadh to lament oparty na Caoineadh Airt O Laoighre, napisanym przez Eibhlín Dubh Ní Chonaill w 1773 roku jako poemat miłosny do zmarłego męża. Istniał w moim życiu twórczym przez wiele lat, zanim w końcu „zaistniał” dzięki Rún. W tradycji irlandzkiej lament jest często wspólnym wyrazem radości i straty. Głos i instrumenty w tym utworze wyrażają smutek, zniszczenie i godność żałoby, połączone z delikatnością i miłością. Wracając do wcześniejszej idei transcendencji, wydaje się, że jest to uwolnienie się od niepokoju niektórych wcześniejszych utworów i przejście do swego rodzaju niebiańskiej spójności.

A.M.: Pracowaliście w Meadow Studio na wschodnim wybrzeżu Irlandii, należącym do Riana Trench’a – jak ta specyficzna, „domowa” przestrzeń wpływała na proces twórczy i dynamikę współpracy?

Diarmuid: Trudno sobie wyobrazić, żeby ta praca przebiegała w ten sam sposób, gdybyśmy pracowali w jakimś miejskim, zwykłym studiu, patrząc na zegarek i mając do czynienia z osobami trzecimi, które mogą to „rozumieć” lub nie. The Meadow to piękna przestrzeń w pięknym otoczeniu i chociaż nie mamy nieograniczonej ilości czasu, atmosfera jest bardzo skupiona, a jednocześnie zrelaksowana.

Tara: Ogromnie. Rian otwiera dla nas swój dom i studio, a my wchodzimy do środka, wiedząc, że jest to miejsce wyjątkowe i pełne ciepła. Ta przestrzeń służy budowaniu wspólnoty w ramach Rún, a także nawiązywaniu twórczych relacji.

Rían: Prowadzę Meadow od wielu lat. Można by je opisać jako dom ze studiem. Dało nam to możliwość wypróbowania metod nagraniowych, które naprawdę ukształtowały soniczną tożsamość albumu. Nie jestem pewien, czy moglibyśmy to zrobić gdzie indziej, biorąc pod uwagę, ile eksperymentów musiałem przeprowadzić, zanim zabrzmiało to właściwie.

A.M.: Biografia Tary jest bardzo eklektyczna – od muzyki chóralnej, przez folk, po film i sztuki wizualne. Jak te doświadczenia wpływają dziś na wspólny język dźwiękowy Rún?  W swojej praktyce artystycznej często pracujesz z „ukrytymi historiami” i materią – tekstyliami, ciałem, krajobrazem. Czy te idee przekładają się na improwizację lub narrację w muzyce zespołu?

Tara: Oczywiście, że tak. Mam ogromne szczęście, że mogę wnieść pewne artystyczne aspiracje do społeczności Rún. Nie rozróżniam sposobów manifestowania sztuki. Wszystkie one są różnymi przejawami znanego mi pragnienia twórczości, które wiąże się z poczuciem więzi i nadawaniem znaczenia. Jest to coś, co wielu z nas próbuje odkrywać w swoim życiu – sposób na znalezienie i nadanie znaczenia. Interesują mnie niewidzialne ślady, które dźwięk, przedmiot lub tkanina mogą zachować długo po interakcji.

Podobnie święte studnie – i szczególne drzewa rosnące obok nich – często zdobione są skrawkami materiału działającymi jak magia sympatyczna, gdzie doszło do wymiany znanej tylko drzewu i osobie. Albo shintoistyczne święto poświęcone złamanym igłom krawieckim, które oddaje cześć dawno utraconej drugiej połowie igły – i tkaninie, którą razem połączyły. Są rzeczy, które należy śpiewać i inkantować – nad nimi i wraz z nimi.

A.M.: Diarmuid, Twoja współpraca z Nurse With Wound przy albumie Lung Oysters – w którym występujesz obok Colina Pottera, Andrew Lilesa i Matta Waldrona – to ciekawe doświadczenie na styku eksperymentalnej psychodelii i swobodnego podejścia do dźwięku. W jaki sposób to doświadczenie wpłynęło na twoje podejście do pracy muzycznej i czy elementy tej współpracy pojawią się w brzmieniu lub metodzie pracy nad Rún?

Diarmuid: Z Nurse With Wound zetknąłem się na przełomie lat 80. i 90. i dość szybko stało się dla mnie jasne, że to twórczość opisująca wyobrażeniową przestrzeń niepodobną do żadnej innej – świat mroku, absurdu, szczerego, trzewnego humoru, dezorientacji, naiwności, wyrafinowania, piękna i groteski. Zawsze było to dla mnie zarówno punkt odniesienia, jak i forma edukacji. Ta obecność jest już w pewnym sensie wpisana w pejzaż dźwiękowy Rún.

A.M.: Rían, Twoja praca łączy wiele ról – od inżynierii dźwięku, przez muzyczną produkcję, aż po film i eksplorację ludzkich impulsów poprzez sztukę. Jak spojrzenie wynikające z tych różnych dziedzin wpływa na twoją pracę z Rún i kształtowanie brzmienia zespołu? Czy specyfika pracy w Meadow Studio oraz twoje zainteresowania pozamuzyczne przekładają się na to, jak tworzycie i nagrywacie materiał?

Rían: Zawsze starałem się angażować w jak najwięcej różnorodnych praktyk i uważam, że ostatecznie wszystkie one służą osiągnięciu biegłości. Im większa zdolność adaptacji, tym więcej można odkrywać i poznawać, więc staram się ćwiczyć tę umiejętność we wszystkich tych działaniach. Umiejętność porzucenia tego, co się robi w dowolnym momencie i zmiany kierunku działania ma kluczowe znaczenie we współpracy. Na każdym etapie procesu staram się wprowadzać nowe elementy, nawet jeśli są to nietypowe połączenia znanych mi rzeczy. Oznacza to, że zawsze jestem w stanie odkrywania, i nauczyłem się, że uczucie odkrywania przekłada się na muzykę.

Rún interview
Photo: Robert Watson

A.M.: Czego możena się spodziewać w przyszłości po Rún – nowych albumów, dalszego pogłębiania improwizacji, a może rozszerzenia działań o performans czy warstwę wizualną?

Diarmuid: W tej chwili rzucamy bardzo szerokie sieci twórcze, zgromadziliśmy już sporo nowego materiału, nie mając pojęcia, jak to wszystko połączyć. Album, który wydaliśmy w zeszłym roku, w pewnym sensie powiedział nam, jak to będzie wyglądało, nie pozostawiając miejsca na dyskusję, po prostu musieliśmy zrobić to, co nam kazano LOL. Obecnie cieszymy się okresem twórczej zabawy. Okładka albumu była bardzo ważną częścią naszej ekspresji wizualnej, podobnie jak udział w tworzeniu teledysków, które są integralną częścią całości. Planujemy zrobić tego znacznie więcej.

Rían: Bardzo się nakręcam i powiem: wszystko z powyższych.

Tara: Ja też…!

A.M.: Dziękuję bardzo za wywiad. Życzę powodzenia w realizacji Twoich planów.

ían: Dziękujemy bardzo za zaproszenie!

Diarmuid: Dziękuję za uważne i przemyślane pytania. Mam nadzieję, że kiedyś uda nam się zagrać w Polsce.

Tara: Dziękuję, Artur – bardzo miło było odpowiadać na twoje pytania.


Recenzja Rún – Rún w Anxious

Instagram
Bandcamp

Tara Baoth Mooney