Nora de Izcue – Magię Amazonii trzeba poczuć całą sobą

Nora de Izcue – Magię Amazonii trzebą poczuć całą sobą
Z prywatnego archiwum Reżyserki

Choć The Wind of Ayahuasca – fabularny debiut pełnometrażowy Nory de Izcue wszedł do kin w Peru w 1983 roku, korzenie filmu o świętej roślinie sięgają jeszcze czasu, kiedy reżyserka tworzyła produkcje dokumentalne. Aby w pełni pozwolić rozkwitnąć bogactwu materiału, który zebrała i przekształcić je w swoją unikatową, artystyczną wizję, reżyserka poświęciła 12 lat. O trudnej, ale i roszerzającej percepcję drodze, porozmawialiśmy przy okazji pojawienia się  The Wind of Ayahuasca w dystrybucji na rynku anglojęzycznym.

Marcin Zimmermann
Piramida Instytut

The Wind of Ayahuasca
The Wind of Ayahuasca

Marcin Zimmermann: Na początek, chciałbym się dowiedzieć, czemu zdecydowała się Pani na połączenie dokumentu oraz fikcji w przypadku tego filmu?

Nora de Izcue: Magię Amazonii trzeba poczuć całą sobą, dlatego sięgnęłam po fikcję. Z kolei, praca, którą wykonują mistrzowie Ayahuasci, proces, przez który przechodzą podczas rytuałów nie może być odegrany przez aktorów bez utraty swojej wiarygodności, stąd potrzeba sięgnięcia po dokument.

Spotkanie z kulturą Amazonii, w której sposób postrzegania świata jest połączony z naturą, zaś nadnaturalne jest akceptowane, w osobie z zachodniego kręgu kulturowego wzbudza poczucie dziwności. Sama je poczułam, kiedy po raz pierwszy byłam w Iquitos, jednak zdecydowałam się podejść do tego spotkania z dużym szacunkiem. Kiedy lepiej poznałam lokalną społeczność, zrozumiałam, że ten dziwny świat jest też częścią mojego kraju. W The Wind of Ayahuaca, postać socjologa – Miguela, również przechodzi przez taki sam proces, przez który ja przeszłam.

M.Z.: A kiedy pojawił się u Pani pomysł, żeby zająć się tematem rytualnego spożywania Ayahuasci?

N.I.de.: Wszystko zaczęło się w 1971 roku, kiedy, ku mojemu zaskoczeniu, otrzymałam list od Dr. Oscara Riosa – peruwiańskiego psychiatry. Poprosił mnie, żebym sfilmowała trzech mistrzów ceremonii Ayahuasci podczas ich pracy. Dr. Rios znał tych mistrzów osobiście. W liście, wspomniał o tym, że rytualne sesje będą odbywały się w środku nocy, w całkowitej ciemności. Poradził mi, że przygotowanie materiału będzie wymagało użycia taśmy, która pozwoli na nakręcenie go w podczerwieni.

Ten dziwny świat, w którym miałam się za chwilę znaleźć napawał mnie lękiem, ale przyjęłam wezwanie rzucone mi przez Doktora Riosa. Zapytałam się go w odpowiedzi, czy mógłby mi polecić materiały dotyczące ceremonii, z którymi mogłabym się zapoznać przed wyjazdem. Podesłał mi prace Marlene Robkin de Rios – amerykańskiej antropolożki, która badała temat spożywania Ayahuasci w Iquitos. Skontaktował mnie także z Doktorem Carlosem Alberto Sequinem, znanym w Peru z badania połączeń pomiędzy psychiatrią i medycyną ludową. Potem, pozostaliśmy w kontakcie Dr. Sequinem przez wiele lat.

Kiedy byłam już w Iquitos, spotkałam się tam z Dr. Riosem, który dostarczył mi kamerę z the National Film Academy of Peru oraz taśmy. Spośród mistrzów ceremonii, których nagrywaliśmy, cieszącym się największym uznaniem był Don Jose Delgado. Zaprzyjaźniłam się z nim i z jego rodziną. Przekonał mnie, abym sama spróbowała Ayahuasci i pomógł mi przejść przez to doświadczenie. Cały czas przy mnie był i śpiewał mi do ucha. Nie przeczuwałam wtedy jeszcze, że 11 lat później, już po jego śmierci, zajmę się kręceniem filmu The Wind of Ayahuasca, a w produkcji będzie mi pomagać jego syn – Meliton oraz wdowa po Donu Jose Delgado – Alicia.

M.Z.: Co się działo w czasie pomiędzy przygotowaniem The Wind of Ayahuasca?

N.I.de.: Odkrycie magicznego świata Amazonii, sprawiło, że zobaczyłam bogactwo kultur, które mieszają się w moim własnym kraju. Pomiędzy rokiem 1972 i 1973, nakręciłam dokument w języku quechua pt. Runan Caycu, poświęcony życiu przywódcy związku zawodowego rolników z regionu Cuzco –  Saturnino Huallica.

Następnie zanurzyłam się w dziedzictwie kultury afro-peruwiańskiej oraz zajęłam się kręceniem filmów edukacyjnych.

W 1977 roku, powróciłam do Iquitos z intencją poszerzania swojej wiedzy na temat Amazonii. Na miejscu, spotkałam się po śmierci Dona Jose Delgado, z jego żoną oraz z jego synem. Kolejne, nocne sesje rytualne w ich towarzystwie, pozwoliły mi jeszcze lepiej zrozumieć Amazonię.

W 1978 roku, nakręciłam dwa filmy krótkometrażowe, podczas których pracowałam z aktorami naturszczykami – pierwszy film był filmem dokumentalnym, ale drugi był fabułą. To doświadczenie mi pokazało, że potrafię reżyserować naturszczyków również w produkcjach fabularnych.

W 1979 roku, przy współpracy nad kolejnym krótkim metrażem fabularnym, poznałam pewną młodą kobietę, która wzbudziła moje zainteresowanie. Wkrótce, uczyniłam z niej główną postać mojego, pierwszego, pełnego metrażu fabularnego – The Wind of Ayahuasca.

The Wind of Ayahuasca
The Wind of Ayahuasca

M.Z.: Jak wyglądał proces preprodukcji tego filmu?

N.I.de.: Praca pomiędzy 1980 i 1981 była bardzo intensywna – napisałam scenariusz podczas pobytu w Iquitos, najpierw konsultując go z przyjaciółmi. Potem, spędziłam czas z Melitonem oraz Alicią w samym środku dżungli, tuż przy granicy z Brazylią – tam pracowaliśmy nad zagadnieniami dotyczącymi wpływu Ayahuasci na pacjentów.

Kiedy miałam już gotowy scenariusz, weszłam w koprodukcję w Cuban Film Institute.

Następnie zaprosiłam do swojego domu w Limie, Silvie Chavez – tą młodą dziewczynę,  która mnie wcześniej tak zaintrygowała i zapewniłam jej 3-miesięczny kurs aktorski z moim dobrym przyjacielem – reżyserem i aktorem.

M.Z.: Chciałbym poruszyć kwestię użycia przez Panią dźwięku w tym filmie…

N.I.de.: Spodobało mi się, że zwróciłeś uwagę w swoim tekście, że ścieżka dźwiękowa rzeczywiście pełni w filmie fundamentalną rolę. (Luis) David Aguilar tworzył muzykę do kilku moich produkcji, krótkich oraz średnich metraży, ale w tym przypadku, jak i w przypadku całego filmu, proces powstawania był unikatowy. Poprosiłam Melitona oraz jego mamę – Alicie, żeby ugościli David Aguilara zanim rozpoczniemy kręcić, żeby mógł doświadczyć otoczenie, rytuały oraz dźwięki tego świata. Jego pobyt trwał dwa tygodnie i  w większości obejmował Iquitos. Sądzę, że to jego dodatkowe przygotowanie oraz fakt, że w nagraniach muzyki do filmu uczestniczyła the Cuban National Symphony Orchestra, a także the Cuban National Choir oraz aktorzy – sprawiły, że ta ścieżka dźwiękowa tak dobrze współgra z tematem filmu.

M.Z.: Dziękuję za rozmowę.