
Kasia Gawlik to kompozytorka, artystka dźwiękowa, wokalistka, producentka i sound designerka, której twórczość rozwija się na styku muzyki, obrazu i materii. Interesuje ją przestrzeń w muzyce – zarówno na etapie nagrań, jak i produkcji – a także relacje między dźwiękiem, przedmiotem i wizualnością. Pracowała przy filmach Nie Ma Duchów w Mieszkaniu na Dobrej, Piękna Łąka Kwietna, Ostatnie Pokolenie i Przepiękne!, a także przy serialach 1670 i Morderczynie oraz licznych spektaklach i instalacjach realizowanych m.in. w Teatrze Współczesnym, Operze Narodowej, Nowym Teatrze i Teatrze Komedia. Wcześniej publikowała również autorską muzykę jako KAŚKA. W 2026 roku została laureatką nagrody Jan A.P. Kaczmarek MARZYCIEL przyznawanej podczas Kraków Film Music Festival za wyjątkowo spójny i oryginalny język muzyczny.
Trzydziestego maja nakładem brytyjskiej wytwórni Whitelabrecs ukazał się album Echoes of Ceramics – projekt wyrastający z zainteresowań artystki dźwiękiem i ceramiką. Równolegle Gawlik rozwija praktykę ceramiczną i tekstylną, współtworząc wraz z Markiem Idzikowskim PARA WODA (STEAM) ceramics. O przestrzeni, ukrytych dźwiękach świata, pracy z materią oraz o tym, jak muzyka przenika się z ceramiką i tkaniną, rozmawiamy przy okazji premiery Echoes of Ceramics.
Artur Mieczkowski

Artur Mieczkowski: Twoja praktyka łączy muzykę, ceramikę i tekstylia. Gdybyś miała opowiedzieć o niej komuś, kto spotyka Cię po raz pierwszy, od czego byś zaczęła?
Kasia Gawlik: Interesują mnie działania artystyczne, które badają połączenia między różnymi dziedzinami sztuki i zwracają uwagę na korzyści płynące z ich syntezy. Staram się ukazywać, że specjalizowanie się w kilku obszarach sztuki nie tylko się nie wyklucza, ale może się twórczo infekować i wzajemnie uzupełniać. Wsłuchuję się w ukryte dźwięki świata, zgłębiam możliwości muzyki elektronicznej, śpiewam, miksuję, działam z gliną, przędzę, tkam, szyję i dziergam. Tak poznaję świat i rozwijam się jako człowiek i jako artystka.
A.M.: Twoje kompozycje cechuje silny, przestrzenny charakter. Jak dziś rozumiesz tę przestrzeń — bardziej jako walor brzmieniowy, element dramaturgiczny czy wrażenie, jakie daje słuchaczowi?
K.G.: Wszystkie te elementy. Przestrzeń rozumiem jako taki „oddech” w kompozycji, ale też jako świat dźwiękowy, atmosferę czy klimat, do którego zapraszam słuchaczy. Pojęcie przestrzeni i próba uchwycenia jej są dla mnie istotne na każdym etapie tworzenia muzyki. Podczas realizacji nagrań myślę o miejscu, w którym nagrywam. Jaki klimat ma ta przestrzeń i jakie ma walory akustyczne. Lubię nagrywać w miejscach, które z punktu wyjścia mają ciekawą akustykę, taką z jasno określonym brzmieniem. Ze względów architektonicznych, zazwyczaj najszybciej odczuwa się to w postaci wyjątkowego pogłosu, czy echa. Ale najbardziej interesują mnie przestrzenie, w których pojawiają się unikatowe rezonanse. Poza wyborem samej przestrzeni, istotny jest również wybór mikrofonu. Mogę się zdecydować na mikrofon pojemnościowy, a mogę wybrać mikrofon binauralny, który umożliwi mi nagrywanie dźwięku immersyjnego. O przestrzeni myślę też w procesie kompozycji i instrumentacji.
Zawsze zadaję sobie pytanie: które instrumenty pozwolą mi na stworzenie atmosfery, na której mi zależy? Koncept przestrzeni jest również obecny w procesie produkcji i postprodukcji. Jakich efektów użyć czy jak rozłożyć dźwięk w panoramie, żeby tę przestrzeń stworzyć. Te wszystkie kroki mają na celu stworzenie określonego świata muzycznego.
A.M.: Często podkreślasz, że obraz bywa dla Ciebie punktem wyjścia. Co najczęściej uruchamia proces: impuls wizualny, konkretna materia czy już sam dźwięk?
K.G.: To bardzo zależy od projektu. Czasem jeden z tych elementów, a czasem wszystkie na raz. Punktem wyjściowym przy pracy nad moim albumem Echoes of Ceramics była konkretne materia – glina. Tworząc moją debiutancką płytą Dream of Connection czy kolejny solowym album, czerpię inspirację z otaczającego mnie świata – z obrazów, z dźwięków i z przedmiotów. W telefonie mam mnóstwo inspiracji – zdjęć i nagrań, które zapisuję sobie każdego dnia. Czasem jest to kadr pływających pyłków sosny w kałuży, a czasem rytmiczny dźwięk rozklekotanego śmietnika w pociągu. To jest taka moja praktyka obecności i zauważania na co dzień, która niejako rozpoczyna proces twórczy. Wchodzę potem do studia i robię sobie takie sesje sound designerskie. Wracam do tego nagranego dźwięku śmietnika albo rozpoczynam poszukiwania brzmień, czy barw, które mogłyby oddać wrażenie wizualne z zapisanego zdjęcia.
A.M.: Zestawiasz w swojej pracy muzykę, ceramikę i tekstylia. Traktujesz je jako trzy osobne języki czy raczej jako różne formy jednej praktyki?
K.G.: Zdecydowanie jako różne formy jednej praktyki – poznawania świata i kształtowania mojej wrażliwości artystycznej. Jakiś czas temu doszłam do tego, że muzyka, którą komponuję jest bogatsza, kiedy zajmuję się ceramiką, szyję i robię na drutach. A moje tkaniny są ciekawsze, gdy tworzę muzykę. Zresztą za każdym razem odkrywam, że to wszystko się ze sobą łączy. Praca z gliną i z tkaninami to praca oparta na rytmie, w której mnóstwo jest interesujących dźwięków. I vice versa. W muzyce jest mnóstwo kolorów, kształtów i faktur. Co ciekawe, działania interdyscyplinarne dają mi też duże poczucie wolności i pozwalają zachować balans i równowagę. Nie fiksuję się na jednej rzeczy, zawsze mogę zająć się czymś innym. A po kilku godzinach pracy przy komputerze mogę przerzucić się na działania analogowe. To jest bardzo dobre dla mojej głowy i ciała.
A.M.: Działasz w wielu rolach – jako wokalistka, producentka, sound designerka i realizatorka miksu. Czy któraś z tych perspektyw najbardziej dziś kształtuje Twój sposób myślenia o dźwięku?
K.G.: Myślę, że wszystkie te role razem wzięte kształtują mój sposób myślenia o dźwięku. Dla mnie proces kompozycji, czy praca wokalna są nierozłączne z realizacją dźwięku, produkcją muzyczną i miksem. Przy wyborze instrumentacji zawsze zastanawiam się jak dane instrumenty będą razem brzmiały, jaki mają zakres częstotliwości, w jakich pasmach dźwięku dominują, czy nie będą ze sobą konkurowały w miksie. Tworząc partie wokalne, od razu, wiem jakich efektów chcę użyć, żeby odwzorować to, co słyszę w głowie. Wydaje mi się, że właśnie przez to, że działam w wielu rolach, mogę z dużą precyzją kształtować światy muzyczne, które chcę budować, bo decyzje podejmowane na każdym z etapów tworzenia muzyki wpływają na finalny efekt.
A.M.: Przez kilka lat pracowałaś dźwiękiem w teatrze, filmie i innych formach – od serialu po instalacje. Czego ta praca nauczyła Cię o relacji między obrazem a brzmieniem i czy w różnych kontekstach wracasz do podobnego sposobu budowania dźwięku?
K.G.: Tak, jak wspominałam, myślę w sposób audiowizualny. Tworząc muzykę inspiruję się obrazami, pracuję z wyobrażeniami, kolorami, fakturami i kształtami. Dlatego dobrze odnajduję się w teatrze i w filmie. Doświadczenie pracy w tych dziedzinach utwierdziło mnie w przekonaniu, że najlepsze rzeczy powstają, kiedy obraz i dźwięk się splatają, tworząc wspólny język i świat. To jest bardzo trudne do osiągnięcia. Niestety dość często któryś z elementów chce wyjść na pierwszy plan. Wtedy od razu czuć jakiś dysonans, jakby muzyka była obok obrazu, jakby to były dwa osobne elementy. Sporo jest takich produkcji, w których jest naprawdę świetna muzyka, ale zupełnie odklejona od obrazu. Albo w drugą stronę, doskonale zbudowany świat wizualny z muzyką, która w żaden sposób nie dopełnia obrazu. A czasami wręcz go trochę burzy. Chciałabym tworzyć muzykę, która dopełnia obraz i pomaga w budowaniu atmosfery i klimatu opowieści.
A.M.: Niedawno ukazała się w brytyjskiej wytwórni Whitelabrecs Twoja płyta Echoes of Ceramics wydaje się naturalnie łączyć wiele wątków obecnych w Twojej praktyce. Co było punktem wyjścia dla tego projektu?
K.G.: Punktem wyjściowym do myślenia o tym projekcie stały się dźwięki, które poszkliwione prace ceramiczne wydają, same z siebie, po wyjęciu z pieca ceramicznego. Przy wielokrotnych rozładowaniach pieca ceramicznego zawsze zwracałam uwagę na te dźwięki i czułam w nich ogromny potencjał muzyczny. Zachwycało i ciekawiło mnie też to, że prace ceramiczne wydają te dźwięki – strzały nawet do 2 miesięcy po wyjęciu z pieca, tylko z mniejszą częstotliwością i głośnością. Chciałam zgłębić ten temat, ale podskórnie czułam, że to nie jest projekt, który mogłabym zrealizować w miesiąc. Nie tylko dlatego, że proces ceramiczny jest długi, wymaga powolnego suszenia prac, wypału na biskwit, a potem drugiego wypały po szkliwieniu, ale też dlatego, że chciałam mieć czas na eksperymenty, testowanie różnych glin, form, szkliw, technik wypału i na muzyczne eksploracje. Szczęśliwie otrzymałam stypendium artystyczne m. st. Warszawy na realizację tego projektu. Miałam cały rok na zgłębienie tematu i to był piękny czas pracy z gliną i z dźwiękami.

A.M.: Jednym z najciekawszych aspektów Echoes of Ceramics jest potraktowanie ceramicznych form nie jako źródła sampli, ale jako instrumentów. W którym momencie zaczęłaś myśleć o nich właśnie w ten sposób?
K.G.: To był naturalny etap procesu twórczego. Po wsłuchiwaniu się i nagrywaniu dźwięków, które ceramika wydaje sama z siebie, byłam ciekawa, jakie dźwięki mogą powstać w wyniku interakcji z formami ceramicznymi. Zaczęłam badać ten temat, posługując się głównie dotykiem i pałkami perkusyjnymi. Używając mikrofonów pojemnościowych i mikrofonu kontaktowego udało mi się nagrać ciekawe warstwy perkusyjne, ale też stworzyć ceramiczne atmosfery około ambientowe. To była świetna zabawa! Potem ulepiłam też ceramiczne instrumenty, głównie okaryny i instrumenty perkusyjne. Miałam już niezły ceramiczny zestaw do nagrywania i tworzenia ceramicznego sound designu.
A.M.: Wraz z Markiem Idzikowskim współtworzysz PARA WODA (STEAM) ceramics. Co daje Ci taka wspólna praktyka?
K.G.: Myślę, że nie ma nic piękniejszego niż wspólna praktyka z osobą, z którą łączy Cię podobna wrażliwość i patrzenie w jednym kierunku. To jest doświadczenie metafizyczne dla mnie. Wzajemne uzupełnianie się, inspirowanie i wspieranie w procesie. I oczywiście dobra zabawa! Marek jest scenografem i reżyserem teatralnym. Ceramika jest naszą wspólną pasją, tak jak i inne formy rzemiosła artystycznego, a na co dzień tworzymy też razem Teatr Rzeczy. Mamy już za sobą wiele wspólnych działań. W tym roku realizujemy projekt Łączenie Kropek, w którym zapraszamy widzów do wspólnego przyglądania się znalezionym przez Marka, niewielkim przedmiotom – odpadkom oraz do tworzenia z nich narracji wizualnej, której towarzyszy muzyka bazująca na dźwiękach, które udało mi się wydobyć ze znalezionych przez Marka przedmiotów. Zapraszamy serdecznie na trzeci z pięciu pokazów, który odbędzie się w sierpniu w Warszawie.

A.M.: Między Dream of Connection a Echoes of Ceramics widać zarówno ciągłość, jak i zmianę. Jakie elementy Twojego myślenia o muzyce pozostały niezmienne, a co uległo największej przemianie?
K.G.: Myślę, że dużo się we mnie zmieniło od czasów Dream of Connection. Ta płyta jest mi bardzo bliska, ale jako człowiek i jako artystka jestem już gdzie indziej. Dzisiaj o wiele bardziej interesują mnie projekty interdyscyplinarne i audiowizualne. Mimo, że tworząc utwory z płyty Dream of Connection przywiązywałam wagę do budowania ciekawych brzmień i przestrzeni muzycznych, to melodie, harmonie i tekst wyznaczały struktury w tych kompozycjach. Teraz to sound design, odkrywanie nowych brzmień i eksperymenty dźwiękowe są najważniejszymi elementami moich kompozycji. Zarówno w warstwie instrumentalnej, jak i wokalnej. Ostatnio o wiele bardziej ciekawi mnie tworzenie takich wrażeniowych warstw wokalnych niż klasycznych narracji tekstowych. I to na pewno można zauważyć słuchając Echoes of Ceramics. Ale są też elementy wspólne! Te dwie płyty łączy moje nieustanne poszukiwanie przestrzeni w muzyce, o którym mówiłam na początku rozmowy. A poza tym, wielkie zamiłowanie do muzyki elektronicznej i ambientu.

A.M.: W Twojej pracy stale wraca relacja między materią a dźwiękiem. Bardziej interesuje Cię moment, w którym materia zamienia się w brzmienie, czy ten, w którym brzmienie zaczyna przypominać materię?
K.G.: Bardzo lubię oba te momenty! Zauważenie, że jakaś materia pełna jest brzmień to taka chwila, kiedy czujesz się odkrywcą. Pojawia się zachwyt i chęć sprawdzenia, co tam się jeszcze skrywa. I zawsze towarzyszy mi wtedy ekscytacja i poczucie, że świat pełen jest tylu niesamowitych dźwięków i tyle jest jeszcze do zbadania! Natomiast moment, w którym brzmienie zaczyna przypominać materię to taka gra w skojarzenia, konotacje, często przywołująca wspomnienia. Piękna sprawa.
A.M.: Na koniec: gdybyś miała jednym zdaniem powiedzieć, co dziś najbardziej Cię fascynuje w sztuce, byłoby to słuchanie ukrytych dźwięków świata czy szukanie form, które pozwalają im wybrzmieć?
K.G.: Powiedziałabym, że słuchanie ukrytych dźwięków świata, bo to nieustanna praktyka uważności, zauważania i zachwycania się światem :).
A.M.: Dziękuję za ten wywiad i życzę powodzenia w realizacji Twoich planów.
K.G.: Bardzo dziękuję za rozmowę. Do usłyszenia!