Jarboe – Wszyscy jesteśmy globalnie spokrewnieni

Jarboe – Wszyscy jesteśmy globalnie spokrewnieni

Jarboe – niewątpliwie żywa legenda światowej sceny, uczestnicząca przez kilkanaście lat (aż do śmierci) w iście prekursorskim projekcie Swans. Myślę, że dla każdego, kto choć trochę interesuje się muzyką z ambitniejszej sceny, ta nazwa mówi wszystko. Kilkanaście wspaniałych albumów, które przetarły szlaki całej światowej muzyce. Odwieczna inspiracja dla wielu twórców.

Ekspansja zapoczątkowana brudnym, buntowniczym brzmieniem podanym na takich albumach jak Filth czy Holy Money, przeszła niesamowitą metamorfozę kilka lat później, w postaci cudownie pięknych, tryskających słoneczną energią płyt White Light From The Mouth Of Infinity, Love Of Life, The Burning World, czy też wcześniejszego, znamionującego przyszłe zmiany i dziś już kultowego Children Of God.

Zahaczając o niejeden jeszcze muzyczny zakątek, Swans zostaje ostatecznie uśmiercone, a jego wciąż gorąca krew spływa na cudowny, nostalgiczny i po części ambientalny Soundtracks For The Blind, wydany na dwóch (srebrnym i miedzianym) krążkach. Duch jednak nie umiera – już w trakcie, gdy Swans rozpościerało dumnie swe skrzydła, zarówno Michael Gira, jak i Jarboe tworzyli na boku, wydając równie piękne albumy sygnowane własnym nazwiskiem bądź takimi nazwami jak Skin czy The World of Skin.

Myślę więc, że nadszedł czas na prezentację jednej z tych arcyciekawych postaci… Oto przed Wami Jarboe, która okazała się być na tyle otwartą osobą, że zechciała odpowiedzieć na parę moich pytań. Niestety miałem limit – uwierzcie, że zadałbym ich co najmniej trzy razy tyle, chociażby w celu zaspokojenia własnej ciekawości.

Cóż, posłuchajcie wiecznego głosu miłości z ciemniejącego ogrodu… Jarboe – kobieta z sercem demona, szalonego, bezkompromisowego artyzmu.

Artur Mieczkowski

Wywiad pochodzi z 4 numeru Anxious (1999 r.)


Artur Mieczkowski: ANHEDONIA – „niemożność przeżycia przyjemności”. Na wkładce nagie zdjęcia autorstwa Richard’a Kern. Czyli ciągła fascynacja ciałem, nagością, seksem. Skąd to wynika, dokąd zmierza?

Jarboe: Anhedonia to termin z zakresu psychiatrii oznaczający „niemożność doznania przyjemności”. Zmieniłam ten termin na “Anhedoniac”. Końcówka “c” przybliżyła ten termin do takich słów jak “maniac”, “alkoholic”. Album koncepcyjnie nawiązuje do tego wszystkiego. Jest to moje osobiste zeznanie o moim życiu od 1984 do 1997 roku, kiedy to działałam w SWANS. Co się zaś tyczy fotografii, to chciałam przedstawić siebie w stanie anhedoniac, oraz to, co uznałam za cnotę, grzech etc. Tym sposobem powstała ekstremalna praca, która jest aktualnie do kupienia w sieci.

A.M.: Ciało – jest powłoką miłości? Czy można w dzisiejszym świecie mówić jeszcze o tym uczuciu? Miłość pomiędzy kobietą i mężczyzną – czy jest to wyznacznik wewnętrznego uzupełniania się energią Wszechświata… a może coś innego?

J: Gdybym była autorytetem w dziedzinie miłości, napisałabym książkę, która stałaby się fenomenalnym bestsellerem. Zapewne też stałabym się także filantropem i patronatem. “Anhedoniac” dokładnie wyraża moją ideę „piosenek o miłości” (HONEY, THE CAGE, FOREVER, UNDER WILL… że wymienię kilka). To, że nie są one przepełnione spokojem, ładnymi obrazkami… cóż, również i miłość nie jest taka w moim przekonaniu.

A.M.: Czy wierzysz w to, że siły kosmosu, wszechświata mają wpływ na nasze życie, zachowania, reakcje? Czy jesteśmy w pewnym sensie uzależnieni od procesów zachodzących z dala od nas?

J: Czy ktokolwiek wie to naprawdę? Taką opinię formułuje każdy indywidualnie. Polecam lekturę “Glamuorama” autorstwa Breta Eastena Ellisa. On jest GURU!!!

A.M.: Równowaga ducha – jak dążysz do tego? Pamiętając, że to duch rządzi ciałem…

J: Według mnie, duch i ciało są ze sobą połączone. Niemożliwe, żeby jedno nie oddziaływało na drugie. Wola może przewyższyć i leczyć ciało. Chyba to masz na myśli… Hipotetyczny przykład: kiedy doktorzy mówią, że dana osoba nie ma szans na to, by poruszać się o własnych siłach po wypadku…, jednak ta wykazuje się potężną determinacją do tego, by zaprzeczyć diagnozom lekarzy i ku ich zdziwieniu zaczyna chodzić. Być może owe cuda są w rzeczywistości niewytłumaczalną ekspresją ducha człowieka, którego nie można lekceważyć.

Jarboe

A.M.: Człowiek jest stworzeniem z pozoru stadnym – wydaje się to być jednak abstrakcją w dzisiejszej zindustrializowanej dżungli. Gdzie przebiega granica zaufania międzyludzkiego? Czy jesteśmy skazani na samotność?

J: Z natury artyści (pisarze, kompozytorzy etc.) są samotnikami. Oznacza to, że tylko w samotności proces tworzenia może się rozwijać. Oczywiście wierzę, że technologia istotnie umożliwia obecnie socjalizację. Wraz z pojawieniem się komputera osobistego, e-mail, grup dyskusyjnych etc., rozszerzył się świat naszego indywiduum. Każdego dnia mogę porozumieć się z ludźmi z miejsc tak odległych jak Peru, Kenia, Islandia, Japonia, Chiny, Izrael etc. Świat się zmniejszył. Informacja dostępna jest natychmiast. To jest rewolucja. Dodam jeszcze, że myślenie o kimkolwiek poza naszym ciałem, jako o kimś obcym, jest błędne. Wszyscy jesteśmy globalnie spokrewnieni, wszyscy stanowimy jedność.

A.M.: Magia, astrologia, kabała etc. wciąż żywa, jednak i wciąż w cieniu komercyjnego świata. Jakie znaczenie mają dla Ciebie te Siły, praktyki?

J: Ludzie szukają sensu życia. Tak więc mamy powrót poganizmu i plemiennych rytuałów, takich jak składanie ofiar i piercing. Rytuał, ceremonia, obrzędy przeobrażenia wyrażają to w sposób zrozumiały. Pielęgnujemy te rzeczy, aby wypełnić lukę w naszym człowieczym dylemacie. Mój własny piercing i tatuaże oznaczają przemiany w moim życiu. Stanowią one moją prywatność i pozostają niewidoczne, kiedy jestem ubrana.

A.M.: Narkotyki – czy pozwalają na poszerzenie percepcji, otworzenie innych kanałów podświadomości? Czy są to tylko i wyłącznie kolejną destrukcyjną używką? Jaki jest Twój stosunek do narkotyków w społecznym aspekcie?

J: Narkotyki zawsze były obecne i zawsze będą. Kilka lat temu po eksperymentowaniu z narkotykami, podjęłam swoją własną, osobistą decyzję. Postanowiłam zażywać narkotyki jedynie w niewielkich ilościach, trochę wina, kawy, czy ziół. Wiem, że ludzie, którzy są uzależnieni od narkotyków zażywają je jako pomoc w kreowaniu się na artystów. Osobiście nie popieram tej drogi, nie podtrzymuję tej opinii. Dla mnie życie wolne od narkotyków jest o wiele lepsze. Kiedy halucynogeny są zażywane podczas takich ceremonii, jak Santo Daime, mogą wtedy być pomocne w otwieraniu „drzwi świadomości”. Przy czym, jest to kontrolowane i bardziej świadome użycie. To nie jest udziałem mojego osobistego życia, ale zdecydowanie wierzę w prawo do indywidualizmu i wolności odpowiedzialnych jednostek.

A.M.: Jak postrzegasz dzisiejszą sztukę – obraz, literatura, muzyka- czy zaczynamy już tylko kopiować to co było? Czy też współczesny człowiek może coś dopowiedzieć do historii na tej płaszczyźnie? Co i za co cenisz w dzisiejszej sztuce?

J: Wszystko wywiera na siebie wzajemnie wpływ i nie ma w tym nic niewłaściwego. To jest ewolucja. Oczywiście, według mnie, współczesna sztuka jest wartościowa. Sztuka może stymulować, zapoczątkować dialog, zmusić do zadawania pytań i do myślenia. Biję brawo, popieram galerie sztuki (wirtualne czy też te fizyczne), kustoszy, artystów…

A.M.: Co słychać u Michael’a Gira? Z tego co mi wiadomo skierował się w stronę Ambientu? Czy w przyszłości byłaby możliwa współpraca np. COIL, Genesis’em P- Orridge, albo trochę dalej np. z CURRENT 93? Co sądzisz o tych twórcach? W Twojej twórczości również przewijają się ambientalne motywy. Co tak magicznego zawiera w sobie Ambient?

J: Michael wydał w ostatnim czasie dwa ambientalne CD: The Body Lovers i The Body Haters. Oczywiście też nagraliśmy jako SWANS album zatytułowany Soundtracks for The Blind, który już był trochę ambientalny. Natomiast ja, współpracuję ostatnio z Markiem Spybey’em z ambientalnego projektu DEAD VOICES ON AIR (to na moim CD Anhedoniac), pojawił się też mix Pan Sonic (ex- PANASONIC) a Lustmord zrobił mix mojego najnowszego materiału. Być może ambient posiada tę magiczną właściwość, ponieważ przypomina nam świat snów…

A.M.: Jak wspominasz koncert w Polsce? Czy masz kontakt z ludźmi z mojego kraju? Tomasz Podgórski z ROSEGARDEN często jest podawany za przykład polskiego SWANS. Dziękuję bardzo za poświęcony mi czas. Słowo na koniec.

J: Często myślę o naszych kilku koncertach w Polsce. Wzięliśmy udział w festiwalu, który odbywał się w teatrze. Graliśmy tam z dużą ilością innych zespołów, co było dla mnie interesujące. Pamiętam zwłaszcza wspaniałomyślność i szczerość entuzjastycznych ludzi, których tam spotkaliśmy. Co do ROSEGARDEN, to Tomasz przysłał nam przepiękną muzykę, w tej twórczości jest dusza, to pewne!

Słowo na koniec? Mój następny CD jest zatytułowany Disburden Disciple. Część materiału nagrałam w The Middle East Studio na przełomie listopada i grudnia 1998 roku. Resztę materiału dograłam w moim własnym studio, Mother Crow w Atlancie, gdzie mieszkam. Tematem tego albumu jest osoba, która zrobi wszystko, żeby pozbyć się swojego ciężaru… Więc badam tematy nadużywania i poświęcania się. Zamierzam zakończyć produkcję i wydać tę płytę latem tego roku (tj. 1999), jak i również utworzyć swoją własną stronę internetową, poza stroną Swans. Anhedoniac jest dostępny jedynie u mnie. Zostało wydanych jedynie 1500 kopii, każda z nich jest oznaczona i ponumerowana. Można się ze mną kontaktować przez internet, oto mój e-mail: jarboe@mindspring.com. Dziękuję z głębi serca za zainteresowanie moją sztuką.

Archiwalne numery Anxious w formacie pdf do nabycia w sklepie

Kupując, wspierasz nasze działania w sieci.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

thelivingjarboe.com

SWANS + JESSICA MOSS | WARSZAWA, 25/11/25, Klub Stodoła

Swans Warszawa