
Ilajan to duet sióstr, który swoją muzykę buduje z ciszy, niedopowiedzeń i uważnego wsłuchiwania się w emocje. Poruszając się na styku popu, folku i ambientu, tworzą dźwiękowy świat pełen miękkich gitar, subtelnych harmonii wokalnych i delikatnych faktur syntezatorowych – świat, który bardziej zaprasza do kontemplacji, niż domaga się uwagi. Ich utwory wyrastają z wyobrażonych wspomnień, wewnętrznych krajobrazów i „zamieszkanych” pauz, a inspiracje sięgają artystów potrafiących mówić bezpośrednio do wrażliwości słuchacza: od Agnes Obel i Keatona Hensona po Aurorę czy November Ultra. Po dobrze przyjętej EP-ce Villes de Papier i serii koncertów w Szwajcarii, Ilajan wydały debiutancki album Les Ronces – płyty powstającej w domowych przestrzeniach Genewy, Porrentruy i Berlina, naznaczonej napięciem między siłą a kruchością, światłem a cieniem. W rozmowie opowiadają o długim dojrzewaniu wspólnego projektu, potrzebie eksperymentu, intymności tworzenia oraz o tym, dlaczego wrażliwość może być jedną z najcichszych, ale i najtrwalszych form oporu.
Artur Mieczkowski

Artur Mieczkowski: Wasz projekt to owoc ścisłej współpracy – dwie siostry, różne role: jedna pisze teksty i śpiewa, druga gra na gitarze i śpiewa partie wspierające. Jak narodziło się to partnerstwo i kiedy poczułyście, że chcecie razem tworzyć muzykę?
Ilajan: Zawsze uwielbiałam śpiewać, a Indie zaczęła grać na gitarze, gdy była jeszcze bardzo młoda. Różnica wieku między nami jest dość znaczna (7 lat). W wolnym czasie grałyśmy razem covery w domu, dla zabawy. Marzyłyśmy o karierze muzycznej, ale nigdy nie odważyłyśmy się pomyśleć, że naprawdę powinnyśmy tego spróbować. Opuściłam dom rodzinny, aby podjąć studia, gdy Indie miała zaledwie 13 lat i dopiero prawie dziesięć lat później zdecydowałyśmy się poważnie spróbować swoich sił. Zastanawiałyśmy się ostatnio, czy żałujemy, że nie zaczęłyśmy wcześniej. Myślę, że prawda jest taka, że dzięki temu, że czekałyśmy tak długo, dokładnie wiedziałyśmy, dokąd chcemy zmierzać i miałyśmy możliwość zrealizowania naszej wizji. W rzeczywistości pomysł ten dojrzewał w nas przez lata.
A.M.: W opisie Ilajan pojawia się hasło o eksplorowaniu granic między popem, folkiem i ambientem. Co – dla Was – oznacza przekraczanie tych granic i dlaczego akurat ta hybryda estetyk?
I: Chodzi o to, żeby czerpać inspirację z naszych ulubionych gatunków i tworzyć coś własnego. Dzięki temu folk i ambient, które mogą być dość purystyczne, stają się bardziej przystępne. W każdym razie nigdy nie ustalamy konkretnego gatunku przed rozpoczęciem pracy, to po prostu przychodzi nam naturalnie, kiedy próbujemy tworzyć relaksującą muzykę.
A.M.: Inspirujecie się muzyką takich artystów jak Keaton Henson, Aurora, Agnes Obel czy November Ultra. Co Was łączy z tą muzyką – zwłaszcza jeśli chodzi o klimat, emocje i podejście do dźwięku?
I: Są to artyści, którzy naszym zdaniem przemawiają bezpośrednio do duszy, pozwalają na kontemplację, przetwarzanie własnych emocji, zwłaszcza tych melancholijnych, takich jak smutek, złamane serce, żal itp. Oferują światy, w których słuchacze mogą pozwolić sobie na poczucie wrażliwości.
A.M.: Wasza debiutancka EP-ka Villes de Papier ukazała się w 2023 roku, a już wtedy zapowiadała subtelny, oniryczny świat. Co najbardziej Was zaskoczyło, kiedy zaczęłyście grać ten materiał publicznie podczas koncertów?
I: Szacunek, z jakim zawsze jesteśmy traktowane. Zawsze słyszałyśmy o młodych artystach, którzy spotykają się z hałaśliwym, niemiłym tłumem, ale nam się to nigdy nie zdarzyło. Zawsze zadziwia nas, jak spokojna staje się sala. Bardzo zaskakujące jest również to, jak bardzo ludzie są poruszeni naszą muzyką. Oczywiście jest to naszym celem i celem każdej muzyki, ale zawsze niesamowite jest widzieć, że to naprawdę działa – jesteśmy po prostu bardzo wdzięczne.
A.M.: Pomiędzy EP-ką a nadchodzącym debiutanckim albumem pojawiła się naturalna ewolucja Waszego brzmienia. Jak dobierałyście tematy i dźwięki do nowego materiału, by oddać to, co zmieniło się w Was przez te lata?
I: Myślę, że byłyśmy bardziej otwarte na eksperymenty w trakcie tego procesu. Pierwsza EP-ka była w dużej mierze oparta na mnie: moich wspomnieniach i emocjach. Natomiast w przypadku albumu starałyśmy się pracować w sposób bardziej oparty na współpracy z moją siostrą przy komponowaniu, a także z Samem Jaccardem, który od zawsze gra z nami na syntezatorach na scenie i pomaga w przedprodukcji. Jeśli chodzi o referencje, starałyśmy się również wyjść poza naszą strefę komfortu, aby wprowadzić kilka nieoczekiwanych momentów. W utworze Daphné pod koniec zmierzamy w kierunku noise’u, w Snooze Song – rocka, w Serenade – trap, a w Derrière les Murs – bardziej kinowej atmosfery. Wyzwaniem było wyjście poza naszą strefę komfortu, pozostając jednocześnie wiernymi naszemu stylowi i tożsamości.
A.M.: Album Les Ronces został nagrany w różnych miejscach – pomiędzy Genewą, Porrentruy i Berlinem, często w domowej atmosferze lub małych studiach. Jak wpływała na Was ta przestrzeń i jej skala przy procesie tworzenia?
I: Myślę, że łatwiej jest być wrażliwym i próbować nowych rzeczy w domowych warunkach. Łatwiej jest też, gdy ma się czas, na przykład nie wynajmując studia na godziny. To właśnie pomogło nam poświęcić czas na eksperymenty i rozwinąć nasze brzmienie.
A.M.: W opisie albumu Les Ronces pojawia się odniesienie do napięcia pomiędzy siłą i kruchością, między cieniem a światłem. Czy traktujecie tę opozycję jako drogę artystyczną – i czy czujecie, że to odbicie Waszych wewnętrznych przeżyć?
I: Tak, bardzo. Jak większość ludzi, jesteśmy pełni sprzeczności i wewnętrznych dylematów, ale zamiast próbować je rozwiązać, postrzegamy je jako miejsce, w którym możemy żyć i tworzyć. Siła i kruchość są dla nas ze sobą powiązane; to, co wydaje się silne, często wyrasta z wrażliwości, a to, co wydaje się kruche, może być cichą formą oporu. Ten album odzwierciedla ten wewnętrzny krajobraz: napięcie między pójściem naprzód a zatrzymaniem się, mówieniem a milczeniem, światłem a cieniem. Utwór Dawn w szczególności dotyczy akceptacji naszych cieni. Przyzwolenie na ciemność, odpoczynek i niedokończone sprawy, by istnieć bez poczucia winy oraz uznania ich za niezbędne części tego, kim jesteśmy.

A.M.: Muzyka Ilajan często inspirowana jest „wyobrażonymi wspomnieniami, wewnętrznymi pejzażami i zamieszkanymi ciszą” – jak powstają u Was te obrazy? Czy muzyka rodzi się od słów, od emocji, od krajobrazów – czy to zawsze mieszanka tych elementów?
I: Nasza muzyka zawsze wynika z emocji, z tego, co wywołują w nas wspomnienia. W naszych utworach nie opisujemy wspomnień, ale staramy się raczej oddać atmosferę przeżytej chwili. Jest kilka wyjątków, w Les Ronces mówimy bezpośrednio o gniewie, utwór oparty jest na wierszu francuskiej poetki Cécile Coulon. W Daphné mówimy o zgodzie poprzez mit o Daphne, w którym matka ziemia przemienia ją w drzewo, aby ocalić ją przed Apollinem.
A.M.: Jak ważna jest dla Was niezależność – w brzmieniu, nagraniach, koncepcji – w świecie zdominowanym przez szybką konsumpcję muzyki i presję na „proste komunikaty”? Czy proces tworzenia Ilajan zmienił Wam coś w postrzeganiu rzeczywistości – wrażliwości na codzienność, w rozumieniu emocji, w relacjach z ludźmi, naturą, ciszą?
I: Niezależność jest dla mnie bardzo ważna. Mamy szczęście, że pracujemy z wytwórnią, która daje nam pełną swobodę. Poza rezerwacją koncertów same zajmujemy się wszystkim: zarządzaniem, oprawą wizualną, kostiumami, komunikacją itp. Czasami jest to trudne, bo to dużo pracy, ale dzięki temu mam pełną kontrolę nad kierunkiem projektu. Ilajan wydaje się być przeciwieństwem szybkiej, energicznej muzyki i prostych przekazów. Nasze teksty są często otwarte na interpretację dzięki użyciu metafor i poetyckich środków wyrazu, a muzyka jest powolna. To, co staram się stworzyć poprzez Ilajan, to prawdopodobnie to, czego brakuje mi w świecie: spokój, delikatność i przestrzeń dla wrażliwości.

A.M.: Patrząc w przyszłość – jakie są Wasze marzenia i plany? Czy widzicie Ilajan także za kilka lat? Jak chciałybyście, by ewoluowała Wasza muzyka?
I: Jeśli chodzi o marzenia, to pierwszą rzeczą, która przychodzi mi do głowy, jest możliwość współpracy z orkiestrą i chórem podczas kilku specjalnych koncertów, co pozwoliłoby nam zdobyć większą rzeszę fanów. Jako zespół, który pojawił się znikąd nie tak dawno temu, mieliśmy sporo szczęścia, ale na razie pozostajemy dość niszowi. Bardzo chcielibyśmy grać większe koncerty i podróżować, aby spotykać się z różnymi publicznościami.
Zdecydowanie chcemy, aby Ilajan istniał tak długo, jak to tylko możliwe.
A.M.:
Dziękuję bardzo za wywiad. Życzę powodzenia w realizacji Twoich
planów.
I:
Bardzo
dziękujemy za recenzję, życzliwość i poświęcony czas. To dla
nas ogromny zaszczyt, że nasza muzyka trafia do międzynarodowej
publiczności i cieszymy się, że może dotrzeć do uszu i serc
polskich słuchaczy!