
Czy połączenie dubu z archaiczną siłą jest możliwe? Swoim wydawnictwem Spirit of the Lublin Upland GTTRDMMRNG udowadnia, że tak. W filozofii muzycznej producenta spotyka się moc pionierów jak Coil, Popol Vuh, Demdike Stare… i lubelskiego projektu Za Siódmą Górą. To symboliczne, że jeden z najciekawszych obecnie twórców na rodzimej scenie elektronicznej pochodzi właśnie z Wyżyny Lubelskiej, tam gdzie rozpoczął się Obuh Records. Z GTTRDMMRNG rozmawiam o muzycznym, międzygatunkowym duchu, który łączy pokolenia.
Marcin Zimmermann
Piramida Instytut

Marcin Zimmermann: Wcześniej byłeś znany producencko pod pseudonimem Proxytm, skąd pojawiła się w Tobie chęć tworzenia jako GTTRDMMRNG?
GTTRDMMRNG: Muzyka Proxytm była silnie zakorzeniona w UK hardcore continuum w definicji Simona Reynoldsa. Pielęgnowałem wówczas w sobie taki pogląd że produkcje UK drillowe, można traktować jako kolejne ogniwo właśnie tego continuum gatunków takich jak hardcore, jungle, garage, grime czy dubstep. Ale ostatecznie zacząłem mieć wrażenie, że tamte moje produkcje polegały na uczestniczeniu w jakimś cyklu, który zauważam w sporej części muzyki elektronicznej. W ramach tego cyklu, im bardziej coś jest świeże w danym momencie, tym bardziej jest skazane na szybkie przeterminowanie. Takie odnosiłem wrażenie w przypadku muzyki, którą tworzyłem jako Proxytm. GTTRDMMRNG wiąże się dla mnie z zupełnie inną filozofią muzyczną, jaką już od dawna chciałem zacząć praktykować.
M.Z.: Co jest zatem fundametem Twojej nowej muzycznej filozofii?
GTTRDMMRNG: Myślę, że jest nim przede wszystkim odejście od jakichś nowinek gatunkowych, technicznych i producenckich i zwrot ku bardziej bezpośredniej ekspresji. Ja wciąż słucham muzyki, podobnej do tej, którą tworzyłem jako Proxytm, ale to nie ona przeważnie daje mi najgłębsze doznania estetyczne. Proxytm dawał mi czasami przestrzeń do wolnej zabawy, a czasami do popisywania się.
Jako GTTRDMMRNG, istotnie ograniczyłem swój arsenał perkusyjny. Na pewno też chciałem zwrócić się ku większej kompletności kompozycyjnej.
M.Z.: Ale np. w Twoim secie nagranym jako GTTRDMMRNG dla Radio Lola, także pojawiają się tropy drillowe, które można kojarzyć z Proxytm.
GTTRDMMRNG: Zgadza się! Nota bene to był debiut GTTRDMMRNGa. Ale te tropy drlilowe, o których mówisz, są tam dużo bardziej subtelne niż u Proxytma. Chciałem oddalić się od drillowego nurtu gatunkowego i wziąć z niego te, myślę, że nieoczywiste, drobiazgi, które zawsze lubiłem w UK drillu najbardziej.
M.Z.: Odchodząc od DJ setów, czy widzisz szansę na to, że w przyszłości przemycisz wpływy drillowe do GTTRDMMRNG?
GTTRDMMRNG: Jeśli tak, to chciałbym umiejscowić gesty retoryczne związane z drillem w jakimś nowym kontekście. Nie sądzę, że zrobiłbym coś bezpośrednio zainspirowanego drillem. Natomiast, muszę powiedzieć, że szczególnie w tym wczesnym londyńskim drillu, mniej więcej z 2015-2018 roku, jest pewien rodzaj takiej honorowej, militarnej wręcz wzniosłości i epickości, która niezmiennie mnie urzeka. Dla mnie to jest epickość tej klasy co epickość soundtracku Popol Vuh do Aguirre Herzoga.
M.Z.: To jest bardzo ciekawy punkt odniesienia – znalezienie sakralności rodem z Aguirre Popol Vuh w muzyce drillowej, zwłaszcza dla przyszłości młodszych pokoleń, które chyba z tą muzyką wzrastają.
GTTRDMMRNG: Wydaję mi się, że drill jest niestety już trochę przeterminowany, ale to w ramach wyżej wymienionego sezonowego cyklu gatunkowego, który także dotyka rapu. Ale będąc z pokolenia Z., dostrzegam pewną tendencję w takim post-postmodernistycznym duchu, żeby faktycznie ku jakiejś sakralności się znów w muzyce zwracać.
Mam wrażenie, że ukochane przeze mnie projekty takie, jak Coil czy Current 93, sztandarowo obrazujące taką właśnie złotą ezoterykę w muzyce, mogły sobie w klimacie swoich czasów pozwolić na prowadzenie w swojej muzyce dużej narracji z jakąś taką bazą metafizyczną. Ale mam wrażenie, że my jesteśmy już w jakimś sensie zbyt zblazowani, niemal zbyt cyniczni na tak duże narracje; natomiast ta nowa sakralność jest wtórna. Ja w swojej muzyce, trochę jak Sebald w swoich książkach, chciałbym być umiarkowanie sprawozdawczy i niesugerujący, żeby ta magia wynurzała się później.
M.Z.: Pozostając przy sacrum – skąd się wziął tytuł Spirit of the Lublin Upland?
GTTRDMMRNG: Zaadoptowałem to hasło, żeby wyrazić nim jakąś postrzeganą przeze mnie wyjątkowość Wyżyny Lubelskiej. Postrzeganą przeze mnie, lecz nie tylko; w trakcie letniej trasy tej płyty, kilka koncertów otworzyłem samplem Wojcka z OBUH Records opowiadającego o Wyżynie.

M.Z.: Co Twoim zdaniem wpływa na wyjątkowość tego regionu?
GTTRDMMRNG: Zagęszczenie wąwozów lessowych tutaj jest największe w Europie – ich obrazy wydają mi się iście Tolkienowskie; do tego dochodzi architektura Kazimierza Dolnego, która w połączeniu z tutejszą przyrodą, maluje dla mnie jakąś zupełnie pradawną wizję.
Inspirowałem się muzyką wytwórni 5 Gate Temple i ANA sound, nie tylko brzmieniowo, ale także pod kątem tego, w jaki sposób nawiązują do celtyckiego dziedzictwa Wysp Brytyjskich. Dla mnie ten tytułowy Duch Wyżyny Lubelskiej jest sposobem znalezienia podobnej poetyki w Polsce. Na okładce płyty pojawiła się bootlegowa kopia pierwszej pieczęci miasta Lublin, ale w swojej wizji, unikam jakiejkolwiek historycznej prawdy, bo chodzi mi o to, żeby tą mitologię Wyżyny Lubelskiej w pewien sposób sobie wyśnić.
M.Z.: A jaki jest Twój najwcześniejszy obraz związany z Wyżyną Lubelską?
GTTRDMMRNG: Poza obrazami Lublinem, będzie to obraz rynku Kazimierza Dolnego ze studnią w centrum i kościołem na wzgórzu.
Gdy wychowywałem się w Lublinie, Kazimierz Dolny zawsze był takim wzorem niedzielnej wycieczki w ładne miejsce. Ostatnio myślałem też sporo o tym, że jako dziecko, słuchając na lekcjach w szkole o historii średniowiecznej, zawsze wyobrażałem wydarzenia historyczne w odniesieniu do tego co znam na Wyżynie Lubelskiej. Więc to jest jakaś romantyzacja tego regionu, która towarzyszy mi od dawna.
M.Z.: Pamiętasz w jaki sposób spędzałeś tam czas jako nastolatek?
GTTRDMMRNG: Dużo z moimi znajomymi, chodziliśmy i gadaliśmy, więc moja pamięć tamtego czasu jest silnie związana z topografią Lublina. Mnóstwo czasu także spędziłem na Górkach Czechowskich, ale to w zasadzie od dziecka do okresu licealnego. No i chodzenie po Lublinie w słuchawkach, słuchanie muzyki.
M.Z.: Jakiej?
GTTRDMMRNG: Pierwsza muzyka, którą tak naprawdę intensywnie samemu odkrywałem, około gimnazjum, to był prog rock. Ta wrażliwość proga około 1969-1973, gdzie było dużo mitologizacji około wiktoriańskiej Anglii – Genesis, Comus, Gentle Giant itd. Przede wszystkim jednak słuchałem sceny Canterbury – Soft Machine, Egg, Hatfield and the North. Potem był krautrock i to chyba ta muzyka mnie najdobitniej ukształtowała.
M.Z.: Czyli wracamy do Popol Vuh.
GTTRDMMRNG: Tak, do świętego Aguirre, ale też całość dyskografii Popol Vuh miała na mnie wpływ – od kosmische musik na Affenstunde, przez bardziej sakralne In der Gärten Pharaos i Hosianna Mantra aż po filmowe wręcz Letzte Tage – Letzte Nächte
M.Z.: Zaciekawiła mnie jeszcze kwestia odwołania się do dziedzictwa po Lubelskim labelu OBUH Records. Jaki to wydawnictwo miało na Ciebie wpływ?
GTTRDMMRNG: Moi rodzice znają się z Wojckiem od bardzo dawna, więc znałem tą muzykę zanim jeszcze pamiętałem. Dziedzictwo OBUHowe jak np. Muzyka, której świat nie widzi Za Siódmą Górą czy płyta Księżyca z 1996 roku, miało na mnie równoległy wpływ z krautrockowym i ta forma ezoteryki w muzyce wydawała mi się zawsze zupełnie wspólna dla OBUHa, krautrocka no i właśnie Coila czy Current 93.
Ale muszę też dodać, że to jest wrażliwość, którą także częściowo zawdzięczam mojemu Tacie – oprócz Coila i Current 93, pokazał mi mnóstwo ogromnie ważnych dla mnie płyt i artystów, których zwykł nazywać occult dubem – Demdike Stare, Shackleton, The Bug i wszelkie wczesne wydawnictwa Hyperdubu. Ta muzyka wciąż wywiera na mnie ogromny wpływ.

M.Z.: Tak, ich wpływy też są odczuwalne na Spirit of the Lublin Upland.
GTTRDMMRNG: Dziękuję (śmiech).
M.Z.: Czym jest occult dub dla Ciebie?
GTTRDMMRNG: Sercem occult dubu jest jakaś pradawna siła, która znajduje swoje ucieleśnienie w dubie. W moim ujęciu, jeśli połączymy etos kultury soundsystemowej z siłą, która napędzała artystów England’s Hidden Reverse, to otrzymujemy właśnie to.
M.Z.: Czy są jacyś nowi artyści w Polsce, którzy Twoim zdaniem, przemycają do elektroniki tego rodzaju, ezoteryczną filozofię? Jakich artystów poleca GTTRDMMRNG?
GTTRDMMRNG: Każdemu zainteresowanemu rozkazuję sprawdzić twórczość mojego niezmiernie utalentowanego przyjaciela – Lemta Toro. Jego album Kapitałka to obowiązkowa pozycja do przesłuchania. Usłyszycie od niego więcej niedługo… Ja być może też się tam pojawię…
Następnie, być może nie do końca nowy artysta w Polsce, bo Rufio tworzy już jakiś czas, a po drugie jest Polakiem mieszkającym poza Polską, ale jego projekt Lumpex, w moim odczuciu, bardzo mocno uosabia tą ezoteryczną filozofię w muzyce. Przyznam, że przepadam za jego labelem czarnagora. Z tego miejsca, chciałbym podziękować Rufio za zaproszenie mnie do zagrania na evencie czarnadziura w Zurychu oraz przemiło spędzony tam czas.
M.Z.: A ja dziękuję Ci za rozmowę.