Blood & Sun – Warto mówić otwarcie o tym, co naprawdę nosisz w sercu

Blood & Sun Anxious interview
Band Archive

Amerykański neo-folk coraz śmielej zaznacza swoją obecność na światowej scenie. Jednym z najciekawszych zespołów pochodzących z USA jest zdecydowanie Blood & Sun. O swojej historii, dawaniu nadziei, powrotowi do korzeni oraz związkach z Polską przed nadchodzącymi koncertami w naszym kraju opowiada lider zespołu Luke Tromiczak. 

Wojciech Żurek

Blood & Sun Anxious interview
Band Archive

Wojciech Żurek: W tym roku Blood & Sun obchodzi 15-lecie działalności. Gdy spoglądasz wstecz na te wszystkie lata, jak postrzegasz swoją muzyczną drogę?

Luke Tromiczak: To była szalona podróż. Blood & Sun stał się dla mnie duchowym towarzyszem. Pomógł mi przejść przez wiele trudnych momentów w życiu, przynosząc zarówno ogromną radość, jak i wiele bólu. Stworzenie własnego świata estetycznego za pomocą muzyki i tekstów było niesamowitym doświadczeniem. Przez wszystkie te lata pozostałem wierny temu projektowi i mam wrażenie, że on również pozostał wierny mnie, nawet jeśli bywaliśmy dla siebie wymagający i nieraz wspólnie przechodziliśmy prawdziwą próbę ognia. Wszystko zaczęło się jako sposób na wyrażenie złamanego serca, z dala od muzyki metalowej, którą wtedy pisałem. Z czasem zacząłem też eksplorować tematykę pogańską. Ogromnym zaszczytem było dla mnie pierwsze zaproszenie do Europy w 2015 roku, kiedy Wave-Gotik-Treffen zaprosiło mnie do występu. Od tamtej pory miałem okazję wykonywać te utwory w całych Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Europie, a to było spełnieniem marzeń. Jestem również wdzięczny wszystkim wspaniałym muzykom i przyjaciołom, którzy poświęcili swój czas i talent, aby współtworzyć ze mną te albumy. Miałem też szczęście spotkać oddaną grupę ludzi, których mogę dziś nazwać zarówno fanami, jak i przyjaciółmi.

W.Ż.: Już wkrótce ukaże się Wasz nowy album. Postanowiłeś „wrócić do korzeni” i nagrać go na starym czterościeżkowym magnetofonie kasetowym Tascam Porta Studio. Skąd taki pomysł? Czy uważasz, że dzisiejszy nacisk na techniczną i cyfrową perfekcję odbiera muzyce część jej ducha?

L.T.: Chciałem wrócić do początku, ale wykorzystując całą wiedzę, którą zdobyłem przez lata pracy z Big Bad Bobem (producentem 16 Horsepower, Wovenhand, Tarentelli i In gowan Ring). Chciałem przekonać się, co jestem w stanie stworzyć przy narzuconych ograniczeniach, ale jednocześnie korzystając z wysokiej klasy mikrofonów, przedwzmacniaczy i instrumentów, takich jak Drawmer 1960, ADK A-51, Gibson z lat 40., czy dwunastostrunowy Guild z lat 70. Mam wrażenie, że dziś zbyt duży nacisk kładzie się na cyfrową perfekcję i możliwość niekończącej się edycji nagrań. A teraz dodatkowo cały obraz zaciera jeszcze sztuczna inteligencja napędzająca plagiat. Chciałem wrócić do czegoś namacalnego – do procesu, który wymaga sprytu, pełnego skupienia i prawdziwego opanowania warsztatu. To było stresujące, bo pracowałem na 25-letnim magnetofonie Tascam, który przydałoby się już porządnie wyregulować i naprawić. Wielkim wyzwaniem było zmieszczenie wszystkiego na zaledwie czterech ścieżkach – często po wcześniejszym nagraniu sześciu lub ośmiu partii: dwóch gitar, perkusji, instrumentów perkusyjnych, basu, syntezatorów… Wymagało to odwagi i zaufania do własnych decyzji, bo w wielu momentach nie było już odwrotu. Narzuciłem sobie również pewne zasady. Kolejność utworów na płycie jest dokładnie taka sama, w jakiej je napisałem i nagrałem. Każda kompozycja prowadziła do następnej, więc musiałem wyobrażać sobie, co napiszę później, jeszcze zanim zacząłem nagrywać. To było fantastyczne doświadczenie. Nie mam nic przeciwko pracy z cyfrowymi DAW – do masteringu wykorzystałem Reapera oraz świetne wtyczki UAD. Ostatecznie jestem bardzo zadowolony z atmosfery, którą udało się stworzyć podczas tego procesu, i z dumą dzielę się tym albumem ze światem.

W.Ż.: Choć Twoja twórczość często porusza bardzo trudne tematy, jest w niej również wiele światła. Czy w tych niespokojnych czasach muzyka nadal może dawać ludziom nadzieję?

L.T.: Jestem przekonany, że może. Jedną z największych niespodzianek związanych z Blood & Sun było otrzymywanie wiadomości od ludzi, którzy pisali, że utwory z dwóch pierwszych albumów pomogły im przetrwać trudne chwile. Tego rodzaju kontakt znaczy dla mnie naprawdę bardzo wiele. Ta muzyka nie opowiada wyłącznie o cierpieniu. Jest także o budowaniu własnej siły i siły kultury poprzez pasję, wytrwałość i pełne zaangażowanie w życie. Love and Ashes opowiada o przejściu przez ciemną noc duszy, a przecież po takiej nocy musi nadejść nowe życie. Myślę, że ten album jest mroczniejszy od poprzednich, ale wierzę, że jego gorączkowa, oniryczna atmosfera może być dla słuchaczy inspirująca.

W.Ż.: Jesteś częścią amerykańskiej sceny neofolkowej, która coraz wyraźniej zaznacza swoją obecność. W Stanach Zjednoczonych pojawia się coraz więcej interesujących zespołów i świetnych albumów. Co Twoim zdaniem wyróżnia amerykański neofolk i dlaczego scena tak dynamicznie rozwija się właśnie teraz?

L.T.: Rzeczywiście pojawia się wiele znakomitych projektów tworzonych przez ludzi, których uważam za swoich przyjaciół – Waul of The Weald, American Bhanvana, Sunken Stag, Scout Paré-Phillips, Backworld, Cradle of Judah, Third Black Day, Society of the Silver Cross czy Monk Hammer. Gorąco polecam też wszystkim twórczość Christiana Wallowing Bulla. Ameryka to ogromny kraj, pełen romantyzmu i tęsknoty, z których można czerpać inspirację. Ale jednocześnie w Europie również dzieje się mnóstwo fascynujących rzeczy. Bardzo cenię mniej znane zespoły, takie jak polskie By the Spirits i Spears of Nimrod, litewskie Romowe Rikoito czy walijski Tanahanner. Regularnie do nich wracam. 

W.Ż.: Na Twojej stronie internetowej można przeczytać, że „zespół nie utożsamia się z retoryką ani ideologiami opartymi na nienawiści i nie ma charakteru politycznego”. Dlaczego uznałeś za ważne, aby zamieścić takie oświadczenie?

L.T.: Uważam, że kiedy ludzie cię źle rozumieją, warto mówić otwarcie o tym, co naprawdę nosisz w sercu i pozostać wiernym prawdzie, w którą wierzysz. Blood & Sun czerpie inspirację z duchowych nurtów szeroko rozumianego europejskiego pogaństwa, ale jednocześnie wszyscy jesteśmy obywatelami świata. Przez lata w moim zespole grali ludzie różnych wyznań, pochodzenia etnicznego, orientacji i ekspresji seksualnej oraz o bardzo różnych poglądach politycznych. Te kwestie właściwie nie powinny wymagać wyjaśnień, ale miałem powody, by jasno powiedzieć, jak wygląda rzeczywistość. Jednocześnie bardzo cenię wolność słowa, wolność ekspresji i wolność zrzeszania się – niezależnie od tego, jakie ktoś ma pochodzenie, czy przekonania. Głęboko wierzę w demokrację, suwerenność jednostki i prawo każdego człowieka do swobodnego wyrażania swoich poglądów.

Blood & Sun Anxious interview
Band Archive

W.Ż.: Już wkrótce ponownie wystąpisz w Polsce. Czy chciałbyś przekazać coś swoim polskim fanom? Jakie emocje towarzyszą Ci przed kolejną wizytą w naszym kraju?

L.T.: Jestem niezwykle podekscytowany możliwością ponownego zagrania w Polsce. W rzeczywistości zagramy tutaj aż pięć koncertów: 6 listopada na Wrocław Industrial Festival, 7 listopada w krakowskiej Alchemii, 8 listopada w Warszawie, 10 listopada w klubie Pod Minogą w Poznaniu oraz 12 listopada w Blues Clubie w Gdyni. Towarzyszyć nam będą Society of the Silver Cross z Seattle oraz Linnea Hjerten ze Szwecji. Moi pradziadkowie pochodzili z Polski – najprawdopodobniej z okolic Krakowa. Później wyemigrowali do rejonu Chicago, a następnie przenieśli się do Minnesoty. Dziadek ze strony ojca i jego żona byli bardzo dumni ze swoich polskich korzeni, choć pokolenie mojego ojca utraciło znajomość języka. Dlatego możliwość powrotu tutaj i poznawania współczesnej Polski jest dla mnie ogromnym przywilejem. Moja żona, która urodziła się w Zachodniej Wirginii i ma polsko-niemieckie korzenie sięgające okolic Gdańska sprzed dwóch pokoleń, oraz ja pobraliśmy się w Gdańsku w 2022 roku. Co więcej, koncert w Gdyni zagramy dokładnie w rocznicę naszego ślubu. To naprawdę wiele dla mnie znaczy. Chciałbym więc powiedzieć wszystkim polskim fanom, że możliwość występowania w Polsce jest dla mnie wielkim zaszczytem. Cieszę się, że mogę obserwować, jak pięknym miejscem staje się dziś Wasz kraj.

W.Ż.: Dziękuje za rozmowę. Na zakończenie – ostatnie słowo należy do Ciebie.

L.T.: Bardzo dziękuję za wszystkie pytania i za mój pierwszy wywiad dla polskiego medium. Mam nadzieję, że spotkamy się w listopadzie! Dziękuję bardzo!

Bilety: linktr.ee/eurotour2026
bloodandsun.net