Artur Rumiński – Nie myślę tonacjami czy dźwiękami

Artur Rumiński – Nie myślę tonacjami czy dźwiękami
Z archiwum artysty

Artur Rumiński to muzyk, którego twórczość wymyka się jakimkolwiek definicjom. Nie wynika to jedynie z wielości zespołów i projektów, w których się udziela, lecz przede wszystkim z niezwykle szerokiego spektrum dźwięków, które tworzy oraz pracowitości, która wyróżnia go na na rodzimej scenie. Poniżej zapis rozmowy, którą z nim przeprowadziłem.

Wojciech Żurek


Wojciech Żurek: Za każdym razem, gdy w mediach pada Twoje nazwisko, pojawiają się równocześnie nazwy wielu zespołów i projektów, w których się udzielasz – min. Furia, Thaw czy Gruzja. Chciałbym Cię zapytać, jak znajdujesz czas i energię na to wszystko? Czy te projekty mają jakąś hierarchię? Czy może każdy z nich jest dla Ciebie równoległym muzycznym światem?

Artur Rumiński: Odkąd pamiętam zawsze grałem więcej niż w jednym składzie. Nigdy nie chciałem zamykać się w jednym gatunku muzycznym. Są momenty, że jednak brakuje mi tej energii, ale zawsze zajawka wygrywa i totalnie jaram się jak powstają nowe rzeczy. Dzięki temu sam się nakręcam do działania. Hierarchia czasem się pojawia. Głównie w momencie, kiedy musimy się z danym zespołem przygotować do nagrania płyty lub trasy koncertowej. Czasem jednak działa wszystko równocześnie i muszę się trochę nagimnastykować, żeby to ogarnąć :].

W.Ż.: Chciałbym Cię zapytać o Twoją solową twórczość, którą tworzysz pod swoim nazwiskiem. Eksplorujesz w niej różne rejony muzycznego eksperymentu i dźwiękowego hałasu. Czy kiedy tworzysz i grasz na żywo gitara jest dla Ciebie jeszcze klasycznym instrumentem czy może tylko punktem wyjścia do generowania różnych, wielobarwnych częstotliwości?

A.R.: Od pierwszych wydawnictw solowych stawiałem na eksperymentowanie z gitarą. Na początku gitara była dla mnie klasycznym instrumentem, teraz traktuję ją jako generator dźwięku. Bardziej skupiam się na przetwarzaniu jej przez różne efekty gitarowe i mixer. Ten proces cały czas się rozwija i zmienia. Bardzo dobrze się z tym czuję i totalnie jaram się tym, że nie wiem, w którym kierunku to wszystko się potoczy.

W.Ż.: Co jest dla Ciebie kluczowe podczas samego procesu tworzenia? Faktura i treść tworzonych dźwięków czy może emocje, które Ci wtedy towarzyszą?

A.R.: Nie myślę tonacjami czy dźwiękami. Nie mam też żadnych podstaw muzycznych. Wszystko co się dzieje podczas procesu tworzenia, to głównie emocje i intuicja.

W.Ż.: Śledząc Twoją artystyczną aktywność widać, że coraz częściej występujesz ze swoim solowym materiałem, na różnych festiwalach skupionych na muzyce eksperymentalnej (np. w Krakowie, podczas festiwalu Unsound). Jak myślisz skąd się bierze coraz większe zainteresowanie i otwartość publiczności na tak wyjątkowe a zarazem niełatwe dźwięki?

A.R.: Wydaje mi się, że ludzie szukają nowych rozwiązań. Muzyka eksperymentalna czy noisowa, kiedyś bardzo niszowa, teraz pojawia się na dużych festiwalach – nawet takich jak Katowicki OFF. Oprócz świetnego Unsound’u mamy też Avant Art Festival, który ostatnio bardzo się rozwinął i rozlał na kilka miast czy Sanatorium Dźwięku w Sokołowsku. Warto też wspomnieć o totalnie undergroundowych festiwalach jak Defibrylator, Temple Of Silence, Borderline…

W.Ż.:Wracając na chwilę do Furii, z którą występujesz również w teatrze grając w przedstawieniu Wesele w reżyserii Jana Klaty. Czy to doświadczenie w jakiś sposób pomogło Ci w kontekście Twoich solowych występów?

A.R.: Solowo działałem już dużo wcześniej, ale jednak granie w teatrze z aktorami i tworzenie podkładów pod sceny na pewno otworzyło mi bardziej głowę na dynamikę i dramaturgię w muzyce.

W.Ż.: Żyjemy w dobie coraz szybszej cyfryzacji, która dotyczy również muzyki oraz wpływu AI na sam proces komponowania. Popraw mnie, jeśli się mylę, ale zauważyłem, że grając korzystasz głównie z analogowych efektów i przesterów. Czy wynika to ze swego rodzaju dystansu do „cyfry”, czy może po prostu lepiej pracuje Ci się na tradycyjnym sprzęcie?

A.R.: Nigdy nie korzystałem z komputera podczas koncertów solowych. Może wynika to z braku cierpliwości do uczenia się programów itd. Najlepiej czuję się z prostymi efektami gitarowymi, które mają kilka pokręteł. Dzięki temu mam niekończącą się zabawę, ale minusem tego jest cały czas rozrastający się stół efektów, co w porównaniu np. Abletonem, gdzie praktycznie wszystko masz w jednym miejscu, jest mocno irytujące podczas przemieszczania się na koncerty.

W.Ż.: Twoim ostatnim solowym wydawnictwem jest album Cosmos wydany już ponad rok temu. Czy planujesz może nowe wydawnictwo w najbliższym czasie? Jeśli tak to czy możesz zdradzić nam więcej szczegółów?

A.R.: Tak. Planowałem nagrać solową płytę tej jesieni ale jednak z braku czasu wszystko przekładam na przyszły rok.W międzyczasie w tym roku powstał spontanicznie materiał min. z Andrzejem Peszelem grającym też pod nazwą Dystopian Control i projekt audiowizualny z gitarzystą Mateuszem Barskim, który jest połówka składu Ekotonika i Anną Chmiel odpowiedzialną za warstwę wizualną. Od roku też próbuję skończyć materiał na wspólną płytę z Danielem Szwedem. W planie też jest płyta z Radio Noise Duo. Bardzo się cieszę z tych kolaboracji.

W.Ż.: Dziękuję za wywiad. Ostatnie słowo należy do Ciebie.

A.R.: Ja też dziękuję i przy okazji zapraszam na grudniowe koncerty ARRM. Zagramy kompletnie nowy materiał, który będziemy nagrywać na początku przyszłego roku.

4.12 Kraków – Alchemia
5.12 Warszawa – Chmury
6.12 Sochaczew – Łoskot
7.12 Katowice – Music Hub

ARRM • Rites of Fall x Fugavit