
Duet Arigto, aktualnie działający między Berlinem a Tokio, od lat wypracowuje swój własny język muzyczny – pełen napięcia, ciszy i brutalnego piękna. Ich nowy album Lungs, który ukaże się 1 sierpnia 2025 roku, to opowieść o oddechu – fizjologicznym, symbolicznym, akustycznym. Punktem wyjścia stał się akordeon odziedziczony po dziadku Noah, który z czasem przekształcił się w główny temat i narzędzie ich najnowszego projektu. Choć instrument ten był wcześniej kojarzony z tradycją i nostalgią, w ich ujęciu staje się metaforą zmian zachodzących w ciele, pamięci i dźwięku.
Lungs to także próba wyjścia poza znane sobie środki – zamiast cyfrowego przetwarzania i nagrań terenowych, Arigto postawili na surową eksplorację jednego źródła, podejmując dialog z jego materią i ograniczeniami. W porównaniu do wcześniejszych albumów, takich jak Blind Immaterialist czy Pretense, nowy materiał zrywa z formułą wielowarstwowych aranżacji, koncentrując się na fizyczności pojedynczego instrumentu. Jednocześnie pobrzmiewają tu echa doświadczeń wyniesionych z pracy nad muzyką filmową i do gier wideo – narracyjność, skupienie na detalu, przestrzeń między dźwiękami. W rozmowie Arigto opowiadają o powrocie do elektroniki, o kinie jako inspiracji, o komponowaniu w kontekście interakcji gracza oraz o tym, jak przeszłość – ta osobista i ta wspólna – znajduje swoje odbicie w brzmieniu.
Artur Mieczkowski
Artur Mieczkowski: Jakie jest znaczenie nazwy Arigto? Co dla Was oznacza?
Arigto: Cześć, dziękuję za zainteresowanie i chęć przeprowadzenia wywiadu z nami. Tak naprawdę za nazwą nie kryje się żadne głębsze znaczenie. Nasz pierwszy projekt rozpoczęliśmy wiele lat temu pod nazwą Arigato. W tamtym czasie produkowaliśmy zupełnie inną muzykę – być może możesz sobie wyobrazić, jak brzmiała muzyka pod tą nazwą (śmiech). Poczuliśmy potrzebę zmiany nazwy wraz z naszym pierwszym oficjalnym wydawnictwem w wytwórni Noisia. To był dość spontaniczny pomysł – krótko przed premierą usunęliśmy jedno „a”. Teraz jesteśmy bardzo zadowoleni z tej nazwy i przypadkowo sprawiło to, że łatwiej nas znaleźć w Internecie, mimo że wiele wyszukiwarek wciąż poleca Arigato – może powinniśmy byli usunąć jeszcze więcej liter!
A.M.: Dlaczego akordeon – instrument z dzieciństwa – stał się centralnym punktem waszego nowego albumu?
Arigto: Dziadek Noah był dość muzykalną osobą i czasami, oprócz innych instrumentów, grał na tym starym akordeonie, kiedy Noah był dzieckiem. Noah zawsze pielęgnował te wspomnienia. Po śmierci dziadka Noah odziedziczył jego instrumenty. W tym samym czasie byliśmy również zmęczeni wiolonczelą. Używaliśmy jej już od jakiegoś czasu i straciliśmy inspirację do jej używania, częściowo dlatego, że czuliśmy, że stała się nieco przesycona i zbyt popularna na scenie muzycznej. Noah chciał więc spróbować z akordeonem. To, co zaczęło się jako czysty hołd dla jego dziadka i refleksja nad wspomnieniami z dzieciństwa, stało się dla nas szerszą koncepcją i projektem z wpływami od nas obu. Był to właściwie projekt, nad którym pracowaliśmy najdłużej, z kilkoma iteracjami i dodatkowym wkładem Aho Ssana i Jamesa Ginzburga. Przez to album stał się mniej osobisty, a refleksje z dzieciństwa mogły zostać pogrzebane pod wszystkimi nowymi pomysłami. Ale jednocześnie być może nie eksplorowaliśmy instrumentu tak dogłębnie. Dobrą radą od Aho Ssana było skupienie się bardziej na nowatorskich, nietypowych dźwiękach instrumentu. Może nawet podejść do tego w formie studium instrumentu, zamiast polegać na elektronicznych dźwiękach / przetwarzaniu, jak to zwykle robimy. Wymyśliliśmy dźwięki oddechu, które wydawały się niewykorzystane w porównaniu do tego, co wcześniej robili słynni eksperymentalni artyści akordeonowi, tacy jak Pauline Oliveros czy Mario Batkovic, i były świetną metaforą.
A.M.: Jak pamięć związana z tym instrumentem wpłynęła na brzmienie i nastrój materiału?
Arigto: Jak już wspomnieliśmy w poprzedniej odpowiedzi, większość wspomnień pochodzi z wczesnego dzieciństwa Noah. Wspomnienia były już nieco nieprzejrzyste, mniej wizualne, a bardziej w formie emocjonalnej, ze spokojniejszego i spowolnionego miejsca. Podczas pracy nad albumem rozszerzyliśmy podstawową ideę refleksji nad wspomnieniami z dzieciństwa. Na przykład dużo myśleliśmy również o śmierci i życiu samym w sobie oraz ogólnie o przemijaniu bliskich osób, co również wpłynęło na brzmienie i narrację albumu. Tak więc, mimo że wspomnienia mogą być koncepcyjnie nadal rdzeniem projektu, dość trudno jest wydestylować, jaki był ich rzeczywisty wpływ, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że pracowaliśmy nad nim w duecie.
A.M.: Wspominacie, że akordeon „oddycha” niczym płuca – czy postrzegacie go jako przedłużenie waszego życia i emocji?
Arigto: Niedawno Sebastian spotkał się z naszym przyjacielem Haku Sungho na jego koncercie w Tokio. Prowadzi on badania nad instrumentem Tonkori w ramach swojej pracy doktorskiej. Instrument ma mały kamień lub marmur, który nie ma żadnego wkładu akustycznego, ale reprezentuje duszę instrumentu. Naprawdę podoba nam się ten pomysł, a także myśl, że instrument dziedziczy duszę swojego gracza poprzez długotrwałą więź. Oba starzeją się, pękają i wyginają na powierzchni, a tak samo jak my się starzejemy, tak samo starzeją się instrumenty. Spodobał nam się pomysł, że kształt oddechu reprezentuje różne fazy, przez które przechodzimy w życiu, co wykorzystaliśmy również do stworzenia narracji na całym albumie. Chociaż niekoniecznie łączymy to z naszym życiem i emocjami, pomyśleliśmy raczej, że ten dźwięk może być odpowiednią metaforą życia w ogóle. Przez całe życie nasze płuca przechodzą wiele zmian, podobnie jak nasz oddech. Tracą pojemność i elastyczność, a mięśnie oddechowe słabną. W chwili śmierci wszystko się zatrzymuje. Akordeon jako towarzysz wydawał się idealnym instrumentem do odzwierciedlenia tych przemian. Oddech, który jest pełen życia, zmienia się w czasie, a na koniec staje się płytki i zanika.
A.M.: W jaki sposób ten instrument rezonuje z wcześniejszymi wydawnictwami – unseen untold forgotten, Pretense i Lukuss?
Arigto: Tak naprawdę zrobiliśmy ten album przed Lukuss. Skończyliśmy Lukuss dość szybko, a jego wydanie wydało nam się pilniejsze, ponieważ na GitHubie znaleźliśmy nową technikę cyfrowego syntezatora, która wydawała się być świeża i nie do końca zbadana, więc chcieliśmy ją jak najszybciej ujawnić. Lungs nie jest jednak zbytnio powiązany z innymi albumami. Unseen, untold, forgotten był bardziej ewolucją Blind Immaterialist. Podobnie Persona i Pretense mają ze sobą silny związek poprzez inspirację, koncept, okładkę i instrumentarium. Lungs jednak wyróżnia się pod tym względem. Z technicznego punktu widzenia można go powiązać z Persona, ponieważ był to dla nas pierwszy projekt, który eksplorował instrument, z którym nie mieliśmy wcześniej doświadczenia.
A.M.: Poprzednie wydawnictwa były mocno elektroniczne – dlaczego tym razem sięgnęliście po niemal czystą akustykę?
Arigto: Jak już poruszyliśmy w naszej poprzedniej odpowiedzi, w rzeczywistości było na odwrót. Lungs to pierwszy raz, kiedy narzuciliśmy sobie twarde ograniczenie i faktycznie się go trzymaliśmy – wszystkie dźwięki powinny pochodzić z akordeonu. Zmusiliśmy się, by nie manipulować dźwiękiem w rozpoznawalny sposób. Muzyka, którą zwykle robimy, jest dokładnie odwrotna, bez żadnych ograniczeń, z naciskiem na emocje. Zazwyczaj najbardziej lubimy tworzyć nierozpoznawalne dźwięki poprzez post processing.
W pewnym momencie, ze względu na okoliczności zewnętrzne i pewne frustrujące wydarzenia, proces produkcji Lungs stał się dla nas wyczerpujący. Mieliśmy sporo szczęścia, że otrzymaliśmy propozycję stworzenia ścieżki dźwiękowej do Selfloss w czasie, gdy kończyliśmy Lungs, ponieważ oderwało to nasze umysły od albumu i uwolniło nas od tego, co czuliśmy w tamtym czasie. Praca nad tą grą była dla nas przyjemnością, ponieważ potrzebowaliśmy wielu utworów. Czuliśmy, że zeszło z nas wiele presji i mieliśmy szczęście, że Alex tak dobrze do nas pasował. Następnie nasz kolejny album Lukuss był całkowicie elektroniczny, mocno przetworzone dźwięki bez ograniczeń, bez koncepcji i skupienie się na bardziej emocjonalnej muzyce.
A.M.: Czy można mówić o artystycznym „powrocie do korzeni” i co ten ruch dodaje do waszej tożsamości artystycznej?
Arigto: W Lukuss ponownie naprawdę zakochaliśmy się w elektronice. Ten album był dla nas szczególnym momentem „powrotu do korzeni”. Obaj wychowaliśmy się na muzyce klasycznej, ale kiedy założyliśmy nasz duet w liceum wiele lat temu, zaczęliśmy od muzyki elektronicznej. Po długim skupieniu i integracji prawdziwego nagrywania instrumentów akustycznych, spodobało nam się zrobienie albumu czysto elektronicznego, który jest bardziej w sferze poprzednich prac, takich jak albumy, które wydaliśmy w DIVISION.
A.M.: Skoro współtworzyliście ścieżki do filmów (Island of the Dolls, Aria) i gier (Selfloss, Quite a Ride), jakie cechy kina i gier przenikają do nowego albumu?
Arigto: Kino w ujęciu ogólnym zdecydowanie miało wpływ na naszą muzykę. Szczególnie powolne i skrupulatnie wykonane ujęcia, zwłaszcza ze starszych filmów, mocno nas zainspirowały. Pisanie muzyki wizualnej jest dla nas czymś naturalnym, co prawdopodobnie jest głównym powodem, dla którego w pierwszej kolejności zlecono nam pracę nad OST i sound designem. Wielu z naszych ulubionych kompozytorów było również związanych z filmem, co pomogło nam odkryć bardzo interesujących artystów.
Chociaż od czasu do czasu gramy w gry komputerowe, to pomimo Bloodborne i Anno 1602, nigdy świadomie nas one nie inspirowały. W przeszłości rzadko słuchaliśmy samych ścieżek dźwiękowych z gier, ale dzięki naszemu nowemu zainteresowaniu Selfloss i powstaniu niskobudżetowych gier niezależnych odkryliśmy świetną muzykę. Chociaż wydaje się, że coraz bardziej oddalamy się od naszych nastolatków, fascynujące jest również to, jak samo otwarcie starej gry i wysłuchanie pierwszej sekundy muzyki może przywołać tak wiele wspomnień związanych z grą.
A.M.: Jak doświadczenie w soundtrackach wpłynęło na strukturę i narrację najnowszego materiału?
Arigto: Komponowanie do gier różni się znacznie od komponowania do filmów. Gry w większości nie narzucają stałych ram czasowych. Często trzeba uchwycić atmosferę, ale zachować ją wystarczająco szeroką dla różnych interakcji gracza. Często lubiliśmy włączać zupełnie nieoczekiwane momenty lub wyraźne odgłosy w tle. Nasza praca nad partyturami nieco to spłaszczyła, ponieważ muzyka nie może być zbyt dominująca ani kolidować z dźwiękami gry. Jest to coś, co wyciekło szczególnie do Lungs, gdzie staraliśmy się trzymać tematów i konkretnych pomysłów i nie zmieniać zbyt wiele. Chociaż było to interesujące podejście, czuliśmy się, jakbyśmy utknęli w idei, że utwór powinien opierać się tylko na jednym głównym motywie lub pomyśle na nasze solowe albumy. Obecnie staramy się ożywić ten rodzaj abstrakcyjnej lub narracyjnej ewolucji w cięższych kawałkach, gdyż jest to coś, co zawsze nas pociągało.
A.M.: Wielowątkowa twórczość (EPki, festiwale, wystawy) wskazuje na otwarty styl pracy: jak wyglądały sesje tworzenia nowej płyty – improwizacja, wspólna praca, strukturacja?
Arigto: Proces ten polegał głównie na improwizacji, aż do momentu, gdy mieliśmy utwór z elementami, które nas wyróżniały lub mogły stać na własnych nogach. Następnie staramy się skupić na tym pomyśle i wykorzystać go do budowania świata wokół tego utworu. Strukturyzacja to coś, co robimy głównie na późniejszych etapach projektów. W niektórych przypadkach przetwarzamy również starsze utwory i dostosowujemy je do świata albumu. Ostatnio współpraca pomogła nam połączyć większe projekty. Miło jest odkrywać nowe pomysły, z nowym wkładem i być kreatywnym. Niestety, zazwyczaj nie znajdujemy odpowiedniego kontekstu do ich wydania, ale myślimy o wydaniu ich w formie wspólnej EP-ki.
A.M.: Arigto potrafi balansować między filmowością a osobistym, intymnym brzmieniem – gdzie wyznaczacie granicę między „widowiskiem” a „medytacją”?
Arigto: Trudno to ująć w słowa. Przeważnie tak naprawdę o tym nie myślimy. W większości ufamy naszej intuicji, jeśli chodzi o tworzenie muzyki i ocenę naszej pracy. Dla nas najważniejsze jest to, jak się czujemy w danym momencie i czy utrzymujemy iskrę przez kilka dni. Na późniejszych etapach produkcji może się to stać dość drobiazgowe, gdzie często rozmawiamy o frazach i fazach oraz o tym, co jest konieczne, a co nie. Robimy to, ponieważ pewna forma równowagi jest dla nas ważna, a dla nas ta równowaga nieustannie się zmienia.
A.M.: Na ile nowy album to osobisty rytuał i próba „rozliczenia” z przeszłością przez instrument pamięci?
Arigto: Na początku było to o wiele bardziej związane ze śmiercią niż na końcu. Chociaż miło jest próbować uchwycić osobę muzycznie, była to głównie inspiracja, która zapoczątkowała projekt i stworzyła jego ramy koncepcyjne. Ostatecznie szybko stało się to czymś, co obaj dzieliliśmy, a zatem mniej osobistym i mniej przetworzonym dla Noah
A.M.: Dziękuję bardzo za wywiad. Życzę powodzenia w realizacji Waszych planów.
Arigto:
Dziękujemy
za poświęcony czas! Naprawdę lubimy Twój magazyn i życzymy Ci
powodzenia!