Zos Kia / Coil – Transparent

Nekrophile Rekords, Threshold House, Eskaton / LP/CD/MC/DL / 1984

Anxious magazine Zos Kia / Coil – Transparent

Transparent to dokument narodzin – nie tylko jednej płyty, ale całego idiomu, który w kolejnych dekadach miał przerodzić się w jedną z najbardziej niejednoznacznych, mistycznych i wymagających gałęzi muzyki eksperymentalnej. Zos Kia i Coil zarejetrowani w 1982-1983 roku brzmią jak dwie połówki tego samego rozchwianego organizmu, który dopiero uczy się oddychać, ale jego oddech jest już gęsty od wizji, lęków i niewypowiedzianych intencji. Transparent nie jest albumem w tradycyjnym sensie – to amalgamat taśm, koncertów, szkiców i improwizacji, w których przebłyskuje surowa magia rodzącego się Coila i mroczna, niepokojąca energia Zos Kia.

Warto pamiętać, że nad całym projektem Zos Kia unosi się duch osoby niezwykle istotnej – mojego ukochanego malarza, okultysty Austina Osmana Spare’a, twórcy systemu Zos-Kia, który inspirował Johna Goslinga i nadał projektowi nazwę oraz kierunek. Spare, ze swoją obsesją na punkcie podświadomości, automatyzmu, transu i cielesności jako narzędzi magii, jest tu obecny niemal w każdym dźwięku. Jego filozofia, oparta na idei Zos – ciała, instynktu i woli – oraz Kia – bezkształtnej, kosmicznej świadomości przenika wczesne nagrania Zos Kia jak niewidzialna rama. Słuchając Transparent, mam momentami wrażenie, że artyści próbują przełożyć Spare’owską magię na język dźwięku: improwizacje stają się rytuałami, hałas formą kontaktu z tym, co nieuchwytne, a głos narzędziem automatycznego pisma. Muzyka inspirowana okultyzmem, próba wejścia w proces, w którym ciało, dźwięk i podświadomość splatają się w jedno. Bez wsłuchania się w Spare’owską ideę Zos-Kia trudno w pełni zrozumieć, dlaczego ten materiał brzmi tak surowo, tak niespokojnie i dlaczego jego energia do dziś wydaje się tak niepokojąco autentyczna.

Od pierwszych minut uderzało mnie zawsze wrażenie obcowania z materiałem, który powstaje na krawędzi rytuału. W dźwiękach Zos Kia jest coś obsesyjnego – puls, który nie przypomina właściwie muzyki, lecz kroki stawiane w mroku, jakby artyści szukali wyjścia z labiryntu, w którym jedyną latarnią jest dźwięk. Utwory takie jak Sicktone czy Baptism of Fire mają w sobie brutalną szczerość wczesnego industrialu: metaliczny chłód, nieforemność, momentami wręcz fizyczny dyskomfort. To stany – lepkość, napięcie, podskórne drżenie. I choć nagrania te bywają chaotyczne, ich chaos wydaje się celowy: Zos Kia chce oczyścić umysł poprzez konfrontację z brudem i hałasem.

W kontrze do tego Coil ujawnia już zupełnie inny rodzaj czarowania. John Balance brzmi tu tak, jakby dopiero odkrywał własny głos – chropawy, na pół wykrzyczany, nieokiełznany. Jednak w tym wszystkim jest zalążek czegoś, co wkrótce miało zakwitnąć w pełni: zmysł do melodii ukrytej pod warstwą zgrzytów, duchowy niepokój, miłość do dźwiękowych transów. Transparent w pewnych momentach jawi się więc jak prekognicja – Coil w formie embrionalnej, ale już niosący obietnicę piękna i szaleństwa, które nadejdzie.

Słuchając tego albumu dziś, trudno nie mieć poczucia obcowania z artefaktem. Transparent brzmi bardziej jak dokumentacja procesu inicjacyjnego niż gotowe dzieło: jakby artyści próbowali zapisać na taśmie moment przebudzenia. To muzyka surowa, nieokrzesana, ale właśnie dlatego tak szczera. Zanim Coil zaczął tworzyć alchemiczne pejzaże, zanim w ich dźwiękach pojawiło się piękno wymieszane z dekadencją, byli grupą młodych ludzi, którzy w cieniu Londynu po omacku budują nowy język.

Dla mnie Transparent jest czymś w rodzaju szkicu – niepełnego, nierównego, chwilami wręcz prymitywnego, lecz jednocześnie przejmującego. To zapis narodzin dwóch światów: Zos Kia, które nigdy nie stało się szerzej rozpoznane, ale stanowi ważny głos w historii brytyjskiego industrialu, i Coil – które dopiero w tej ciemności odnajduje pierwsze iskry swojego mistycyzmu.

Słuchając tego materiału, mam wrażenie obcowania z czymś zakazanym, zbyt intymnym, aby powinno było ujrzeć światło dzienne – a jednak niezwykle ważnym, bo pokazującym, skąd wyrastała jedna z najbardziej oryginalnych formacji w historii muzyki. Transparent to pęknięte lustro, w którym odbija się wczesna faza transformacji. Dokument o odwadze – szybkiej, desperackiej, ale całkowicie szczerej.

Artur Mieczkowski