Wooded Memory – Escape to Phantasy

Realm and Ritual / MC/DL / 2026

Wooded Memory – Escape to Phantasy

Pojęcie Dungeon Synth a.k.a. Dark Dungeon Synth staje się ostatnio tak szerokie, że trzeba chyba przedefiniować, co w nim tak naprawdę się zawiera. Generalnie chyba będzie to już wszystko, co tworzone jest z użyciem syntezatorów i samplerów: fantasy synth, muzyka elficka, neoklasyka, drone, syntezatorowa muzyka quasi-średniowieczna… powoli łatwiej będzie zresztą już wypunktować, co tu się z tej całej klawiszowej muzyki nie mieści. Disco na przykład… a nie, zaraz! Nasi niemieccy przyjaciele z Gilgareth mogliby tu jednak zaoponować… Zwłaszcza jeśli przypomnimy sobie ich ostatnie wydawnictwa. Może więc najbezpieczniej trzymać się będzie wytycznych typu klimat, otoczka i ideologia. Pojęcia to wprawdzie szerokie, potrafią jednak spiąć w całość drugą falę ostro wzbierającej sceny, która ewidentnie poszukuje jakiejś definitywnej i ostatecznej identyfikacji.

Inną kwestią, choć nie bezpośrednio związaną już DDS’em jest tempo produkcji kolejnych materiałów, zwłaszcza przez projekty bedroomowe i niekoncertowe. Osobiście absolutnie nużą mnie już projekty wypluwające jedną płytę na miesiąc (co sprowadza się do tuzina rocznie), jest tego zwyczajnie za dużo i jeden album zwyczajnie nie różni się od drugiego. Tymczasem Wooded Memory robi dokładnie na odwrót – na Escape to Phantasy kazało nam czekać całych sześć lat. Zdecydowanie jednak było warto. Projekt który zawsze był jednym z najbardziej „romantycznych” przedstawicieli Dungeon Synthu tym razem wjechał na pełnych latach osiemdziesiątych, dokonując czegoś, na co nikt chyba wcześniej się nie porwał. I – prawdę mówiąc – nikt sobie chyba nawet nie wyobrażał. Stworzył oto bowiem prawdziwie DDSową taśmę (bo trudno mówić o płycie, skoro materiał wychodzi wyłącznie w cyfrze i na mocno limitowanych kasetach) sięgającą żywcem w przaśny, jedyny w swoim rodzaju retroelektroniczny klimat… ano właśnie. Z punktu widzenia piszącego te słowa, to jest klimat błogiego dzieciństwa, czasów, kiedy tkwiliśmy za żelazną kurtyną i nie wyobrażaliśmy sobie nawet zmiany tej sytuacji, a namiastką „szerokiego świata” były dla nas amerykańskie filmy i – między innymi – fantastyczna muzyka Jean’a Hammera w puszczanym przez PRLowską telewizornię serialu o dwóch policjantach z upalnego miasta pełnego palm i pięknych kobiet… Z kolei z punktu widzenia większości dzisiejszych odbiorców drugiej fali tego stylu muzycznego jest to jakaś prehistoria, klimaty z ubiegłego wieku i zarazem tysiąclecia. Mają oni jednak przecież do dyspozycji cały internet, obeznanie w tej prehistorii też więc mają zapewne całkiem niezłe.

Escape to Phantasy oferuje nam tymczasem nieco ponad pół godziny dungeon synthowych klimatów wtłoczonych w nostalgiczny, zromantyzowany retrowave, taki, rzekłbym, najmniej elektroniczny w swojej formie, gdzie bardziej od typowych brzmień starych syntezatorów stawia się na klimat, jednak bardzo, ale to bardzo przenoszący nas przez to w czasie. Zarazem mamy do czynienia z albumem mocno spójnym, na którym poszczególne utwory bardzo udanym sposobem zazębiają się jeden za drugim, a tytułowe Phantasy powracające na koniec albumu w postaci skróconego Phantasy (reprise) idealnie spina klamrą całość. Dla mnie osobiście będzie to już zapewne na zawsze „album skojarzeń” i owych skojarzeń z Jeanem Hammerem nie będzie dało się uniknąć (Phantasy jako całokształt, Resigned niczym swoista wypadkowa między Tubbs and Valerie a, przede wszystkim, The Trial, bardziej energetyczne A Second Chance i 14,000 Days…), nie ma jednak mowy o kopizmie czy zwykłym zżynaniu. Escape to Phantasy jest dziełem bez wątpienia oryginalnym, może na swój sposób wykopkowym czy archeologicznym, nostalgicznym, restauracyjnym, eksplozją tęsknoty za czymś, co przeminęło, za tym, że nikt już dziś tak nie gra, nie tworzy takiej muzyki… I, co potwierdza nakład wydanych przez Real and Ritual taśm, mało kto też takiej muzyki słucha… Ale zawsze dobrze wiedzieć, że Dungeon Synth pomieści wiele. Wskrzesi i przywróci wiele. I niejednemu pomoże powspominać czasy, które zostały gdzieś tam z tyłu głowy za mgłą twardo stojącą na pograniczu tysiącleci…

Data wydania: 22 maja 2026

Piotr Wójcik