Various Artists – Salò, or The 120 Days of Sodom

Cold Spring / LP/CD/DL / 2026

Anxious magazine Various Artists – Salò, or The 120 Days of Sodom

50 lat po premierze Salò, czyli 120 dni Sodomy, podczas Paryskiego Festiwalu Filmowego, w której Pasolini już nie zdołał uczestniczyć, bo (przy pomocy osób trzecich) umarł, wysłałam link do albumu koledze, który nie oglądał, ani nawet nie słyszał o filmie i powiedział, że bardzo przyjemna muzyka. Jak łatwo o pomyłkę bez kontekstu. Zwłaszcza że najpiękniejsze z utworów, te chóralne i wzniosłe, ilustrują, przypalanie sutków ogniem, wyłupywanie oczu, czy skalpowanie. Pasolini użył tu muzyki w bardzo cyniczny i przemyślany sposób co, jako osoba regulująca rzeczywistość dźwiękiem na co dzień, oczywiście doceniam, niezależnie od mojej sympatii do artysty, lub jej braku ;). 

Zastanawia mnie jedynie, dlaczego soundtrack do ostatniego dzieła Pasoliniego opublikowano w całości dopiero teraz. Czy nikt wcześniej nie zauważył, jak ogromne znaczenie ma w odbiorze Salo stosunek dźwięku do obrazu? Czyżby wszyscy byli tak zafiksowani na wizji żarcia odchodów i niepohamowanej orgii, że przeoczyli toczącą się w drugim planie, zupełnie inną opowieść? Zaczynając na Son Tanto Triste (Jestem taki smutny) autorstwa Franco Ansaldo, pod batutą Morricone i na tym finiszując snucie opowieści, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Pier próbuje tu pomalować  jakąś skończoną parabolę, matematyczną, nie literacką, zawieszoną na osi czasu… na osi historii. 

A może to tylko moje wrażenie.

Jak wspomniałam we wstępie, utwory najbliższe mojemu serduszku to te, które towarzyszą najdrastyczniejszym ze scen Kręgu Krwi. No tak wyszło, nie ma co ściemniać. Chociaż uważam, że gorsi ode mnie są ludzie z Cold Spring Records, którzy nawet na wkładce do winylowego wydania nie umieścili tytułów ani autorów utworów, zmuszając mnie tym samym do mrówczej pracy w rozpaczliwych próbach konsolidacji dźwięków z ich genezą oraz fragmentami filmu. Fuck you very much. 

Sekwencję rozpoczyna solo, którego nie byłam w stanie rozgryźć, wygrywane nonszalancko na pianinie przez jedną z uczestniczek wydarzeń która, wieńcząc utwór, wyskakuje przez okno, pchnięta impulsem zrodzonym z widoku scen rozgrywających się na podwórzu. Następna w kolejce jest pieśń Stelutis Alpinis, skomponowana przez Arturo Zardiniego w poczuciu tęsknoty za okupowaną ojczyzną, na wygnaniu podczas I Wojny Światowej. Pierwsze takty towarzyszą scenie, w której sędzia najpierw mówi coś do spętanego, trzymanego siłą chłopca, co wyraźnie uspokaja ofiarę, by po chwili zatopić nóż w jego oczodole, dokonując całkiem precyzyjnej ewisceracji. 

Jeśli tu przyjdziesz, na te skały,
gdzie zostałem pochowany,
znajdziesz polanę pełną szarotek
przesiąkniętą moją krwią.

Nanana…

Przedostatni zaś utwór, nadal w Kręgu Krwi, a przed zamknięciem akcji, zapożyczono z kantaty scenicznej Carmina Burana, którą Carl Orff oparł na tekstach łacińskich z XIII wieku, swego rodzaju peanach ku czci wiosny. Grubo co? ;) 

O Fortuno,
ty, niczym księżyc,
który ciągle zmienia swój stan… 

intonuje chór, kiedy rozwścieczony biskup, wrzeszcząc coś do obezwładnionych, pozbawionych jakiejkolwiek nadziei na ucieczkę owieczek, chłoszcze na oślep pośladki i twarze, albo przypala sutki rozgrzanym w palenisku prętem. „Bardzo przyjemna muzyka”. W tym worku mamy również mięso Bacha, Pucciniego czy Chopina. Najpiękniejsze kąski. W kontraście do gówna na talerzach. Enjoy.

Data wydania: 31 marca 2026

Marta Podoska

Tracklist