The Threshold HouseBoys Choir – Form Grows Rampant

Threshold House / Musique Pour La Danse / LP/CD/DVD/DL / 2007

The Threshold HouseBoys Choir – Form Grows Rampant

Stając przed wydobywającymi się dźwiękami z genialnego dzieła Form Grows Rampant, stajemy się świadkiem świata, który Peter “Sleazy” Christopherson buduje (od zawsze) po swojemu. Po latach pracy w Coil i Throbbing Gristle, po śmierci Johna Balance’a, Christopherson przeniósł się do Tajlandii, gdzie powołał do życia The Threshold HouseBoys Choir – projekt, który jest nie tyle kontynuacją estetycznych tropów, ale też próbą odnalezienia nowego języka dla dźwięku, rytuału i wizji. Nic się nie zmienia, odwieczny wędrowiec, poszukiwacz, który przekracza i powołuje w sfrerze ziemskiej kolejne twory.

Pierwsze co zapisują uszy po odsłuchu Form Grows Rampant, to fakt, iż nie podąża za tradycyjną narracją – jego pięć części (trwające łącznie ok. 50 minut) to raczej podróż przez stany świadomości niż zbiór utworów (ponownie, żadna nowość). Głos („chór”) – w rzeczywistości generowany cyfrowo przez komputer staje się zwierciadłem języków świata: splątane śpiewy, przetworzone i przeciągnięte przez warstwy softwarowych efektów, nabierają charakteru mistycznych lamentów, głębokich modlitw, medytacji. Eksploracja pierwotnych stanów, wędrówka po nieodgadnionych i tajemnych rejonach Wszechświata.

Siłą tego albumu jest napięcie między surową krajobrazu a artystyczną ceremonią. Pierwsze partie pulsują jak epifanie – A Time Of Happening otwiera spektakl subtelnym glitchem, który powoli rozszerza się w eteryczne, niemal sakralne struktury. Partie takie jak Intimations of Spring dorzucają egzotyczne tekstury, gamelanowe przebłyski i chór w tle – zmieniają pejzaż, nadają mu orientację, którą odczuwamy w miarę odsłuchu. So Young It Knows No Maturing przesiąknięte jest zawieszonym dripem ambientu i niepokojem – uczucie formowane jak wspomnienie, które nie jest tylko wspomnieniem, a zaczyna być obecne, namacalne i wznoszące się w nowej rzeczywistości. As Doors Open Into Space zamyka cykl z nutą narodzin: chór brzmi teraz jaśniej, przestrzeń się otwiera, a głos wydaje się wznosić poza ciało maszyny.

Brak organiczności, w której królował Coil jest tu dużym atutem: czystość medium pozwala Christophersonowi sięgnąć po przestrzeń większą, a nawet matriksowo-pierwotną i tym samym kosmiczną. W tej perspektywie projekt wydaje się swoistym testem: ile uczuć można wycisnąć z chłodnej maszynerii? Czy można zapalić logiką emocje? Na Form Grows Rampant się to udaje – może nie jest to łatwe, ale z konsekwentne i odważne, pozostając pierwotnym przeżyciem. Maestro Christopherson w czystej formie.

Patrząc na to w kontekście „ściezki kariery” Sleazy’ego od Throbbing Gristle przez Coil do The Threshold HouseBoys Choir – słychać continum, które nie obcina kuponów; przemiana estetyki, transformacja rytuału, redefinicja medium. W Coil Christopherson współtworzył zwierciadło mitów – często mroczne, dekadenckie, konfrontacyjne. W The Threshold HouseBoys Choir stał się samoistnym medium, gdzie komputer przekształca rzeczywistość w modlitwę i modlitwa zostaje przetworzona w pejzaż, a ten rozpływa się w niezliczonych kosmosach.

Przeszłość Sleazy’ego nie zamknęła się – została przekształcona, przetkana przez jego wizję. Form Grows Rampant to kontynuacja, ale i również manifest nowego początku, przestrzeń, której dźwięk ciągle się otwiera i odpływa daleko poza zasięg ludzkich zmysłów. Dzieło, które wymaga wysokiego progu wejścia i pozostawia echo – wspomnienie stanu, który nie wraca, ale przejście przez niego jest niezapomnianym doświadczeniem… czy to coś nowego dla teamu Coil?

Dołączony DVD do pierwszego wydania Form Grows Rampant nie pełnił funkcji dodatku-gadżetu – to był integralny element dzieła audiowizualnego, które Christopherson zaprojektował jako całość. Wersja CD-DVD zawiera film zarejestrowany podczas festiwalu GinJae Vegetarian w Krabi (Tajlandia – m.in. procesje duchowe i rytuały oczyszczenia ) – rytualne sekwencje, transowe ekstazy, bardzo mocny, krwawy piercing, ceremonie religijne – wszystko zsynchronizowane z muzyką. To nagranie jest nieco dłuższe niż sama ścieżka CD (zawiera rozszerzone fragmenty wizualne) i zostało potraktowane jako program filmowy z muzyką Sleazy’ego w tle. Po pierwszym obejrzeniu filmu, który towarzyszy Form Grows Rampant, doznałem czegoś, co trudno nazwać – to było potężne doświadczenie, symbioza obrazu i dźwięku, która wyciągnęła mnie z ram codzienności i wpłynęła głęboko w podświadomość. Obrazy festiwalu GinJae, krwawe rytuały, pulsujące emocje – wszystko to splecione z tonami wygenerowanych chórów i dronów, stało się osobistym “rite de passage”. Zostałem z echem obrzędu na zawsze i powracam do niego z wielkim namaszczeniem. Wspomnienie, które nie wygasa, pływa pod powierzchnią świadomości jak cień nieznanego świata. Świata, do którego odpłynąła nieodżałowany Peter. Cienie są z nami.

To już 15 lat, jak nie ma go z nami. Tęsknię. Leć, leć Peter.

Artur Mieczkowski

Postaw mi kawę na buycoffee.to
Coil Peter Christopherson
Londyn, Royal Festival Hall, 21 kwietnia 2008 r., zdjęcie wykonane po koncercie Current 93 (na zdjęciu część redakcji Anxious: Marek “Lokis” Nawrot i red. Naczelny Anxious, Artur Mieczkowski


Londyn, Royal Festival Hall, 21 kwietnia 2008 r., zdjęcie wykonane po koncercie Current 93 (na zdjęciu m.in. red. Naczelny Anxious, Artur Mieczkowski)