The Shits – Diet Of Worms

Rocket Recordings / LP/DL / 2026

Anxious magazine The Shits – Diet Of Worms

Na trzeci album Diet Of Worms noise punkowców z The Shits czekałem od dawna z niecierpliwością. Fanem ich twórczości zostałem po przesłuchaniu drugiego albumu You’re A Mess (2023), a koncert na Mystic Festival 2024 tylko utwierdził mnie w tym przekonaniu. Wyglądali tak jakby przed chwilą wyszli z fabryki, równie dobrze mogłaby być to stocznia, gdzie odbywał się festiwal. Koncert kompletnie mnie powalił – nie spodziewałem się, że będzie aż tak dobry. To była kwintesencja noise rocka w najlepszym jego wydaniu. Drugi ich koncert miałem okazję zobaczyć w zeszłym roku na wrocławskiej edycji Avant Art Festival, gdzie grali już nowe numery. Spodziewałem się, że mnie nie zawiodą, i rzeczywiście tak było. Diet Of Worms trafił od razu na moją topke płyt roku 2026.  

Pochodzący z Leeds zespół The Shits to dzieci Brainbombs, The Stooges i Flipper – podążają tą samą ścieżką, wcześniej wytyczoną przez te kapele. Potężne brzmienie trzech gitar oparte jest głównie na jednostajnym riffie napędzanym przez solidną sekcje. Podlane to jest jeszcze destrukcją, nihilizmem i dekadencją, a zobaczyć to można podczas ich występów na żywo. Wokalista Callum Howe niczym młody Iggy Pop lub Darby Crash prowokuje publikę plując na nią, pokazując środkowy palec tzw. fuckera, zabiera piwo ludziom pod sceną i je wypija. Na szczęście to tylko sceniczna poza, bo prywatnie to miłe chłopaki. 

Najnowszy album Diet Of Worms ponownie wydał brytyjski label Rocket Recordings i znalazło się na nim osiem kopiących w ryj numerów. Tym razem ten ich sludge noise punk trochę skręcił w psychodeliczne rejony, co wzbogaciło ich muzykę. Zwiększona ilość efektów wah wah, których nie powstydziłby się Ron Asheton popchnął ich w tym kierunku. Całość uzupełniają ponure i groteskowe teksty wykrzykiwane przez Calluma Howe. Radykalnie nic się w ich muzyce nie zmieniło, ale za to ich toporne i surowe brzmienie zostało bardziej dopracowane. The Shits nadal uderzają w Ciebie tą swoją pierwotną energią i jednym brudnym uzależniającym riffem. Ten ich trashowy bałagan przesterowanych gitar i  napełniony furią wokal jest wspaniały.

Muzyka The Shits powinna cię albo przerazić, albo zachwycić. Ja należę do tej drugiej grupy słuchaczy i dla mnie to jeden z lepszych młodych zespołów obracających się w rejonach noise rockowych. Gatunku, który swoje lata świetności ma już dawno za sobą. The Shits pokazują, że można jeszcze coś dobrego wskrzesić z tego gatunku. Muzyka, która swoją intensywnością potrafi w całości pochłonąć i uzależnić. Mi to zrobiła. Polecam!!!   

Data wydania: 3 kwietnia 2026  

Jarosław Mak