Takkak Takkak – Abu

Nyege Nyege Tapes / LP/DL / 2026

Anxious magazine Takkak Takkak – Abu

Najprościej byłoby opisać Abu Takkak Takkak jako spotkanie dwóch muzycznych światów – Indonezji i Japonii, tradycyjnych instrumentów i elektroniki. Ta płyta jest jednak czymś znacznie bardziej nieuchwytnym. Bardziej niż dialogiem kultur jest próbą stworzenia własnego miejsca, zbudowanego z dźwięków, wspomnień i różnych doświadczeń obu muzyków. To specyficzna wyspa, której nie ma na żadnej mapie, ale po kilku minutach słuchania można odnieść wrażenie, że już kiedyś się na niej było i większa zęść terenu odsłania się wraz z każdym odsłuchem.

Johanes “Mo’ong” Santoso Pribadi i Shigeru Ishihara nie tworzą muzyki, która od razu daje się łatwo oswoić. Abu potrafi być piękne, ale nigdy nie brzmi jak coś stworzonego tylko dla przyjemności słuchania. To raczej ciągle zmieniająca się przestrzeń, w której spotykają się rytuał, sen, niepokój i dźwięki przyszłości. Tradycyjne instrumenty oraz elektronika nie stoją tutaj po dwóch różnych stronach – z czasem zaczynają funkcjonować jak jeden wspólny organizm.

Najciekawsze jest właśnie to, jak swobodnie obaj muzycy łączą elementy, które na papierze wydają się odległe. Gongi, metaliczne brzmienia i instrumenty wywodzące się z tradycji jawajskiej nie brzmią jak odtworzenie przeszłości ani próba zachowania jej w niezmienionej formie. Zostają przekształcone, przepuszczone przez elektroniczne faktury i umieszczone w zupełnie nowym kontekście. Elektronika Ishihary nie pełni tu roli głównego bohatera – jest raczej kolejną warstwą, która pozwala tym dźwiękom zmieniać kształt i kierunek.

Hai no uta otwiera album w sposób, który od razu wciąga słuchacza w jego niecodzienny świat. Powolne uderzenia gongów, szorstkie brzmienia perkusjonaliów i elektroniczne zakłócenia budują atmosferę czegoś nieznanego – jakbyśmy trafili w sam środek rytuału, którego zasad jeszcze nie potrafimy zrozumieć. Jest w tym jednocześnie coś bardzo pierwotnego i coś zupełnie współczesnego. Dźwięki tradycyjnych instrumentów spotykają się tutaj z elektroniką, tworząc przestrzeń, która wydaje się znajoma, ale jednocześnie lekko obca.

Tytułowe Abu rozwija ten pomysł jeszcze mocniej. Muzyka cały czas zmienia swój kształt – pojawiające się motywy szybko znikają, rozpadają się i wracają w zupełnie innej formie. Nie mamy poczucia słuchania klasycznie zbudowanej kompozycji, ale raczej obserwowania procesu, w którym coś dopiero się tworzy. Rytmy, drony i improwizowane fragmenty łączą się ze sobą w sposób nieprzewidywalny, dzięki czemu utwór cały czas pozostaje żywy.

Największe zaskoczenie przynoszą momenty, w których Takkak Takkak pozwala sobie na większą intensywność. Api łączy ceremonialny charakter płyty z mocniejszym, elektronicznym pulsem, a Hino-Tori jest niemal eksplozją wszystkich wcześniejszych pomysłów. Potężne rytmy, krzyki, syntezatory i przesterowane dźwięki tworzą mieszankę, która balansuje gdzieś między rytuałem a chaotycznym tańcem. W tym momencie Abu przestaje być tajemniczą, spokojną przestrzenią i zaczyna przypominać miejsce, które właśnie budzi się do życia.

Słuchając tej płyty, miałem wrażenie, że Pribadi i Ishihara nie próbują opowiedzieć historii jednego miejsca. Bardziej przypominają kogoś, kto zbiera drobne fragmenty różnych doświadczeń – dźwięki, wspomnienia, emocje i obrazy – a potem pozwala im spotkać się w jednym, zupełnie nowym świecie. Yogyakarta, Švenčionėliai i Berlin nie brzmią tutaj jak trzy punkty na mapie ani jak muzyczna podróż po kolejnych lokalizacjach. Są raczej jak wspomnienia, które po czasie zaczynają się mieszać, nakładać na siebie i tworzyć coś, czego wcześniej nie było.

Abu jest płytą o przekraczaniu granic, ale nie w spokojny i oczywisty sposób. To raczej ciągłe poszukiwanie równowagi między tym, co znane, a tym, co obce. Wiele momentów może lekko niepokoić, bo muzyka nie daje łatwego poczucia bezpieczeństwa – cały czas coś się zmienia, coś rozpada i za chwilę przybiera nową formę. Ale właśnie w tym tkwi jej siła. Ten pozorny chaos nie prowadzi do zagubienia, lecz sprawia wrażenie obserwowania czegoś, co dopiero się rodzi. Zdecydowanie warto wgłębić ten świat.

Data wydania: 19 czerwca 2026

Artur Mieczkowski