SLAIDIZE – gdziE ja się kończę, zaczyna się słodycz

Wydanie własne / LP/DL / 2025

SLAIDIZE – gdziE ja się kończę, zaczyna się słodycz

Odwiedzimy nowe galaktyki
tylko daj związać się

Jest środek dnia, wprawdzie pochmurno, ale jasno jednak. Ja jednak po raz kolejny słucham płyty, która powinna zdecydowanie wylądować na półce z napisem Musick to Play in the Dark.

Samotność, izolacja z wyboru lub z nakazu. Testy z samotności przechodziliśmy podczas covidowego zamknięcia. 

Są jednak tacy, którzy przechodzą je przez całe swoje życie. Cierpią na niezrozumienie, poczucie braku możliwości skomunikowania się ze światem. Potrafię wyobrazić sobie taką obezwładniającą beznadzieję, wyobcowanie. Próby pogodzenia się ze sobą pomieszane ze straczeńczym samozatraceniem. Hedonistyczne uniesienia przeplatające się z mrocznymi, ale też mistycznymi praktykami. 

Jeśli jest taki gatunek, jak muzyka księżycowa, to jego mistrzami są na pewno Peter Christopherson i John Balance, czyli Coil. Teraz na naszym rynku pojawiła się płyta, która jest godnym przedstawicielem tego wyimaginowanego gatunku. Jest w niej pięknie wykreowany chłód i mrok, w którym jednak czuję podskórną potrzebę ciepła i światła. 

Według samego autora miała to być płyta instrumentalna, nagrana w jego samotni, wśród łąk i niespiesznej codzienności. Jednak szczęśliwym zbiegiem okoliczności Rafał Litwin, bo o nim mowa, połączył swe siły z Karolem Gawerskim, który do dźwięków Rafała dopisał teksty i je dośpiewał, czy nawet domelorecytował.

Odwołania do Coila w moim tekście nie są przypadkowe – to naprawdę jeden z najbardziej coilowych materiałów, jak znam z naszego krajowego rynku muzycznego! 

Przy czym to jednocześnie płyta bardzo oryginalna, niczego nie naśladująca. Teksty Karola Gawerskiego to czysta, natchniona poezja (wers „śpiące ciało jest o krok od zwłok” nie przestaje mnie opuszczać), pełna metalicznego chłodu, pozostawiająca słuchacza w niepokoju i rozedrganiu. 

Ta płyta wymaga skupienia, ale to skupienie przychodzi naturalnie i łatwo, bowiem dźwięki wciągają i pochłaniają. Niespiesznie się toczą, ale jednocześnie hipnotyzują, podąża się za nimi w otchłań, jak za śpiewem syren. Minimalistyczne, ambientowe, ale jednocześnie bogate w faktury, zachęcające do powtórnego odsłuchania. 

Mistyczna melancholia w świetnym wydaniu. Pełnia Księżyca w miasteczku Twin Peaks. Jeśli nie boicie się zmierzyć z mrokiem własnej duszy, będziecie zachwyceni.

Data wydania: 10 września 2025

Karol Mazurek