Instant Classic / LP/CD/DL / 2026

Mapa folkowej nieświadomości
Czerwiec 2025 roku, Lublana. Kmečka soba – po słoweńsku „wiejska izba” – nie jest studiem nagraniowym w konwencjonalnym sensie. Raphael Rogiński przyjeżdża z Warszawy z gitarą elektryczną i zestawem efektów. Iztok Koren jest u siebie, dosłownie i muzycznie: otoczony przez banjo, guembri, steel drum, harmonium, kalimbę i analogowy syntezator. Dwa dni sesji. Żadnych nakładek, zero poprawek post factum.
Co z tego wynika? Jedenaście utworów, które nie próbują donikąd dotrzeć – i właśnie ta rezygnacja z narzuconego kierunku czyni je intrygującymi.
Rogińskiego nie trzeba przedstawiać nikomu, kto choć raz otarł się o polską scenę improwizowaną czy eksperymentalną. Urodzony we Frankfurcie – syn ocalałego z Zagłady i kobiety o tatarsko-uzbeckich korzeniach – dorastał przy granicy litewskiej; pierwszą gitarę kupił od wiejskiego muzyka, który wcześniej zagrał mu na weselu. Sam o sobie mówi: „jestem miksem mniejszości”. Shofar, Plays John Coltrane, Talàn, Žaltys – każdy z tych projektów to wyprawa w inne geograficzne i duchowe terytorium, lecz instrument pozostaje ten sam. Gitara, na której gra, jakby była przedłużeniem jego ciała. „Gra na instrumencie powinna być jak gra na żyłach albo włosach” – wyznał kiedyś w wywiadzie i tę fizjologiczną wręcz więź słychać w każdej nucie.
Koren jest mniej znany poza środkowoeuropejskim obiegiem festiwalowym, choć równie fascynujący. Pochodzi z Prekmurja – wschodniego skrawka Słowenii przy granicy z Węgrami i Austrią; miejsca, które historycznie nieustannie negocjowało swoją przynależność. Samouk i multiinstrumentalista, przez lata był jednym z filarów tria Širom, które na albumach takich jak The Universe That Roasts Blossoms for a Horse stworzyło podwaliny pod „folk wymyślony”. Niby słyszymy w nim Bałkany, ale ta muzyka nie staje się jednocześnie emanacją żadnej konkretnej, dającej się zamknąć w skansenie tradycji dźwiękowej. Koren i Rogiński znają się od ponad dekady, mijali się na trasach i festiwalach, aż w końcu te punkty styku skrystalizowały się w formę wspólnej sesji nagraniowej.
Nocturnal Consolations to album działający przez redukcję. W rzeczywistości, w której każda płyta posiada moment kulminacyjny zaprojektowany pod algorytmiczną oś „działanie–nagroda”, ta nie oferuje żadnego. Nie buduje napięcia, by je efektownie rozładować; nie prowadzi do żadnej oczywistej puenty. Jest – jak trafnie ujął recenzent The Quietus – przestrzenią do zamieszkania, a nie tylko do odwiedzenia.
Rogiński robi tu to, w czym osiągnął mistrzostwo: melodia wyłania się u niego przez dryfowanie, mikrotonalne przesunięcia i delikatne zniekształcenia tego, co kulturowo rozpoznawalne. Słyszymy echa żydowskiego nigunu, bałkańskie motywy czy niemal bluesowe riffy, jednak żadna z tych tożsamości nie domyka się do końca. To muzyka rezydująca w miejscu, gdzie tradycja zaczyna się rozmywać, zanim zdążymy ją jednoznacznie sklasyfikować.
Koren wchodzi w tę przestrzeń z innej strony, wnosząc fizyczną namacalność. Guembri to instrument, który czuje się w klatce piersiowej, nie tylko słyszy. Steel drum wprowadza tropikalny powidok w sam środek środkowoeuropejskiej melancholii, a harmonium spaja całość w momentach, gdy gitara zaczyna zbyt mocno dryfować. Słoweniec nie akompaniuje Polakowi – on transformuje architekturę dźwiękową, w której ta gitara operuje. Słuchacz śledzi dwie niezależne trajektorie, które przecinają się i rozchodzą, przy czym nigdy nie ma pewności, która z nich pełni rolę przewodnią.
Kluczowe momenty? I Put Horns on My Worries otwiera album rozmachem, z którego szybko rezygnuje na rzecz powolnego demontażu wspólnej struktury guembri i gitary. The Spirit Is Becoming a Desert to być może najbardziej wyrazisty punkt płyty – gitara Rogińskiego osiąga tu krystaliczną jasność, brzmiąc, jakby była wykonana z materii innej niż metal i drewno. Z kolei Labyrinth of Oblivion – End of Insomnia zamyka album tytułem obiecującym finał, którego – przekornie – nie dostarcza, urywając się w połowie myśli.
Cisza pełni tu funkcję instrumentu strukturalnego. Przerwy między frazami nie są pauzami do wypełnienia, lecz integralną częścią kompozycji, równie istotną co uderzenie w kalimbę.
Nocturnal Consolations można wpisać w długi ciąg środkowoeuropejskich poszukiwań tożsamości w czasach, gdy tradycja nie jest już dziedzictwem danym raz na zawsze, lecz przedmiotem nieustannych negocjacji. Rogiński od lat kreśli tę mapę: od Morza Czarnego i Litwy, po żydowski folklor i blues z Delty jako język uniwersalny. Koren, człowiek pogranicza z urodzenia i wyboru, dopełnia ten obraz. Wspólnie tworzą muzykę pozbawioną paszportu, a jednocześnie zakorzenioną niemal wszędzie.
Nagranie bez nakładek w wiejskiej izbie w Lublanie brzmi jak autentyczny manifest. To najbardziej uczciwy opis tego wydawnictwa: dwie tradycje spotykające się w jednym pokoju, nocą, bez sztywnego założenia, celu i motywu – po prostu dla spokojnej rozmowy i wymiany myśli.
Płyta dla tych, którzy cenią muzykę niespieszącą się z wyjaśnieniami i wiedzą, że nie trzeba znać pochodzenia dźwięku, by poczuć jego ciężar.
Data wydania: 27 marca 2026
Karol Mazurek