Rainbow Dungeon – Holy Love Empire

Kajdums Tower / MC/DL / 2026

Rainbow Dungeon – Holy Love Empire

Scena Dungeon Synth charakteryzuje się wieloma paradoksami, udziwnieniami czy wręcz fanaberiami, począwszy od przesadnej tajemniczości, prowadzącej niekiedy do wręcz paranoicznej anonimowości niektórych projektów, poprzez hermetyczność i niszowość, czy uwielbienie dla kasety magnetofonowej, aż po straszliwy rozjazd dat wydania poszczególnych formatów. I tak oto dochodzimy do paradoksu, że w lutym roku 2026 węgierskie Kajdums Tower wydaje na kasetach materiał, który dość odważnie etykietuje jako „najlepszą rzecz roku 2025”. Cóż… fakt, premiera wersji cyfrowej miała miejsce jeszcze w październiku roku ubiegłego, biorąc jednak wspomnianą niszowość powracającego do żywych gatunku, który nabiera dopiero nowej fali, cieszmy się z każdego wydania fizycznego, zwłaszcza jeśli jest to wydanie na poziomie perełek typu die hard, jakie regularnie wypuszcza węgierska wytwórnia…

Sam Rainbow Dungeon też jest projektem szczególnym. Nigdzie bowiem literalnie nie napisano czy nie podano, by stał za nim austriacki twórca, Lord Sargeburst (w ogóle nie ma na oficjalnym profilu wzmianek o twórcy), ale niczym w memie o trafieniu szóstki w lotto – nikt niczego nie powiedział, ale są znaki… A to lokalizacja (Wiedeń, Austria), a to wspólny kanał YT, formalnie należący do An Old Sad Ghost, a to współpraca, systemowa wręcz, z hiszpańskim twórcą ukrywającym się za pseudonimem Lord Bakartia… (dużo tych Lordów, niczym w latach 90-tych… jak to dobrze, że wujek smrtan natychmiast po osiemnastce postanowił się „odlordować”…) Tak czy siak prawdopodobieństwo oszacować możemy tutaj jako „graniczące z pewnością”. Projekt ten jest również szczególny ze względu dość odważnego postawienia na nieco kiczowatą estetykę, kolorystykę (różowy w skrzeczącym dungeon synthcie? No no… szacunek!), być może nie idącą całościowo w memiczność a la Draugveil, ale na pewno wykraczającą poza ramy konwencji.

A muzycznie? Pamiętam pierwszy album Rainbow Dungeon, jeszcze z 2023 roku, Under a Porcelain Moon, album, który (delikatnie mówiąc) bardzo ale to bardzo mi nie siadł (by nie krytykować ani nie pastwić się za bardzo). Tymczasem już zapowiadająca drugą płytę epka Red Velvet Crown była szokująco dobra. Holy Love Empire idzie jej śladem i funduje nam prawie godzinę porządnie zrobionego dungeon synthu na black ambientową modłę, mocno melodyjnego, nieźle zorkiestrowanego (co w DS nie zdarza się dość często, i nie odnoszę się tu do „nieźle” ale mam na myśli że „w ogóle”), przede wszystkim zaś trzymającego niesamowity klimat i bardzo dobry poziom. Może nie do końca równy, ma bowiem lepsze i gorsze momenty, ale wśród tych lepszych trafiają się jednak momenty mocarne, takie jak choćby sztosowy Holy Loving Emperor, przypominający do bólu stary dobry Elend – zarówno rozwiązaniami melodycznymi, jak i charakterystycznym blackowym skrzekotem. Muzycznie i warsztatowo zresztą też nastąpił ogromny progres, jakby autor nie dość, że mocno rozwinął możliwości techniczno-wykonawcze, to jeszcze przesiadł się ze starego Casio na domowe studio MIDI oparte na wirtualnych samplerach i całym kombajnie z Native Instruments… I wprawdzie największe killery pokazał już na samym początku, jeszcze na zapowiadającej drugą płytę EP-ce, ale jakiejś wielkiej zadyszki nie dostał, bo generalnie Holy Love Empire broni się jako całość, nie nuży, ani nie sprawia wrażenia, że pięćdziesiąt minut to za dużo, że płyta rozwlekła i tak dalej. Z takim progresem można spokojnie czekać na trójkę, po której obiecywać sobie będzie można w tych okolicznościach naprawdę sporo…

Data wydania: 3 lutego 2026

Piotr Wójcik