Subsound Records / LP/CD/DL / 2026

Ludzie generalnie dzielą się na tych, którzy prowadzą ciężkie dysputy o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą (ewentualnie w przeciwnym kierunku). Ja z kolei mam zaś problem z określeniem się, czy bardziej nie trawię muzyki (sztuki ogólnie) zaangażowanej politycznie, czy religijnie. Gdybym jednak miał bazować na atawistycznych skojarzeniach, to chyba wybrałbym zaangażowanie polityczne, muzyka religijna kojarzy mi się bowiem z gospelem albo arcydziełami pewnego kantora z Lipska, z kolei muzyka upolityczniona głównie z lewicującym punkiem albo disco polo… Tak czy siak, jako zwolennika idei „sztuki dla sztuki”, każdorazowo mierzi mnie, gdy moją ukochaną sztukę, ktoś chce ubrać w jakiś mundur, albo zaprząc w upolitycznione lub rozmodlone chomąto…
Zdarzają się jednak bardzo rzadkie wyjątki. Nieważne z lewa czy z prawa, wyjątki są. Najczęściej rzeczy absolutnie szczere, czasami pochodzące z krajów, gdzie rzeczywiście „dzieją się rzeczy ważkie, epokowe”, czasami po prostu albumy, gdzie dany twórca autentycznie chce przelać swoje myśli, uczucia… a że akurat w tym momencie na politykowanie / religioznawstwo mu się zebrało… Bywa, że takie ideologiczne kopnięcie stanowi w istocie natchnienie, bez którego „nie byłoby dzieła”. No i taką właśnie płytę wysmażył nam właśnie Petrolio. Po którymś przesłuchaniu tego materiału stwierdzam, że choć jest on, jak to mówią, „motywowany politycznie”, to jednak stoją za tym wszystkim pewne autentyczne uczucia, takie artystyczne nabuzowanie, bez którego nie byłoby szczerego materiału. Nie byłoby płyty, która aż kipi od emocji, pulsuje przeżyciami, wczuciem się w coś, co kiedyś dawno przeżywali inni, a teraz dany twórca za pomocą swojej sztuki usiłuje przeżywać razem z nimi.
Abstrahując od wszelkich sympatii i antypatii politycznych Club Atletico Voces Y Gritos to kawałek ciężkiej, mocno zaangażowanej muzyki w klimatach mocno dark ambientowych, z typowym „społecznym zaangażowaniem politycznym”, niosący z sobą ogrom mroku i kumulacji negatywnych uczuć przekutych w różnego rodzaju dźwięki. Zaproszenie współtwórców na zasadzie tworzenia każdego utworu z odrębnym gościem przydaje mu pewnego urozmaicenia. Całość spina się jednak mocno rozemocjonowaną klamrą, choć przy okazji można by zadać sobie pytanie skąd takie zainteresowanie Argentyną i jej wewnętrznymi problemami u włoskiego twórcy bez jednoznacznych powiązań ze wspomnianym wcześniej krajem, nawet zakładając, iż rzeczywiście spory wpływ miały przywoływane przez niego filmy Marca Bechisa poświęcone argentyńskiej dyktaturze. Niezależnie od tego, rzadko się zdarza, by politycznie motywowany album (lub EP-ka jak kto woli) brzmiał na tyle szczerze i autentycznie, że chce się tego słuchać, a całość brzmi naprawdę wiarygodnie, zaś ogromny ładunek dramatyzmu sprawia, że wartości estetyczne przeważają nad propagandowymi. Bez wątpienia jest to materiał ciężki, nie nadający się do słuchania rozrywkowo. Ale czasami człowiek potrzebuje jakichś bardziej gwałtownych odczuć i emocji przy słuchaniu muzyki…
Data wydania: 12 czerwca 2026
Piotr Wójcik