Room40 / CD/DL/ 2025

Rok 2025 zapisuje się złotymi zgłoskami w historii Swans i jego członków – nie tak dawno zachwycaliśmy się hipnotycznym Heathen Spirituals Thor Harris & Friends, a chwilę wcześniej światło dzienne ujrzało Birthing Swans– jeden z najlepszych longplayów w ich kilkudziesięcioletniej karierze. To absolutny majstersztyk, który potwierdza, że nawet po czterech dekadach nieustającej ewolucji Michael Gira i spółka potrafią jeszcze raz uwolnić swoją twórczą energię z pierwotną mocą i czystą, nieokiełznaną pasją.
Co więcej, każdy z członków Swans, realizując swoje solowe projekty, zdaje się przelewać w nie tę samą esencję transgresji i duchowej głębi. Thor Harris w Heathen Spirituals wybrukował drogę do mistycznej hipnozy, a
Norman Westberg, najbardziej kojarzony z legendarnymi Swans. Dołączył do ich składu przy okazji debiutanckiego albumu Filth (1983) i od tamtej pory pojawił się na niemal wszystkich kolejnych wydawnictwach, z wyjątkiem Love of Life (1992) oraz Soundtracks for the Blind (1996), gdzie jednak – niczym duch – przewija się w samplach. Po reformacji zespołu w 2010 roku, Michael Gira ponownie zaprosił go do stałego członkostwa grupy, co tylko potwierdza, że bez Westberga Swans nie brzmieliby tak monumentalnie.
Już od pierwszych dźwięków Milan słychać, że to praca artysty, który zamiast demolować przestrzeń, woli ją subtelnie przemeblować. Jego solowe wyprawy w dźwięk mają zupełnie inny charakter niż dynamika Swans – to ocean płynnych fraz, miarowych fal rezonansu i świetlistych odblasków. Lawrence English, australijski kompozytor i producent, który go poznał jeszcze podczas trasy The Seer (2016), trafnie zauważa, że Westberg potrafi zmienić scenę koncertową w żywy organizm: instrument, przestrzeń i słuchacz stapiają się w jedno.
Milan to dokument tego procesu – słyszymy gitarę, której każdy dotyk struny rozkwita w eteryczny dron, a później rozpada się na pojedyncze refleksy. Kiedy Westberg wplata w to subtelne efekty, czujemy powiew wiatru przeczesującego morską powierzchnię o poranku. Utwory rodzą się z ciszy, a cisza staje się ich tłem i bohaterem zarazem.
Pojawiają się ślady wykrzywione dźwięki, odbite w lustrze abstrakcji. Dźwięk gitary rozlewa się jak atrament na mokrym papierze – każdy gest jest zarazem gestem malarskim. Całość spina akustyczny utwór, gdzie ostatnia nuta znika z wolna, pozostawiając w nas echo zza mgły.
Milano to album, który nie wymaga od słuchacza szybkiej reakcji (sam przekonywałem się do niego blisko miesiąc czasu), a zaprasza do zatrzymania oddechu i uniesienia się pod same gwiazdy. Tu trzeba stać nieruchomo, zanurzyć się w spirali dronów i drgań. Westberg nie prowadzi nas za rękę, pozwala nam błądzić po labiryncie własnych skojarzeń. I choć to materiał w pełni przemyślany – efekt wielu prób i sesji – brzmi jako żywy organizm, który za chwilę może wymknąć się spod kontroli.
Dla mnie Milano to dowód na to, że nawet artysta tak ugruntowany jak Norman Westberg potrafi wciąż odkrywać nowe wymiary swojego instrumentu. To płyta dla tych, którzy cenią ciszę równie mocno co dźwięk, i gotowi są odczytać muzykę jak mapę do wewnętrznej podróży.
Artur Mieczkowski