Night Rites – Nine of Swords

Cardinal Fuzz / Little Cloud Records / Night Rites / LP/DL / 2025

Anxious magazine Night Rites – Nine of Swords

Synchronizacja, przypadek czy działanie Euterpe? Może wszystko razem albo żadne z nich. Zaledwie parę dni temu, przy okazji recenzji Magnify Aura, gościliśmy w Australii poznając kolejny skarb wydawniczy. Ku własnemu zaskoczeniu poszukiwawcze radary niesamowitości ponownie skierowały mnie na rozległe tereny tego kontynentu.

Tym razem skarbem okazał się czarny diament psychodelii Night Rites ze swoim debiutanckim albumem Nine of Swords. Przygotowany jak przystało z podstawowych składników: gitary, basu, głosu klawiszy i perkusji, które poddane odpowiedniej obróbce alchemicznej stały się elixirem o potężnej mocy. Rhys Overall, Peter Blunden, Adam Vanderwerf, to trzej jeźdźcy psychodelii stojący za Night Rites i odpowiedzialni za powstanie tego materiału. Ich poprzednie publikacje, single, EP-ki były swoistego rodzajem zarejestrowanego progresu grupy i zapowiedzi tego co właśnie objawili rzeczywistości. Warto do nich zajrzeć, gdzie możemy też poznać takie utwory jak: Den, Waiting for my spaceman czy Codrone w innych formach, a które zagościły na długograju w pełnym rozbłysku stając się jednością z resztą płyty. Jeżeli dodam jeszcze, że tekst Waiting for my spaceman zawiera słowa napisane (wcześniej) przez: J. Pierce & Pete “Sonic Boom” Kember (obaj Spacemen 3) i Lou Reed (The Velvet Underground) to jesteśmy w domu lub przynajmniej poznajemy początkowe opary dźwięku, którymi odurzali się muzycy. Psychodelia łączy pokolenia.

Sama muzyka wyścielająca obie strony krążka to czysta hipnoza. Fale wibracji sączącej się z najciemniejszej strony zachodzącego słońca, aby rozlać się w pełni nocą. Zatopione w fuzzie i delay’u gitary toną we własnych riffach, powielanych jak mantryczne pętle. Basowo perkusyjne podkłady kładą podwaliny pod każdą przejażdżkę, stając się częścią wygenerowanego toru, którym podąża cała trójka. Brak tu stricte trybalnego perkusyjnego grania często stosowanego w takim graniu, bardziej może stawiając na rozkołysany manchesterski styl, który nadaje dodatkowej atrakcyjności i wibracji. Nine of Swords to nie tylko wyprawa w głąb psyche, ale i również zestaw wspaniałych „monotonnych” hymnów, pogańskich zaśpiewów, powolnych powitań nocy. Droniące, świdrujące klawisze utrzymują ciemną barwę, kreując tła czy plamy w przestrzeni. Oczywiście nie możemy tu zapomnieć o wokalu, głosie, który ubiera te songi w słowa i przekaz. Jego eteryczna barwa i dal z jakiej napływa wzmaga tylko tripowy efekt. Nasączony pogłosem czy wielokrotnym echem wypływa jakby z wnętrza własnej głowy.

Galopujmy dalej wraz pędzącym rytmem i zakręconym, drilującym klawiszami Inter(Quaa)Lude, albo wyniosłym transem mistycznej nierealności w Second Moon PT. 2 oby trwały wiecznie. Amen

Data wydania: DL: 25 lipca 2025, LP: 12 września 2025

Marek “Lokis” Nawrot