Elm Records / MC/DL / 2026

Czasem trafia się płyta, która od razu narzuca własne tempo słuchania. Bearings należy właśnie do takich nagrań. Nie dzieje się tu nic gwałtownie – długie dronowe warstwy powoli rozciągają przestrzeń, a krótkie, oszczędne frazy klarnetu pojawiają się jak drobne sygnały w gęstym powietrzu. Ten ciężar brzmienia nie przytłacza, raczej osiada gdzieś głębiej. Basowy rezonans i nagrania terenowe tworzą spokojny, stabilny fundament, na którym raz pojawiają się szerokie, wciągające płaszczyzny dźwięku, a innym razem wszystko redukuje się do jednego oddechu instrumentu.
Monika Bugajny, klarnecistka urodzona w Warszawie i wykształcona w tradycji klasycznej – absolwentka Akademii Muzycznej im. Feliksa Nowowiejskiego w Bydgoszczy, obecnie związana z Uniwersytetem Muzycznym Fryderyka Chopina w klasie klarnetu – w ostatnich latach coraz wyraźniej otwiera się na bardziej eksperymentalne obszary muzyki. Współpracowała z wieloma uznanymi pedagogami podczas kursów mistrzowskich, gra w Orkiestrze Pałacowej oraz w orkiestrze dętej OSP Nadarzyn. Prowadzi działalność pedagogiczną, ale równie ważna staje się dla niej przestrzeń poszukiwań brzmieniowych. Bearings, nagrany wspólnie z Thomasem Rosenem, działającym jako rsn, wyrasta z wymiany pomysłów i nagrań po tym, jak Rosen odezwał się do niej po wysłuchaniu Becoming – płyty stworzonej z Garethem Davisem. Sam rsn to projekt rozpięty między dźwiękiem, fotografią i projektowaniem obiektów – skupiony bardziej na procesie, przepływie i chwili niż na perfekcji, otwarty na różne formy współpracy i eksperymentu. To spotkanie dwóch wrażliwości: klarnetu i elektroniki.
To, co urzeka, to kontrast między szerokim a minimalnym – tekstury zlewają się i zbierają, toczą się jak chmury, by w jednej chwili ustąpić miejsca pojedynczemu frazowi klarnetu, który brzmi wtedy niczym wyznanie. W tych przerzedzonych fragmentach widać, że oszczędność jest tu świadomym wyborem – cisza i oddech mają tu swoją wagę, a każda nuta jest ważna. W efekcie album żyje w napięciu między bezruchem a ruchem – pomiędzy kontemplacyjną obserwacją a subtelną gestykulacją.
Produkcja sprzyja tu intymności. Nic nie jest „dopchane” ani nadmiernie zagęszczone – przestrzeń pozostaje otwarta, jakby dźwięki mogły swobodnie krążyć i wygasać. W tle słychać drobne szmery i odgłosy, które wchodzą w tkankę utworów tak naturalnie, że trudno traktować je jak osobny element – raczej jak powietrze, w którym porusza się klarnet. To zresztą dobrze pasuje do samej idei albumu. W nagraniach wykorzystano ślady miejsc, które inspirowały całość, dzięki czemu Bearings brzmi momentami jak muzyczny krajobraz, a nie tylko zestaw kompozycji. Tytuły utworów też nie są przypadkowe – odwołują się do wiatrów, które mają własny charakter i temperaturę. Khamsin jest suchy i pustynny, Boreas zimny i północny, Harmattan pylisty, a Notus ciepły i wilgotny, jakby niósł ze sobą deszcz.
Lubię w tej płycie to, że niczego nie narzuca. Można jej słuchać bardzo uważnie, śledzić drobne zmiany i napięcia, ale można też po prostu w niej być. Dla mnie to trochę jak ćwiczenie z cierpliwości – im więcej czasu jej poświęcam, tym więcej zaczynam słyszeć. Bearings to studium tonu i napięcia – ciche, ale trwałe, i to w jego powściągliwości tkwi największa siła.
Data wydania: 5 marca 2026
Artur Mieczkowski