Marc Hurtado / John Duncan – Serpents Enlacés

Erototox Decodings / CD/DL / 2025

Anxious Magazine Marc Hurtado / John Duncan – Serpents Enlacés

Pojawienie się w skrzynce e‑mailowej zawiadomienia o nowym wspólnym wydawnictwie Marca Hurtardo i Johna Duncana może wywołać – tak jak u mnie – przebudzenie zwierzęcego instynktu. Naturalnej siły drzemiącej w każdym z nas, często „skrywanej” czy tłamszone przez ogólnie przyjętą etykę społeczną.

Obaj artyści od lat penetrują szerokie spektrum zarówno performansu, muzyki eksperymentalnej, wizualnej z naciskiem – krótko mówiąc – na radykalną twórczość, deprawacje sensoryczne. Tak, ta wycieczka w nieznane trwa już od końca lat siedemdziesiątych, kiedy to Marc wraz z bratem Erickiem powołali do życia Étant Donnés, jedną z najważniejszych grup francuskich penetrujących eksperymentalno-industrialne rejony. Natomiast John Duncan w tym samym okresie rozpoczynał w szeregach legendarnego Los Angeles Free Music Society, podejmując następnie karierę solową, oczywiście gęsto nakrapianą współpracą z innymi progresywnymi działaczami kontrkultury.

Serpents Enlacés to doskonały przykład tego, jak nieustępliwość, pasja działania i kreowania prowadzą do imponujących rezultatów. Warto dodać, że głównie instrumentalna działalność Johna od kilku dobrych lat została wzbogacona o jego własny głos, melodeklamacje, pół śpiewy, intonacje.

Jako duet uzbrojony w odpowiednio, Hurtado: sounds, voice i Duncan: shortwaves, voice, panowie wciągają nas w niekończący się wir piętrzącej się masy dźwięku zbudowanej z ekstrakcji krótkich fal radiowych (w których Duncan jest mistrzem) dopełnionych znalezionym dźwiękiem otoczenia, procesowym. Spotkanie z tym albumem to jak czołowe zderzenie z eteryczną masą, która żyje i rozwija się z każdą sekundą. Intensywność tego zjawiska zbliża nas do estetyki noise, która została na Serpents Enlacés przyprószona delayem, stawiając raczej na głębię doznania, czy niekończący się aspekt audio rytuału niż zniszczenia. 

Obaj panowie wpisują swoje głosy w powolne struktury kompozycji, czyniąc je integralną częścią przekazu. Monolog, szept i krzyki – splecione emocjami – wbijają słuchacza w siedzenie, nie pozostawiając mu przestrzeni na oddech ani ucieczkę. Ciekawym zabiegiem jest dwujęzyczność płyty: francuski i angielski. Kiedy dominuje   bardziej uchwytny, wysunięty angielski Duncana, z tła, w otchłani, wiruje francuski odpowiednik Hurtado procesowany, przesterowany i na odwrót. 

Płynna wymiana w soniczym eterze czy raczej eksplozji magnetycznej wywołanej przepływem fal radiowych naszpikowanych odgłosami burzy, czy erupcji wulkanów. Tutaj wyobraźnia działa na całego i nic w tym dziwnego – porażona, czy wystawiona na coś w rodzaju blitzkriegu, pada – a my, razem z nią, stajemy się ofiarą deprawacji sensorycznej.

Dodatkowej dezorientacji czasowo przestrzennej dodaje fakt, że każdy z utworów kończy się niespodziewanie, nagle, jak cięcie czy raczej odcięcie od źródła światła.  Świadectwem kunsztu obu artystów jest chodźby najdłuższa kompozycja na płycie The Beacon / Monde gdzie intensywność zostaje przełożona na monumentalność dźwięku – masywny, rolujący radio-dron przyczajony w oddaleniu, w którym słychać u podstaw bijące dzwony, fragmenty rozmów, analogowych preparów. Na tak przygotowanym polu głosy muzyków wypełniają tak szerokie połacie, że aż trudno uchwycić, gdzie się kończą, czy gdzie docierają. 

Musimy słuchać, słuchać i słuchać – odkrywając kolejne poziomy – aż dotrzemy na koniec jaźni, czy jeszcze głębiej. Id, ego i superego.

Data wydania: 6 czerwca 2025

Marek “Lokis” Nawrot