Kuntari – Mutu Beton

99chants / LP/DL / 2025

Anxious magazine Kuntari – Mutu Beton

Wiadomo, że nic tak nie kręci autystyka z ADHD, jak zbędny research na temat z kosmosu dlatego też, projektując w głowie wstęp do poniższej recenzji, postanowiłam wywlec na światło dzienne korzenie słowa KUNTARI. A więc… według Podstawowego Słownika Sanskrytu Moniera-Williamsa z 1899 roku, wyraz „kuntara” oznacza „włos/włosy”, zaś słowo „kunta” posiada kilka znaczeń: włócznia; małe zwierzę/insekt; rodzaj zboża; pasję; boga miłości. Forma „kuntari” nie istnieje zatem w tym języku, natomiast końcówka „ri” jest prawdopodobnie indykatorem rodzaju lub liczby. W zasady odmiany się nie zagłębiałam aż tak, proszę o wybaczenie. Ten starożytny język, będący wbrew powszechnej opinii nie martwym, a wegetującym tworem, miał z kolei ogromny wpływ na kształt języka starojawajskiego, a co za tym idzie również na współcześnie używany jawajski, którym w Indonezji posługują się miliony ludzi. Jak być może Wam już wiadomo, Tesla Manaf i Rio Abror pochodzą z Indonezji i obecnie tworzą w Bandung należącym do Jawy Zachodniej. Wy też się czujecie, jakbyście ułożyli ramkę z niemożliwych puzzli? 

A to nie koniec atrakcji! Powiązanie Sanskrytu z Hinduizmem zdaje się być oczywistym, ale za rogiem czai się niespodzianka, bo ta sama gleba zrodziła również podstawowe wierzenia Romskie. Kulturę Romów mało kto zgłębia, bo to nie jest modne, a sama grupa etniczna funkcjonuje zazwyczaj na marginesie społeczeństw całego świata, napiętnowana stereotypami budowanymi przez wieki. Nie mogę również być pewna, czy chłopaki z Bandung drogą tej samej dedukcji doszli do kluczowego dla Romów określenia, oznaczającego uniwersalny balans w naturze natomiast… to wszystko jakoś niemal magicznie koresponduje z muzyką na Mutu Beton i stworzonym, z braku odpowiedniego nazewnictwa gatunkiem primal-core, reprezentowanym przez Kuntari. 

Analizując warstwę dźwiękową, nie sposób nie doszukiwać się w niej wpływów tradycyjnej muzyki indonezyjskiej. Od początku istnienia projektu duża część jego brzmienia opiera się na rytualnych i plemiennych rytmach charakterystycznych dla np. gamelanu. Rio Abror chętnie wykorzystuje tradycyjne techniki rytmiczne, które przypominają struktury gamelanowe (repetytywność fraz, zmienna gęstość rytmu – tzw. irama). Utwory są wielowarstwowe, utkane powtarzalnymi formami i dźwiękami imitującymi odgłosy natury. Używając kornetu i hulusi, instrumentu dętego zrobionego z tykwy i bambusowych rurek, Manaf naśladuje ryki lokalnych słoni, orangutanów i nosorożców, nakładając je na rdzenne takty generowane przez Abrora. Przesterowana gitara i mikrotonowy deszcz stanowią zaś swego rodzaju klamrę, osadzającą starożytne brzmienia we współczesnej rzeczywistości. 

Podejście do samego dźwięku i jego organizacji jest eksperymentalne z ogromną uważnością na barwę i rezonans. Kuntari przekraczają swoje własne, już i tak wysokie standardy konstruując na Mutu Beton monument osadzony na ogromnym sonicznym kontynencie, gdzieś pomiędzy czasem a przestrzenią. Rozbrojenie go na czynniki pierwsze wymagałoby, zdaje się, młota pneumatycznego, jak nie kuli wyburzeniowej, natomiast jestem prawie pewna, że ta dwójka, zamiast uciekać i ratować życie, z powodzeniem wplotłaby odgłosy rozwałki w istniejące już linie melodyczne, nie ruszając się z miejsca na krok.

Narracja prowadzona jest z metodycznie, od nieco falstartowego Parai poprzez właściwy Parai ii, który jest tak wysycony dźwiękiem, że człowiekowi się prawie ulewa karnawałem, po tytułowy Mutu Beton. Na tym torcie widnieje też soczysta wisienka, otóż utwór Bessing, będący reinterpretacją dawnego zwyczaju walk na śmierć i życie, odbywających się w południowej części Celebes (archipelag Malajski), dostępny jest w wersji live, uwiecznionej pośród ruin jakiejś fabryki artykułów chemiczno-przemysłowych. Pod stopami muzyków spoczywa kolejno od góry nadgryziony zębem czasu dywan, stos z betonowej kruszonki przemieszanej z ludzkimi szczątkami i kilka metrów betonowego monolitu, natomiast role drugoplanowe grają gołębie, które wzlatują w powietrze między Teslą i Rio, jakby podążały za wskazówkami posługującego się ptasim językiem scenarzysty. Nagranie jest absolutnie przepiękne i brutalne zarazem. Bardzo gorąco zachęcam, aby się z materiałem zapoznać. Niestety do historii wspomnianych pojedynków się nie dokopałam, także jakby ktoś z tu obecnych chciał mnie oświecić opowieścią lub linkiem do wiarygodnej publikacji, mój adres mailowy jest na podstronie REDAKCJA. 

Salam.

Marta Podoska