Janusz Jurga – IST

CD/Digital / Opus Elefantum / 2021

Macie ochotę na wycieczkę do lasu? Jeśli tak to zabierzcie ze sobą słuchawki i „IST”. Bo choć nie będzie to długa wyprawa, to na pewno wrócicie z niej zadowoleni, a może nawet zachwyceni tym jak pięknie zgrywają się te dźwięki z naturalnymi odgłosami przyrody.

Pierwszy raz zetknąłem się z twórczością Janusza przy okazji jego poprzedniego, pełnego albumu o dość sugestywnym tytule „Hypnowald”. Pamiętam jak duże zrobił on na mnie wrażenie. Niby przepis na muzykę jest prosty. Transowe ale subtelne techno połączone z ambientowymi plamami, strzępkami melodii dodatkowo doprawione oniryczną, marzycielską wręcz atmosferą. Robi to duże wrażenie. Jurdze udaje się jednak zawrzeć w tej muzyce coś bardzo osobistego i wyjątkowego. Podobnie jest w przypadku nowej płyty, która jest równocześnie kontynuacją jak i rozwinięciem jego wcześniejszej drogi. W przypadku tego artysty pojawia się określenie „leśne techno” oraz są częste porównania do twórczości Wolfganga Voighta i dokonań jego projektu GAS (co należy traktować jako komplement). Porównania dodajmy uzasadnione, ale tak jak wspomniałem wcześniej, pomimo tych podobieństw Janusz cały czas próbuje tworzyć po swojemu – i świetnie mu to wychodzi.

„IST” to album złożony z trzech kompozycji, które miękko płyną z głośników czarując swoim klimatem. Już sama okładka autorstwa Magdaleny Augustyniak wskazuje na nie do końca realny charakter tych dźwięków. W odróżnieniu od „Hypnowald” nowa płyta jest nieco jaśniejsza i, jeśli można tak w ogóle powiedzieć, bardziej przebojowa. Tak jakby Jurga pozwolił tym razem, aby przez gęste gałęzie drzew wpadło nieco więcej światła, nie tracąc przy tym tajemniczej „leśnej” atmosfery. Na plus zaliczyć też trzeba pojawiające się wokale. Zarówno te rozpoczynające nieco ponuro album powtarzane melodeklamacje Żebyra czy eteryczny śpiew Klaudii Miłoszewskiej. Jest na tej płycie miejsce i dla surowego chłodu, zwiewnych melodii, transu czy plemiennych rytmów. Jak to w lesie. Niby jesteśmy w jednym miejscu, jednak jego różnorodność pozwala co chwilę zachwycić się czymś innym. Tak jak słuchając tego krążka.

Wojciech Żurek

↫powrót

Anxious arrow