Ilajan – Les Ronces

Humus Records / DL / 2025

Anxious magazine Ilajan – Les Ronces

Czasami trafiam na płyty, które jakby mówiły: „usiądź na chwilę, odłóż ciężar, posłuchaj ciszy między dźwiękami”. Les Ronces duetu Ilajan jest właśnie takim albumem – cichym, lecz konsekwntnym w swojej delikatności, kruchym. Podczas słuchania tych utworów, mam wrażenie, że dotykam czegoś bardzo prywatnego, niemal szeptu zapisanego w świetle. To muzyka dwóch sióstr, które uczą się przekuwać zranienie w czułość, gniew w zrozumienie, a miłość w spokojną obecność.

Już od pierwszych minut czuć, że ten album nie jest ucieczką od rzeczywistości, lecz próbą oswojenia jej poprzez bliskość – stworzeniem delikatnej przestrzeni, w której można na chwilę odłożyć świat i po prostu być. . Ilajan, znane wcześniej z subtelnego Villes de papier, otwierają teraz drzwi szerzej. Ich muzyka nie tyle się rozwija, co dojrzewa – zyskuje gęstość emocji, świadomość swojej kruchości. Każda nuta, każdy oddech jest tu wyważony, jakby między światłem a cieniem toczyła się nieustanna rozmowa.

Ilajan to dwie siostry tworzące muzykę czterema rękami. Starsza z nich śpiewa z taką czułością, że głos staje się dotykiem, młodsza oplata go delikatnymi liniami gitary, a producent Samuel Jaccard – ich cichy sojusznik – otula całość mgłą dźwięków, w której folk, ambient i subtelna elektronika stapiają się w jeden oddech. Czasem przypomina to Keatona Hensona, czasem Daughter czy RY X, ale w gruncie rzeczy Les Ronces mówi własnym językiem – językiem, bez strachu, że zniknie w ciszy.

Najpiękniejszym momentem płyty jest Dawn, utwór napisany „jednym tchem po zimowej drzemce”. Słychać w nim tę chwilę, gdy dzień jeszcze się nie narodził, a noc nie chce odejść – stan zawieszenia między zmęczeniem a nadzieją. „Let the moon hold our hearts till day” – ten wers zostaje ze mną długo po zakończeniu odsłuchu, jak mantra o potrzebie odpoczynku i zgodzie na niedoskonałość. Bo właśnie to jest esencją tej muzyki: przyzwolenie, by nie być gotowym, by trwać w niedokończeniu, w niepokoju, który zamiast ranić – uzdrawia.

Choć Les Ronces dotyka tematów trudnych – bezsilności, gniewu, poczucia niespełnienia – nigdy nie popada w dramatyzm. Przeciwnie, każda emocja znajduje tu swój cień i swoją przeciwwagę. Złość łagodnieje, smutek staje się źródłem empatii, a melancholia nabiera barw. To płyta o przyjmowaniu sprzeczności, o tym, że można być jednocześnie kruchym i silnym, cichym i pełnym wewnętrznego głosu.

Ilajan wprowadzają też w swoje piosenki lekki, nieoczywisty humor – uśmiech, który przemyka między wersami, jakby przypominał, że nawet w najbardziej intymnej refleksji jest miejsce na ironię i ciepło. W tym sensie Les Ronces nie jest tylko zbiorem utworów – to krajobraz emocjonalny, który się przemienia, jak światło na liściach o zmierzchu.

Na okładce znów widzimy siostry – jedna w kostiumie słońca, druga księżyca. Symboliczny obraz ich muzyki: ciągłego balansowania pomiędzy światłem i ciemnością, impulsem i strukturą, snem i przebudzeniem. Ich więź, głęboka jak korzenie, które łączą dwa drzewa, przenika każdą sekundę tej płyty.

Data wydania: 14 listopada2025

Artur Mieczkowski