Hinode Tapes – Kiki Mori

Instant Classic / LP/CD/DL / 2024

Anxious magazine Hinode Tapes – Kiki Mori

Ostatnimi czasy na łamy Anxious coraz częściej (i śmielej) wkrada się jazz, myliłby się jednak ten, kto pomyślałby, że redaktorzy Anxious Musick Magazine zapałali nagle miłością do Elli Fitzgerald czy Wyntona Marsalisa. Muzyki w stylu Weather Report też raczej na próżno w tej domenie szukać… Niemniej jednak jazz ma sporo imion, sporo odmian, hybryd, dodatkowo jak nic innego nadaje się do kreowania ambitnych połączeń z różnymi stylami, czasami nawet na pierwszy rzut oka czy ucha nieoczywistymi, a wręcz zaskakującymi.

Trójmiejskie trio Hinode Tapes nie sięga może w swoich utworach po połączenia jakoś szczególnie ektrawaganckie, czy nietypowe, czuć tu jednak niewątpliwie inspiracje wieloma nurtami, które wspomniany akapit wyżej jazz niejako obudowują. Z drugiej strony od samego początku zwraca uwagę solidny nacisk na improwizację i… minimalizm. Czy jedno wyklucza się z drugim? Jak widać – nie. W ogóle całe Kiki Mori to taka czteroutworowa improwizacja w stylu minimalistycznego ambientu/jazzu z fieldrecordingowymi dodatkami, utrzymana w klimacie, a raczej filozofii: „less is more”. I trzeba obiektywnie przyznać, że panom z Hinode Tapes bardzo ładnie to wyszło. Dużo w tym minimalistycznym ambiencie jest wszelakich celowych zakłóceń, od zaszumionej okładki, aż po zachrypnięty, drapieżny wręcz saksofon. Pojawiają się też celowo dograne odgłosy tła (od tarcia dłoni i odgłosów różnych przedmiotów, aż po charakterystyczne szumy pogłosu taśmy analogowej), które sprawiają, że materiał staje się jeszcze bardziej szorstki, poniekąd trudny w obyciu, ale też i wysublimowany, dojrzały, sprawiający jednoznaczne wrażenie dzieła przemyślanego, koncepcji nieprzypadkowej. Takie samo wrażenie potęguje bardzo niski, subtelny miks perkusji, powodujący, że jest ona ledwo słyszalna. Całości zaś dopełnia równie subtelny głos Momose Yasunagi w #7, jedynym utworze, który oprócz numeru porządkowego posiada konkretny tytuł. No i last but not least… Nie można nie wspomnieć o niesamowitym klimacie w #9, który może nie wymyka się koncepcji albumu jako całości, popuszcza jednak na sam koniec dość luźno pewne wodze, maksymalnie powściągając jazzowe konotacje i mocno dryfując w kierunku bardzo mrocznego ambientu w stylu funeralno-apokaliptycznym. Wręcz zapachniało szwedzkimi klasykami…

Kiki Mori zamyka się w nieco ponad pół godzinie spójnych dźwięków (w imię tej spójności poświęcono nawet podobno jeden z utworów, który finalnie zaburzał całą koncepcję twórców) i bez wątpienia warto te trzydzieści cztery minuty na zapoznanie się z tym albumem poświęcić. Najlepiej zapewniając mu odpowiednie warunki przyjęcia, czyli skupienie, półmrok, ciszę wokół, w zamian za co on odwdzięczy się niesamowitymi wrażeniami dźwiękowymi i mistycznymi przeżyciami w klimatach szerokopojętego darkambientu z przyległościami i pokrewnościami…

Data wydania: 26 kwietnia 2024

Piotr Wójcik