Mute / LP/CD/DL / 2026

Lichtung brzmi jak zapis powrotu – nie tylko do Berlina, lecz także do miejsca, w którym można na nowo uporządkować własny język. Po latach nomadycznego życia hackedepicciotto osiedlili się na obrzeżach miasta, w Lichtenrade. Sam tytuł albumu nie jest tu jedynie poetyckim znakiem. To przestrzeń przecięcia – tytułowa „polana” pośrodku gęstniejącego lasu, chwila światła wśród chaosu, punkt, w którym można się zatrzymać i zobaczyć więcej.
Nowa płyta wyraźnie różni się od wcześniejszych dokonań duetu. Zamiast opierać się głównie na dronach i długich instrumentalnych przebiegach, Lichtung kieruje się ku bardziej współczesnemu, elektronicznemu brzmieniu. Elektronika nie pełni tu roli dodatku ani ozdobnika – staje się jednym z głównych nośników sensu. To ona organizuje napięcie, buduje strukturę i nadaje całości chłodniejszy, bardziej skupiony charakter. Słychać, że to album konstruowany cierpliwie, warstwowo, z myśleniem o formie większej niż pojedynczy utwór.
Muzycznie Lichtung sprawia wrażenie ruchu pomiędzy organicznym ciepłem a mechaniczną precyzją. Elektronika pulsuje tu pod powierzchnią niemal każdego utworu – czasem jako ciężka, hipnotyczna sekwencja, czasem jako rozproszony szum albo ambientowa smuga. Alexander Hacke buduje napięcie przede wszystkim basem. Jego sześciostrunowa gitara basowa działa jak dronowy monolit, który wprawia przestrzeń w drżenie. Te niskie częstotliwości nadają albumowi ciężar i mrok, ale nie zamieniają go w industrialną kalkę. Jednocześnie uwagę zwraca sposób, w jaki duet operuje dynamiką. Lichtung rzadko opiera się na gwałtownych zwrotach akcji czy prostych kulminacjach. Napięcie budowane jest stopniowo – poprzez nakładanie kolejnych warstw, subtelne zmiany faktury i nieustanne przesuwanie punktu ciężkości pomiędzy elektroniką, głosem i instrumentami akustycznymi. Dzięki temu osiem kompozycji sprawia wrażenie elementów większej całości, niemal suity, w której poszczególne motywy powracają pod inną postacią. Wszystko pozostaje przy tym precyzyjne, a zarazem otwarte. Lichtung nie operuje też klasyczną formą piosenek – bliżej mu do rozbudowanych, warstwowych kompozycji, w których głos, elektronika i instrumenty akustyczne funkcjonują na równych prawach.
Danielle de Picciotto wnosi do tej muzyki element bardziej emocjonalny i narracyjny. Na Lichtung wyraźniej niż wcześniej słychać fortepian, który otwiera przestrzeń dla melancholii i refleksji, równoważąc chłód elektronicznych struktur. Obok niego pojawiają się skrzypce i lira korbowa – instrumenty, które wnoszą do tych kompozycji wymiar niemal archaiczny. Dzięki nim pod warstwą nowoczesnej elektroniki wciąż pobrzmiewa pamięć dawnych pieśni i opowieści. Lichtung nie brzmi futurystycznie w prosty sposób. To raczej muzyka zawieszona poza czasem, jednocześnie stara i nowa.
Najciekawsze jest jednak to, że mimo rozbudowanych aranżacji album pozostaje niezwykle przejrzysty. Każdy dźwięk wydaje się mieć swoje miejsce. Hackedepicciotto nie przytłaczają, tylko stopniowo wciągają słuchacza do własnego świata. Ich muzyka przypomina moment wchodzenia do lasu po zmroku. Najpierw pojawia się niepokój, potem skupienie, a na końcu osobliwy spokój.
Istotna jest też zmiana języka. Danielle de Picciotto po raz pierwszy śpiewa tu wyłącznie po niemiecku, co nadaje całości nowy wymiar. W tych tekstach pobrzmiewa nie tylko intymność, ale też namysł nad czasem przełomu, nad zmianą epoki i nad próbą odnalezienia się w rzeczywistości, która coraz szybciej traci równowagę. Niemiecki, z całym swoim historycznym i kulturowym bagażem, otwiera tu inne możliwości niż wcześniejsze pisanie po angielsku, a jednocześnie czyni Lichtung najbardziej „berlińskim” albumem duetu od wielu lat.
Ważna jest również sama relacja między obojgiem artystów. To nieprzypadkowy duet – Danielle de Picciotto współtworzyła pierwszą edycję Love Parade i od dekad działa na styku muzyki, performance’u oraz sztuki wizualnej, natomiast Alexander Hacke pozostaje jedną z kluczowych postaci Einstürzende Neubauten. Ich wspólna muzyka wyrasta z tych doświadczeń, ale nie daje się sprowadzić do biografii. Lichtung powstaje raczej z ciągłego dialogu – zderzenia odmiennych temperamentów i sposobów myślenia o dźwięku. Właśnie dlatego album brzmi tak dojrzale. Mniej w nim nomadycznego rozedrgania, więcej skupienia i świadomości, że osadzenie w miejscu może otworzyć nowy rodzaj wolności.
To także płyta, na której wyraźnie słychać zmianę podejścia do kompozycji. Zamiast wyłącznie repetycji i długich, zawieszonych przebiegów, duet stawia na bardziej złożone struktury, w których poszczególne warstwy stale się przesuwają i wzajemnie komentują. Właśnie w tym napięciu między prostotą a komplikacją, między ruchem a zatrzymaniem, Lichtung odnajduje swój własny rytm. To album, który nie tyle opowiada o odnalezionym spokoju, ile sam staje się jego chwilową formą.
Efekt końcowy jest bardzo sugestywny. Lichtung zostawia po sobie wrażenie ciszy po burzy – przestrzeń, w której znów można oddychać i słuchać uważniej. Nie zamyka jakiegoś etapu, ale daje poczucie, że po długiej wędrówce można na chwilę stanąć, odetchnąć i zbudować coś od nowa. To właśnie taki album – zakorzeniony w miejscu, jednocześnie otwarty, dojrzały, skupiony i pięknie niespieszny.
Data wydania: 10 lipca 2026
Artur Mieczkowski
PS. Książkę Alexandera Hacke – Hałas. Wspomnienia Przesterowane kupicie w sklepie Gusstaff Rec.
Recenzja książki: Alexander Hacke – Hałas. Wspomnienia przesterowane