odd doo / LP/DL / 2026

Współpraca między Przemysławem Drążkiem a Brentem Fuscaldo trwa od prawie 20 lat, kiedy – jako część ansamblu Mako Sica – zaczęli wspólnie eksplorować psychodeliczne, eksperymentalne i post-rockowe rejony dźwięku. Najnowsza płyta, gdzie usłyszymy ich współpracę z perkusistą Jörgiem A. Schneiderem, basistą Tatsu Aokim i Thymmem Jonesem kładzie mocny akcent na przestrzenność i rytualną specyfikę minimalistycznego dźwięku.
Nagranie wydane jest przez San Diegowską wytwórnię odd doo, prowadzoną przez Roberta Iwanika. Wspólnie z Drążkiem tworzyli w latach 90. szczecińską, kultową już grupę Krzycz. Od hałasowania na polskim podwórku minęło już jednak prawie 30 lat i jedyne co łączy współcześnie wydawaną czy też tworzoną przez tę dwójkę muzykę z dawnymi dokonaniami to ambicja i jakość. Wszyscy muzycy tworzący tę płytę stanowią uznaną już renomę, głównie na Chicagowskiej scenie muzyki improwizowanej, a ich doświadczenie stanowi jedną z najbardziej słyszalnych zalet tego albumu.
Całość składa się na zaledwie trzy, długie kompozycje hipnotyzujące pomysłami i atmosferą. Monumentalne, 20-minutowe Water Breathing rozwija swoją muzyczną narrację niespiesznie, łącząc delikatne partie klawiszowe z trąbką. Dynamika utworu rozciąga się od delikatnie ambientującej muzyki improwizowanej, po – w bardziej intensywnych momentach, pod koniec utworu – cool jazz, którego klimat rozciąga się nad nami jak plandeka ujmująca stałością nad głowami w bezchmurny wieczór. W drugim utworze o tytule An Afternoon skojarzenie jest jeszcze silniejsze, zwłaszcza przy stoickim wokalu Brenta. W tej samej chwili robi się jednak zdecydowanie bardziej freejazzowo, a partie instrumentalne celowo wychodzą sobie naprzeciw, by za chwilę znowu złączyć się w spokojnej harmonii. W ostatnim Remain wybitnie wyróżnia się partia grana na strunowym instrumencie shamisen, odgrywana przez Aokiego. Lekko przesterowane brzmienie tego tradycyjnego instrumentu idealnie komponuje się z nerwową i nieco niepokojącą atmosferą wieńczącą album.
Na tej płycie, uważnej i spokojnej, nie znajdziecie post-rockowych wybuchów, wieńczących utworów crescendo, ani nawet uporządkowanego chaosu. Wszystko jest tu precyzyjne, pewne, a nawet pojawiający się pod koniec Fata Morgany głośniejszy moment stanowi kompozycyjny element dzieła minimalistycznego. Pomijając aspekt minimalizmu i delikatności w dynamice, znajdziecie tutaj rzadko spotykaną jakość w środkach i warstwie kompozycyjnej. Tak jak w tytułowej iluzji, płyta przy pobieżnym odsłuchaniu może zdawać się wam czymś zwiewnym, może nawet za słabo walczącym o naszą uwagę. Zapewniam jednak, że kiedy tylko jej w skupieniu wysłuchacie, od razu zauważycie jej wartość.
Data wydania: 28 sierpnia 2026
Adam Lonkwic