Antenna Non Grata / CD/DL / 2026

Scena niezależna, zwłaszcza jej zakamarki spod znaku muzyki najtrudniejszej i nieoczywistej, przyzwyczaiła mnie do tego, że nie raz i nie dwa człowiek trafia na coś, co ma ultraciekawą nazwę, arcyintrygującą okładkę, a finalnie z głośników leje się gówniana pulpa i trzeba to wszystko jak najszybciej wyłączyć, przeprosić ucho lewe, przeprosić ucho prawe, udobruchać rozdygotany mózg, a na koniec jeszcze zafundować jakąś ekspiację znieważonemu gustowi. Rzadko, bo rzadko, niemniej jednak trafiają się też przypadki kompletnie przeciwne. Patrzysz na nazwę projektu i zastanawiasz się – „noż, kto do faka, to wymyślił?”. Spoglądasz na okładkę i sam sobie zadajesz pytanie, „czy aby na pewno zamierzam to przesłuchać?”. A potem odpalasz i… robi się co najmniej ciekawie.
Przykładem takiego oto zjawiska jest Dobre Niemieckie Porno, które zapewne większość z was wolałaby obejrzeć, niż wysłuchać, ale jak się nie ma co się planowało lubić… Mimo dość osobliwej nazwy i jeszcze bardziej specyficznej okładki, po odpaleniu płyty w odtwarzaczu człowiek dochodzi dość szybko do wniosku, że była to całkiem dobra decyzja. Eksperymentalny (jakby nie było) projekt Roberta Broniarza przynosi nam blisko godzinę mocno awangardowych, trudnych do zaszufladkowania (co zawsze jest na plus) dźwięków, które z faktyczną pornografią mają wspólnego jeszcze mniej, niż lektura Gombrowicza. Oferują za to naszym uszom całkiem ciekawe doznania soniczne, zawierające się w pięciu utworach o tytułach równie dziwnych, co reszta koncepcji tego albumu. Płyta płynie sobie powoli, dźwiękami rozpędzającymi się od pogranicza fieldrecordingu i filuternej zabawy z samplami przez dekonstrukcję tego, co można wydusić z gitar, albo jakieś dziwne wariacje na temat modularnej elektroniki, aż po swobodne facecje z przeróżnymi efektami, wieńcząc cały album długim, mocarnym – beg me pardon – Idziemy na dupy – łączącym w sobie wszystkie wspomniane wyżej aspekty.
Album to bez wątpienia nietypowy, nietuzinkowy, wręcz dziwny. Ale jednocześnie tak dziwny, że aż fantastyczny (swego czasu o Micku Jaggerze niektórzy mówili, że jest „aż tak brzydki, że aż piękny” i coś właśnie podobnego należałoby w zakresie dziwności tego albumu sparafrazować). Nie ma tu ani jednego miejsca, które jakoś zapadałoby w pamięć, dało się zanucić, przypomnieć, odkopać z czeluści szarych komórek. A jednak mózg zawzięcie pamięta, że „było fajne” i warto byłoby przesłuchać kolejny raz… Sięgasz więc kolejny raz po Dobre Niemieckie Porno i to nie po to, by włożyć go w odtwarzacz kaset VHS, ale by odpalić go jako płytę CD…
Data wydania: 13 sierpnia 2026
Piotr Wójcik