Sonic Pieces / LP/CD/DL / 2026

Niewiele jest płyt, które słucha się, chłonie wręcz niesamowicie łatwo z jednoczesną trudnością bardziej zbornego wyrażenia myśli na temat zawartych na nich dźwięków. Zapewne też w grę wchodzą jakieś predyspozycje osobnicze i to, co jednemu będzie wyjątkowo trudno opisać, ktoś inny z marszu ubierze w odpowiednie słowa. A jednak postanowiłem usiąść i przelać na ekran swoje odczucia po wielokrotnym przesłuchaniu Through Time, zbyt dobra jest to bowiem płyta, by pozostawić ją bez choćby dwóch trzech akapitów.
Norwesko-berliński, jak są czasami określani, duet, czyli Erik K Skodvin i Otto A Tottland, od ponad dwóch dekad tworzy muzykę niesamowicie eteryczną, zwiewną, emanującą spokojem niczym ścieżka dźwiękowa jakiegoś głębokiego dramatu psychologicznego… I choć ostatnimi czasy wydawali głównie pojedyncze utwory czy EP-ki, w końcu doczekaliśmy się pełniaka, końcem kwietnia ukazał się bowiem w berlińskiej Sonic Pieces materiał zatytułowany Through Time. Materiał wyjątkowo aksamitny, sprowadzający się w zasadzie do tworzących podstawę plam dźwiękowych lub mocno ambientowego tła i współpracy subtelnego fortepianu (czasami typowego felt piano) z pojedynczymi smyczkami, w tym z pojawiającym się gościnnie Simonem Goffem. Jednocześnie materiał udowadniający, że prawdziwe piękno dojrzewa w czasie, cały ten materiał powstawał bowiem mozolnie pomiędzy od roku 2019 aż do roku 2025. Niby kilka prostych linii melodycznych, zero popisów technicznych, absolutna dominacja klimatu, coś co – czysto teoretycznie – dałoby się skomponować i nagrać w dwa tygodnie, ale… Ale właśnie. Prawdziwe piękno dojrzewa w czasie. A z Through Time aż bije, ile razy i z jakim pietyzmem te wszystkie proste motywy były analizowane, aranżowane, ile zajęły przemyśleń, potencjalnych przeróbek, ile tu w to wszystko włożono serca…
Through Time to jeden z tych materiałów, które po pierwszym przesłuchaniu oceniasz jako no no, całkiem niezły, zdecydowanie słuchalny. I tylko tyle. Następnie musisz się z nim skonfrontować wielokrotnie, wsłuchać dogłębnie w piękno dominującego fortepianu, który – co dla mnie osobiście jest kwintesencją muzyki, jaką uwielbiam – bazuje nie na popisach technicznych ale na dopieszczonym, wygłaskanym dźwięku, delikatnym odegraniu rzeczy pozornie prostych, ale wymagających włożenia w ich wykonanie ogromu uczuć. Lata temu zakochałem się w takim podejściu do (szeroko pojętej) muzyki fortepianowej grając Wasserklavier Luciana Berio i, co się rzadko zdarza, słyszę na tym albumie dokładnie takie samo podejście, uczucie, klimat. Ostatni raz podobne i, przede wszystkim, równie silne wrażenie odnosiłem chyba jeszcze słuchając St. Jarna… Każde kolejne przesłuchanie Through Time powoduje, że w teoretycznie ograniczonym i zamkniętym zbiorze interpretacji nieskomplikowanych plam i melodii, odkrywa się coraz to nowe i nowe niuanse. Drobinki. Detale. Ta płyta jest absolutnym zaprzeczeniem albumów, które wielu tzw. wirtuozów (najczęściej gitary) produkuje wyłącznie w celu popisywania się swoją mistrzowską, aspargerową techniką, jakimiś przebodźcowanymi melodiami, które dziewięćdziesięciu procentom innych muzyków zwyczajnie połamałyby palce, przy czym i tak nie ma w tych melodyjkach ani uczucia, ani serca ani żadnych głębszych emocji. Nie ma ich tam… bo wszystkie, bądź prawie wszystkie, są na płytach takich ja ta…
Data wydania: 1 maja 2026
Piotr Wójcik