Psychic Sounds / LP/DL / 2026

Przedzierając się przez gąszcza przeróżnych wydawnictw muzycznych opublikowanych czy publikowanych, od jakiegoś czasu (pojęcie względne) pojawił się pomiędzy nimi wspólny mianownik. Zdecydowanie nie dotyczy on wszystkich, czy większości z nich. Wyrastają jak grzyby po deszczu, oczywiście nie w takiej ilości, w przeróżnych miejscach naszego globu, dobitnie sygnalizując swoją obecność. Ich manifestacja jest skuteczna, zostawia trwały ślad w pamięci, nawet jeżeli wydaje się, że tak nie jest.
Czy jest to pewnego rodzaju synchronizacja rozciągnięta w czasie i przestrzeni (pojęcie względne) czy też nieświadome podłączenie się do wspólnej zbiorowej pamięci? Odpowiedzi zapewne jest więcej niż pytań.
Wspólny mianownik, o którym wcześniej wspomniałem to jakby scentralizowanie, połączenie wielości i różnorodności w jedność – utworzenie nowej „jakości”. Nie podążaniem jednym wyznaczonym torem czy kursem, ale czerpaniem z całej dostępnej wiedzy oczywistej i tej ukrytej. Zakres od: archaicznych, prehistorycznych epok, Atlantydy, plemiennych trybalnych bytów, egipsko-grecko-rzymskich doskonałości, egzotyki dalekich tropików, dotykając „naszych” czasów. Jednocześnie wystrzeliwując w przyszłość, sięgając niejako kosmicznych przestrzeni, z których odwiedzali lub odwiedzają nas, krótko mówiąc inni mieszkańcy. A kończąc, aby koło się zamknęło, na nas samych, naszym wewnętrznym świecie osobowości.
Do tego obowiązkowo trzeba dołączyć, skoro jesteśmy przy audio rzeczywistości, wykorzystanie zarówno plemiennych, starożytnych instrumentów, po współczesne nam i te, które są dzieckiem najnowszej technologii, a zatem pełen zakres. Ogólnie mówiąc wspaniały artystyczny galimatias, w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu tego słowa. Aby ubrać to wszystko w rodzaj zdjęcia podsunę kilka projektów, nazw, które wpasowały się w powyższy opis. Spencer Clark i jego post The Skaters projekty, między innymi: Monopoly Child Nightlife, 4th World Magazine. Duet Grykë Pyje (Uton + Baldruin) a w szczególności ich ostatni krążek Cerpuscular Elixirs czy nadchodzący album Kaloja (duet Jana Anderzena z Kemialliset Ystavat i Paula Wilsona z F.Ampism). Dodam szeroki wachlarz wydawnictw Nicolasa Gaunina, Embassador Dulgoon jako Nicolás Carcavilla. Oczywiście przykładów jest o wiele więcej i można by było pisać i opisywać, ale tematem przewodnim dzisiejszego przekazu jest Web Of Midnight autorstwa Coruma. Zresztą, która, moim skromnym zdaniem idealnie wpasowuje się w powyższe ramy, a nawet je rozszerza i w pewnym sensie rzuci więcej światła na to zjawisko.
Pierwsze co uderza, już od pierwszych sekund trwania Web Of Midnight to niesamowita przejrzystość samego dźwięku, brzmienie, które automatycznie wizualizuje czystą biel, kolor achromatyczny, nieograniczoną niczym przestrzeń. Z drugiej strony album ten niesamowicie balansuje na granicy: organiczne, a syntetyczne. Wykorzystanie modułów / syntezatorów, czy efektów najnowszej generacji kreujących wymiary wychodzące poza 4D, ustawia słuchacza w niekończącym się eterycznym przepływie. Pomimo odczucia „sztuczności”, które powinno odrzucać, efekt jest wręcz odwrotny, hipnotyzujący. Z drugiej strony organiczność czy wręcz biologiczność dźwięku (zawdzięczana zapewne analogowym modułom i realnym instrumentom) ożywia, sprawiając wrażenie przyglądania się zachodzącym procesom życiowym czy to w skali mikro czy makro.
Pierwsze dwie kompozycje zawarte na krążku, zostały nagrane na terenie laboratorii psychoseksualnych w Orgononie samego Wilhelma Reicha, a ostatnia Apparition Of Teide na Wyspach Kanaryjskich w pobliżu Wulkanu Teide. Jak widać tutaj również następuje kulminacja / unia i to podwójnej energii: czysto wewnętrznej i tej bardziej widzialnej, ale obie obrazujące witalność, żywotność, aktywność. To też słychać w każdym momencie tego materiału, rodzaj elektryczności, która spaja wszystkie te punkty w jedną całość. Jak labirynt czy raczej pajęcza sieć czy też korzeniowy system grzybni, łączący wszystko ze sobą. Pełen przekaz.
Kompozycje sprawiające wrażenie przepełnienia dźwiękiem, to tylko pierwotna sugestia. Każdy z elementów ma swoje miejsce i zadanie w tej tkance. Wszystko wibruje, przepływa, tyka jak upływający czas, Poszczególne frazy, ścieżki raz przesuwają się jak wietrzne smugi, innym razem wszystko sprawia wrażenie bąbelkowania, podwodne pęcherzyki w frywolny sposób unoszące się ku powierzchni. Próbując znaleźć jakieś porównanie, przychodzą na myśl dokonania Sonica Booma i jego Experimental Audio Research projektu, szczególnie w późniejszej fazie: Vibrations, All Things Being Equal czy Worn To A Shadow. Jednak wykonanie Coruma jest zdecydowanie rozszerzone, połączone z preparowanymi głosami, zaśpiewami, gdzie odciskają się preparowane fletnie Pana na nieznanych ścieżkach, zapomnianych szlakach pamięci.
Biały szum otwierający Apparition Of Teide wydaje się być wiatrem wiejącym na plażach Wysp Kanaryjskich, a może poszumem eterycznym? Jednak jego oblicze zmienia się wraz z trwaniem utworu, przemijaniem czasu, ostatecznie stając się odgłosem rozbijających się fal morskich o piaszczysty brzeg.
Jeśli ktoś zapyta o Coruma? Jest wszędzie, dookoła, ponad i pod, jest wszędzie. To musicie znaleźć sami.
Data wydania: 1 maja 2026
Marek “Lokis” Nawrot