Threshold House, Important Records, Infinite Fog Productions / LP/CD/DL / 2005

Długo zastanawiałem się nad sensem pisania tego tekstu. Jednakże uznałem, że The Ape of Naples jest płytą niezwykle ważną w historii projektu Coil – ostatnią, wydaną po śmierci Johna Balance’a i złożoną z materiałów powstałych na przestrzeni wielu lat, przepracowanych i zmontowanych przez Petera Christopherson’a. Powstawała w szczególnych okolicznościach, nasycona żalem, pamięcią, bo przecież materiał powstał jeszcze przed tragedią.
Z drugiej strony jednak jej „pozlepiany charakter” – wynik kompilacyjnej natury, dem, nagrań koncertowych i przeróbek – tworzy dla odbiorcy dodatkową poniekąd trudność: ciężko tu mówić o jednolitej koncepcji, jaką miały choćby Horse Rotorvator czy Musick to Play in the Dark i wiele innych wspaniałych płyt Coil. To właśnie w tym napięciu między historycznym archiwum a formalną niejednorodnością leży sedno mojego oporu przed pisaniem o tej płycie. The Ape of Naples nie jest łatwą płytą do zrecenzowania; ale to właśnie dlatego zasługuje na to, by o niej mówić – nie tylko jako o znaczącym finale w karierze Coil, lecz jako muzycznym pomniku pamięci, gdzie każdy dźwięk zdaje się nosić echo ich obecności, a jednocześnie pytanie o to, co zostaje, gdy wszystko zostaje zabrane. Spróbujmy zatem przejść przez ostatnią ścieżkę.
To, co od razu wyróżnia The Ape of Naples, to jego geneza i konstrukcja: krążek nie jest tradycyjnie nagraną płytą w jednym cyklu – to raczej spójny kolaż materiałów z lat 1993–2005, które Peter Christopherson zmontował, przerobił i zaaranżował tak, by stanowiły zwartą, narracyjną całość. To właśnie z tej materii – wspomnień, szkiców i żywych idei – wyłania się album będący medytacją nad przemijaniem, pamięcią swoistym rytuałem, a jednocześnie manifestacją głębokiego artystycznego ducha Coil.
Album otwiera Fire of the Mind – utwór, który jest jednym z moich najukochańszych w całej twórczości Coil. Od pierwszych dźwięków wyznacza ton całego The Ape of Naples – pochmurny, rytualny, jednocześnie refleksyjny i tak pięknie pierwotny. W tych dźwiękach jest coś, co natychmiast wciąga w stan medytacyjnej hipnozy: pulsujący rytm, chóralne echa i subtelna struktura przywołująca zarówno sacrum, jak i energię „pierwszych istot”.
Does death come alone or with eager reinforcements?
Tekst Fire of the Mind to jakby krótkie, enigmatyczne wezwanie do zderzenia z najbardziej fundamentalnymi pytaniami o życie, śmierć i naszą naturę. Pytanie “Does death come alone or with eager reinforcements?” brzmi jak prowokacja – zwłaszcza w obliczu, kiedy Johna już nie było na tym Padole – czy śmierć jest kolejnym ogniwem w nieustannej sieci doświadczeń?
Potem pojawiają się obrazy, które (nomen omen) balansują na granicy filozofii i mistycyzmu: “Death is centrifugal / Solar and logical / Decadent and symmetrical”. Te wersy, choć krótko sformułowane, można odczytywać jako medytację nad dualnością istnienia – nad tym, jak to, co żywe i to, co boskie, splata się z tym, co cielesne i brutalne. “Angels are mathematical / Angels are bestial” – zestawienie aniołów jako obliczalnych bytów kosmicznych z ich „bestialskimi” aspektami tworzy obraz świata, który jest jednocześnie uporządkowany, jak i chaotyczny. W tej dialektyce pojawia się najbardziej lapidarne stwierdzenie: „Man is the animal”. Te słowa brzmią jak konstatacja ludzkiej kondycji – uznanie, że jesteśmy jednocześnie rozumem zdolnym do transcendencji i istotą zakorzenioną w ciele, pragnieniach i pierwotnych instynktach.
Chóralne powtarzanie “Holy holy” działa jak rytualna inkantacja – nie jest to religijna deklaracja, ale soniczny egzorcyzm, rytm ofiarowany transowi i przemianie. W tej repetycji jest coś pierwotnego, prawie jak modlitwa czy mantra, która ma uwolnić nas od linearnej narracji myślenia i otworzyć przestrzeń intuicji. Dla mnie osobiście Fire of the Mind to esencja Coil – ich zdolność do łączenia mistycyzmu, refleksji egzystencjalnej i surowej ekspresji brzmienia.
Kolejne utwory rozwijają klimat rozpoczęty przez Fire of the Mind, łącząc ambientowe pasma, akustyczne wstawki i elektroniczne kolaże z osobistym, ekspresyjnym śpiewem Balance’a. The Last Amethyst Deceiver to swego rodzaju definitywna interpretacja wcześniejszego Amethyst Deceivers – utworu znanego z EP Autumn Equinox: Amethyst Deceivers. W tej wersji utwór zyskuje bardziej refleksyjny, medytacyjny charakter, dłuższe, rozciągnięte frazy i przestrzeń, która pozwala dźwiękom naprawdę „oddychać”. Hipnotyczna natura melodycznych linii i subtelne, niemal rytualna gra instrumentów wzmacniają atmosferę, czynią ten kawałek jednym z najbardziej przyciągających uwagę momentów płyty.
W Tattooed Man równowaga między teatralnością a melancholią przywołuje obrazy opowieści, to tu tekst i brzmienie stapiają się w jedno – śpiew, który przywołuje pamięć i doświadczenie, ale też ból bycia tu i teraz. Słuchając tego utworu za każdym razem widzę oczyma wyobraźni Johna na scenie i ten jego piękny „taniec”.
Heaven’s Blade i Cold Cell kontynuują tę introspekcję, zestawiając melancholię ze świdrującą atmosferą i tekstami, które krążą na granicy sacrum i profanum. W Teenage Lightning 2005 słychać echo wcześniejszych dzieł Coil, co czyni ten utwór rodzajem pomostu między różnymi etapami ich twórczości. Kompozycja ta jest bowiem rewizją i rozwinięciem pomysłu z utworu Teenage Lightning, który pojawił się w pierwotnej formie na albumie Love’s Secret Domain z początku lat 90. – a jego wersja 10th Birthday Version krążyła w późniejszych nagraniach studyjnych i koncertowych.
Całość zamyka Going Up – pozornie niepasujący cover motywu z brytyjskiego sitcomu Are You Being Served?, który w wykonaniu Coil przechodzi transformację w coś głęboko osobistego, niemal ceremonialnego. To utwór, który brzmi jak duchowe pożegnanie, spowolniony walc, minimalistyczna dekonstrukcja melodii, powolne unoszenie się głosów, które na koniec zdają się mówić: „to właśnie jest, i już”. Na tle całej płyty brzmi jak medytacja o śmierci, pamięci i transcendencji, stanowiąc idealne, choć nieoczywiste, zamknięcie.
The Ape of Naples to album, który nieustannie balansuje między światłem a głębokim cieniem, rytuałem a intymnością, pamięcią a transformacją i to właśnie jest z jednej strony bolesne, z drugiej wciągające w nieskończoną podróż. Choć składa się z materiału powstałego w różnych momentach historii zespołu, jego dramaturgia jest zadziwiająco jednolita, tak jakby każda kompozycja, niezależnie od źródła, mówiła o nieuchronności przemijania, o śmierci i o tym, co po niej zostaje.
Ostatni testament Coil? Przede wszystkim dzieło, które redefiniuje to, czym może być muzyka eksperymentalna – dźwięk, który słyszymy, przestrzeń, którą zamieszkujemy. Rytuał, muzyka-pamięć, muzyka-świadomość. The Ape of Naples gra w nieskończoność. Na osobną uwagę zasługuje niesamowita okładka The Ape of Naples, która jest nie mniej poruszająca niż sama muzyka – jej autorem jest Ian Johnstone (partner Johna Balance’a w ostatnich latach jego życia. Związek rozpoczął się około 2003 r., po rozstaniu Balance’a z Peterem Christophersonem. Ian zmarł w swoim domu w Hiszpanii 30 czerwca 2015), którego fotografie i grafika stanowią integralną część artystycznej oprawy. Projekt został użyty w oryginalnym wydaniu i jest obecny również w późniejszych reedycjach.

Choć Johnstone nie zostawił oficjalnej interpretacji obrazu, jego estetyka, często opisywana przez fanów jako abstrakcyjna, nieoczywista i niepokojąca, doskonale rezonuje z muzycznymi tematami płyty. Osobiście w tej grafice dostrzegam symboliczne odniesienie do rozkładu, transformacji i cielesności, jakby okładka przedstawiała zarówno fizyczną obecność, jak i jej rozpad w czasie i przestrzeni, co wyjątkowo dobrze koresponduje z medytacją Coil nad śmiercią, pamięcią, przemianą. Wzmacnia on jej rytualny i refleksyjny charakter, który działa równolegle z muzyką (co oczywiście zawsze towarzyszyło Coil) – jako obraz, który uzupełnia i pogłębia tą wieczną podróż.

Are you ready to go now?
Choć The Ape of Naples bywa dla wielu słuchaczy ważnym albumem Coil, to moim zdaniem niekoniecznie plasuje się w czołówce ich najlepszych nagrań pod względem innowacji czy spójnej wizji muzycznej. To dzieło ma raczej charakter refleksyjny i pożegnalny – powstało z przerobionych wersji starszych nagrań i fragmentów sesji, składanych po śmierci Jhonn Balance’a przez Petera Christophersona i współpracowników, co nadaje mu głęboką, emocjonalną wspólnotę i (co zapewne było ważne dla Petera) poczucie zamknięcia.
Zakończenie albumu utworem Going Up z pytaniem “Are you ready to go now?” i ostatnim “It just is” – działa jak symboliczne pożegnanie Balance’a, zamyka pewien etap emocjonalnej historii.
Artur Mieczkowski

