Threshold House / CD / 1994

Od pierwszego zetknięcia się z The Angelic Conversation, wiedziałem, że obcuję z czymś niezwykłym. Już sam tytuł, jest niemal mistycznym zaproszeniem do „dialogu aniołów” – zahipnotyzował mnie od razu – obietnica ekspansji najgłębszej wyobraźni. I rzeczywiście płyta nieustannie tę obietnicę spełnia: od strony dźwiękowej, od strony duchowej, od strony rytuału. To kompozycja rezonansowa, medytacja skomponowana z przestrzeni, dronów, półtonów i materiału, który przenika świadomość. Dzięki temu wszystkiemu jestem obecny w tym mikroświecie Coila.
Album stanowi ścieżkę dźwiękową do filmu The Angelic Conversation (1985) reżysera Dereka Jarmana – minimalistycznego, homoerotycznego poematu wizualnego, w którym głos aktorki Judi Dench recytuje sonety Szekspira. Coil nagrali materiał w 1985 roku, choć oficjalne wydanie płyty ukazało się dopiero w 1994 roku. W skład zespołu wchodziła wtedy formacja: Balance, Christopherson, Thrower.
Pod względem muzycznym The Angelic Conversation to doświadczenie głębokiego zawieszenia – tafle dźwięku rozciągnięte w czasie, drony tak gęste, że stają się materią, subtelne uderzenia dzwonów, echo jakby odbijające się od kamiennych ścian, rezonans wibrujący w ciele. W chwilach „ciszy” nie chodzi o brak brzmienia, lecz o świadomą obecność – cisza, która się nie wypełnia, lecz pulsuje, staje się bytem samoistnym. W tym sensie album przestaje być tylko kolejną płytą – to most między sferą dźwięku i myśli, między materią i duchowością.

Wersja bez wokali – wydana przez Threshold House/Archive – odsłania tę samą strukturę w czystszej formie: bez recytacji Judi Dench, bez sonetów Szekspira, bez literalnego „tekstu”, pozostawiając tylko warstwę muzyczną. Taka odsłona zmienia percepcję albumu – staje się on bardziej abstrakcyjny, mniej „opowiadający” w tradycyjnym sensie i bardziej „czystym doświadczeniem”. Bez słów słuchacz nie jest prowadzony przez znaczenie, symbole, lecz odkrywa je sam – w rezonansie, w czasie, w przestrzeni pomiędzy tonami. To przypomina bardziej eksplorację wnętrza niż podróż z mapą.
W moim odczuciu właśnie ta dwoistość – „z głosem” i „bez” – sprawia, że The Angelic Conversation działa na wielu poziomach. Kiedy słucham wersji z wokalem, czuję się zaproszony do dialogu – jest cichą konwersacją między dźwiękiem a słowem, materią a metaforą. Głos Dench staje się instrumentem, który wprowadza teksturalny punkt odniesienia. Gdy natomiast przechodzę do wersji instrumentalnej, staje się to podróżą w głąb dźwięku: bez konkretnego znaczenia, pozostaje tylko odczucie, struktura, forma i byte dźwięku – coś pierwotnego.
Coil dają nam materię dźwięku – tło dla myśli, przestrzeń dla wyobraźni. Wersja z wokalami przywołuje obraz lepki i sugestywny: głos Dench znad dźwięków drga jak wewnętrzna modlitwa, a sonety Szekspira wkładają w to doświadczenie warstwę świadomości, miłości, tęsknoty. Zaś wersja instrumentalna odsłania tę samą materię – ale bez słowa, co czyni ją surowszą, bardziej nieuchwytną, bardziej duchową. Każdy dzwon, każdy wtórny ton zdaje się pękać w powietrzu i tworzyć falę rezonansu, która sięga głębiej niż zwykły dźwięk.
Coil w tym wydaniu pokazuje nie tyle estetykę mroczną czy industrialną, ile estetykę rytuału-świadomości. W kontekście ich dorobku – po eksploracjach tych bardziej fizycznych, agresywnych – to krok w stronę intymności, w stronę światła wewnętrznego, a nie tylko mroku. To muzyka, która wymaga cierpliwości, gotowości na zanurzenie i płyniecie bez skrępowania, skażenia myślą.
The Angelic Conversation działa dwojako. Z jednej strony jest jak lustro: odbija nasze stany, nasze lęki, naszą tęsknotę za kontaktem, za przemianą. Z drugiej strony jest jak tunel: prowadzi nas z warstwy profanum do warstwy ducha, z chaosu świata do przestrzeni ciszy, która nie jest ucieczką, ale konfrontacją z sobą. Słuchając tego materiału, miałem wrażenie, że jestem w labiryncie myśli: słowa unoszą się nad dronami i rezonansem niczym dusze, które zostały zawieszone między „być” i „przemijać”.
Pod względem konstrukcji album robi coś wyjątkowego: czas przestaje być linią, staje się warstwą. Układ utworów nie prowadzi jak narracja, lecz jak przepływ. Escalation (w wersji instrumentalnej jest krótszy o 4 minuty) to moment kulminacyjny – falowanie, narastanie, zawieszenie. Po nim Never daje chwilę oddechu, moment spojrzenia w głąb.
Osobny akapit należy się Judi Dench. Urodzona 9 grudnia 1934 roku w Yorku w Anglii, jedna z najwybitniejszych aktorek brytyjskich ostatnich dekad, której kariera obejmuje teatr, film i telewizję od lat 50. XX wieku. Studiowała aktorstwo w Londynie i szybko zdobyła uznanie jako interpretatorka klasycznych ról, między innymi w spektaklach Szekspira, a w kolejnych dekadach zdobyła prestiżowe nagrody – w tym Oscara za rolę królowej Elżbiety I w Shakespeare in Love.
W The Angelic Conversation jej głos pełni centralną, niemal sakralną funkcję: recytując sonety Szekspira, Dench nie przekazuje jedynie słów, lecz przywołuje archetypiczne emocje i stany świadomości. Jej narracja działa niczym modlitwa, w której dźwięk staje się pomostem między tekstem a muzyką, transcendencją. Przekształca recytację w kontemplację, osadzając wrażenie muzyczne w kontekście pamięci, tęsknoty i języka poezji.
Ciekawostka: w wersji bez wokali wyraźnie słychać, że pewne fragmenty korzystają z sampli z wcześniejszego EP How to Destroy Angels. To pokazuje, jak Coil rozwija swoje koncepcje – materiał się przemieszcza, ponownie eksponuje, zyskuje nowe znaczenie w innym kontekście. I oczywiście jak już wyżej wspomniałem, warto zwrócić na różnice w trwaniu poszczególnych utworów, czy ich ułożeniu – to też zmienia odbiór tego/tych materiałów.
The Angelic Conversation płyta, która jest aktem przemiany: zaproszeniem do powolnego rozmontowania siebie, by w szczelinach dźwięku odnaleźć własne odbicie i własny sens. To płyta-lustro i płyta-tunel zarazem – odbija nasze cienie, a jednocześnie prowadzi ku klarowności; im dłużej się w nią wpatrujesz, tym mniej chcesz uciekać od prawdy, którą przywołuje.
Artur Mieczkowski
