Force & Form / LP/CD / 1985/1988

Kolejna rozprawa z przeszłością.
Pamiętam, jak pierwszy raz trafiłem na album Scatology. Chciałem uciec od wszechobecnej ścieżki dźwiękowej lat 80. Poszukiwałem i natrafiłem. Początek Ubu Noir – dziwne pętle, klaustrofobiczny szkic i narastająca niesamowitość – poczułem, że oto muzyka porusza się na granicy jawy i snu, przeszywając mnie do głębi.
Debiutancki album Coil, Scatology, nagrany w Londynie w 1984 roku, to przedłużenie drogi Johna Balance’a i Petera Christophersona – eskalacji ezoterycznych idei i industrialnego dziedzictwa po doświadczeniu Throbbing Gristle i Psychic TV. Współproducentem był JG Thirlwell, do zespołu dołączyli Stephen Thrower, Alex Fergusson i Gavin Friday. Prace studyjne odbyły się w Wave, Aosis i Bar Maldoror Studio. Album ukazał się w styczniu 1985 na wytwórni Force & Form/K.422, a później był wielokrotnie wznawiany – m.in. przez Threshold House w 2001 roku.
Tytuł Scatology to precyzyjne, prowokacyjne odwołanie do dwóch warstw znaczeniowych – zarówno dosłownego, jak i symbolicznego. W swej medycznej definicji oznacza zainteresowanie kałem lub badanie fekaliów – oznacza to najbardziej prymitywną formę ludzkiego ciała i jego funkcji. Ale to nie wszystko.
John Balance i Peter “Sleazy” Christopherson wybierają ten tytuł z pełną świadomością dwuznaczności: Scatology to również prowokacyjna gra z tabu, erotyzmem, abiektem (odrzucone, odrażające, wykluczone – cóż bardziej może przystawać do Coil?) – pożądane, ale nieosiągalne – i „niską” materią. Sleazy tak tłumaczył znaczenie tytułu: odnosił się on nie tylko do medycznego znaczenia, ale także do „obsesji na punkcie ludzkiego gówna lub, jak mówiły stare słowniki, obsesji na punkcie zwierzęcych popędów i prymitywnych instynktów”.
Sleazy dodaje, że tytuł jest (o dziwo;)) prowokacją, która ma wprowadzić słuchacza w atmosferę tego albumu – jednocześnie dając wskazówkę, że utwory opierają się na najbardziej pierwotnych, ludzkich impulsach i popędach. Dali’ska fraza „Humanism of the Arsehole” – parodia klasycznego humanizmu, która stawia człowieka w centrum świata jako istotę rozumną, godną i duchową. Coil odwraca tę perspektywę, pokazując człowieka od strony cielesnej, odrażającej, wypartej – czyli od „dupy”, dosłownie i metaforycznie. To także gest artystycznej transgresji – Coil często używał szoku, by zmusić odbiorcę do refleksji nad tym, co naprawdę definiuje człowieka), idealnie oddaje ducha tej prowokacji – oto humanizm zakorzeniony w perwersji, w skruszeniu tabu, w transgresji.
Tak więc Scatology nie jest przypadkowym tytułem. To manifest: zestawienie najgłębszych niezwykłości człowieczeństwa – cielesności, erotyki, abiekcji – z duchową transformacją i alchemią. To dźwiękowy rytuał, który bierze „niską materię” i tworzy z niej brzmienie ponad naturalne. W tym sensie tytuł jest zarówno obietnicą, jak i wyzwaniem – zaproszeniem do świata, w którym stygmatyzowane elementy ludzkiego życia stają się narzędziem rytuału inicjacji.
Scatology to świadectwo alchemii dźwięku i rytuału de-formacji – album, który już od pierwszych dźwięków wprowadza nas w świat pełen ezoteryki, psychicznego przełamania i symbolicznych performansów. Powstał na styku idei: alchemicznej transformacji materii, dekonstrukcji struktur i eksploracji tabu. John Balance i Peter Christopherson, punkowo-industrialni wizjonerzy formują muzykę, która nie tylko brzmi dziwnie – ale jest rytuałem.
Dla zrozumienia tego albumu dobrze zacząć od genezy samego zespołu. Coil narodził się w Londynie w 1982 roku, wychodząc z doświadczeń Psychic TV, Throbbing Gristle oraz mistycznego fermentu angielskiej sceny post-industrialnej. Balance, zafascynowany psychomagią i hermetyzmem, wraz z Christophersonem – wizualnym i dźwiękowym alchemikiem – stworzyli formułę, w której muzyka stawała się narzędziem transcendencji.

Na Scatology ta formuła rozkwita. Rytuał inicjacji objawia się już w Solar Lodge: za tytułem kryje się odniesienie do tajnych stowarzyszeń okultystycznych, do obrządku egzystencjalnej alchemii, symboliki Czarnego Słońca. Dźwięk przywołuje trans, rytm hipnozę – tu destrukcja ego i mistyczna iluminacja nie są tylko metaforą, lecz rzeczywistością indukowaną w słuchaczu. To inicjacja dźwiękowa, w której zacierają się granice poznania.
W kontraście do tej wewnętrznej podróży staje Panic – agresywny, taneczny wybuch rytmu. To destrukcja ego przez chaos, ekstrawertyczna i cielesna. Jest w tej dynamice napięcie – podobne do destrukcyjnego odświętu, który uderza w słuchacza jako galopująca apoteoza hedonizmu. To złość wyprawiona na parkiet.
Gdy emocja stygnie, nadchodzi At the Heart of It All (skracany do The S.W.B.P.) – ambientowe echa, cisza bez rytmu, kontemplacja samej pustki. To przeciwieństwo rytuału: surowa, czysta medytacja. „Echoes escaping the abyss without their bodies” – taką metaforę znalazłem w refleksji o tej kompozycji: to pieśń nadziei wobec rozkładu, lament nad światłem gasnącym, ale wciąż obecnym.
Tymczasem The Sewage Worker’s Birthday Party to groteska i dadaistyczny humor – duchowość w śmiechu zgnilizny, święto w brudzie. Duchowość odrzuconego. To satyra, gnieżdżąca w śmieszności, a zarazem niepokojąca jak obrzęd na śmietnisku.
W Cathedral in Flames pojawia się apokalipsa – dramatyczna i destrukcyjna, metaforyczna ruina struktur religijnych. Tutaj rytuał inicjacji staje się widmem zniszczenia, osobista ceremonia przeobrażenia – w tle stoi totus ludus, symboliczna świątynia płonąca od środka.
Coil splata w Scatology archetypy alchemii, Czarnego Słońca, destrukcji seksualności, rytuału i transgresji psychicznej. Każdy utwór to inny klucz do labiryntu. W At the Heart of It All i Solar Lodge odnajduję alchemiczną transformację ducha; seksualność dekonstruuje się w Panic i Sewage Worker’s…; a At the Heart… oraz Ubu Noir wchodzą w territium liminalności.
Zarazem okładka albumu – spiralna, erotyczna architektura – zapowiada spiralny rytuał ciała i ducha, architekturę seksualną, gdzie materia i duch stapiają się w jednym ceremoniale.
Coil od początku tworzyli muzykę sakralną, lecz nie w tradycyjnym sensie; ich “sacred music” to muzyka zmieniania umysłów, rytuał dźwiękowy, który ma działać jako psychiczna operacja. Scatology jest pierwszym, radykalnym dowodem na to – albumem, który rozbija normy, by odsłonić zręb własnego lęku, pożądania, świętości i śmierci.
To dzieło niektórym może wydawać się brutalne i niepokojące, ale to właśnie w tych brzmieniach tkwi siła: Coil nie dawali ulgi – zapraszali do świadomości, która nie specializowała się z komfortem, lecz z obnażeniem. Scatology to rytuał dekonstrukcji, psychiczny labirynt, w którym symbolika i dźwięk splatają się, by zaprosić słuchacza na rytualną ścieżkę inicjacji… i pozostawić go ze świadomością, że muzyka może być świątynią, mroczną, ale też prowadzącą do wnętrza.
Scatology jest alchemią dźwięku – transformacją prozaicznych, „najniższych” materiałów w muzyce o meteorycznym zasięgu emocji i obłędu. Tytuł albumu, odwołujący się do fetyszu obscenity i ludzkiego tabu, stanowi deklarację odwagi eksploracji tego, co odrzucone. W liner notes pojawia się dezynwoltura Dali o złocie i kale jako metaforze przemiany twórczej.
Scatology maluje świat symboli: alchemia. Czarne Słońce, inicjacja, dekonstrukcja seksualności, czystość w brudzie, psychiczne przełamanie (Ubu Noir, At the Heart…), architektura seksualna w wizualnym rytuale okładki
„Moje” Scatology nadal jest miejscem spotkania z cieniem – staje się lustrem, w którym widzę zarówno obrzęd destrukcji, jak i konieczność transcendencji. Coil zaprasza tu do ceremonii muzycznej, w której rozpad ego, fragmentacja tabu i symboliczne odrodzenie splatają się w doświadczenie, które może nie być wygodne, ale pozostaje transformujące. To dzieło kultowe, esencja post-industrialnej duchowości – dalszy punkt wyjścia, gdy szuka się sensu w tym, co wyparte, zapomniane i trudne.
I wciąż wypatruję Czarnego Słońca na południe od Nieba.
Artur Mieczkowski
Źródła: brainwashed.com, The Quietus, Obsidianbrainwashed.com, killyourpetpuppy.co.uk, Obsidian