Chalice, Dais Records / LP/CD/DL / 2000, 2022

Oto rodzi się Musick To Play In The Dark² i jest to naturalny, współistniejący i równoległy tom mistycznej podróży zapoczątkowanej na pierwszej części. Ukazana światu we wrześniu 2000 roku, druga część projektu jest kontynuacją koncepcji, którą John Balance określił jako “moon musick”, czyli muzykę księżycową – świadomą eksplorację dźwięku, w której Coil porzucają dotychczasową „solarną” perspektywę muzyczną i zanurzają się głębiej w świat nocnych rytuałów, hipnotycznych transów i introspekcyjnych pól świadomości. Album, podobnie jak tom pierwszy, powstał w trakcie tych samych sesji nagraniowych – tak płodnych i intensywnych, że stworzyły dwie spójne części jednego wielkiego mistycznego doświadczenia. Ta narracja równoległa powoduje, że Vol. 2 nie jest jedynie kontynuacją, lecz ukazuje inne oblicze tej samej kosmologii dźwiękowej, kierując słuchacza jeszcze bardziej w stronę wewnętrznych, nieokreślonych granic ekspresji dźwiękowej.
Album otwiera Something – utwór o charakterze inkantacyjnym i minimalistycznym, który brzmi jak wezwanie do ciszy i pustki, jak start rytuału albo przekroczenie pewnej granicy świadomości. Już tutaj słychać intencję Coil: nie chodzi o linearne opowiadanie historii, tu jest intencja stworzenia przestrzeni, w której dźwięk staje się środkiem do doświadczenia wewnętrznej przemiany. Ta muzyka prowadzi przez nieopisywalne stany i otwiera przed słuchaczem wrota do głębszych, bardziej odległych obszarów psychiki.
They read it all aloud to us
With silver tongues of fire
That licked the sun and stars and moon
W Tiny Golden Books syntezatory tworzą wirujące, kosmiczne pejzaże, które są jednocześnie szerokie i eteryczne – jakby tworzyły pulsujące warstwy rzeczywistości, wciągając słuchacza w hipnotyczny trans. Balance eksploruje tu język dźwięku jako medium, w którym znaczenia słów i melodii ulegają rozmyciu w obliczu czystej tekstury brzmienia. Utwór zawiera bardzo symboliczny tekst, który zaczyna się od obrazu „ciemnych ze złotymi oczami” przybywających „złotych książek z mrocznych niebios”. Piękna poetycka, surrealistyczna wizja, która może być odczytywana na nieskończoną ilość interpretacji.
I’ve changed my mind
It’s what it’s there for
I’ve changed my mind
It’s what it’s there for
For therefore
Kolejny utwór, Ether, buduje nastrój pogrzebowej procesji dzięki motywowi pianina i fragmentom słów wypowiedzianych przez Balance’a: „It’s either ether or the other” – linia ta odbija się echem dualizmu między rzeczywistością a tym, co niewyrażalne, pomiędzy życiem i śmiercią, znanym i ukrytym. Kompozycja zdaje się trwać w stanie zawieszenia, jakby czas został celowo spowolniony i pozbawiony punktów odniesienia. Minimalistyczna forma oraz powtarzalność fraz wzmacniają wrażenie rytuału przejścia, w którym sens nie wynika z opowieści, lecz z samego trwania i narastającego napięcia. Ether nie prowadzi ku oczyszczeniu ani rozwiązaniu, pozostawiając słuchacza w półmroku przestrzeni pomiędzy, gdzie granice doświadczenia i tożsamości zaczynają się niepostrzeżenie rozmywać.
Serenity is a problem
When you get this close to Heaven
But you really want to see
The wonders of the underworld
Całość albumu rozciąga się na pełną „godzinę duchów” – godzinę pełną surrealistycznego, postindustrialnego designu dźwięku, doświadczenia łagodnych, niemal narkotycznych ballad oraz glitchowych, lucyferiańskich pasaży, które raz brzmią złowieszczo, kiedy indziej prawie proroczo albo absurdalnie. Taki charakter muzyki powoduje, że Vol. 2 mimowolnie staje się doświadczeniem osadzonym między sacrum a groteską: momenty medytacyjne nadciągają bez ostrzeżenia, po których następują fragmenty ironiczne, jak Paranoid Inlay, gdzie balans pomiędzy „świętym” a „śmiesznym” zostaje wciągnięty w dialog poprzez glitchowe rytmy, stuttering elektroniki i narrację Balance’a, która flirtuje ze świętym Piotrem, „samobójczymi warzywami” i fragmentami abstrakcyjnych opowieści, tworząc efekt, który można odczytywać jako groteskowy komentarz na temat ludzkiego lęku, świętości i absurdów własnej wyobraźni.
Where are you?
No-one’s seen you for years
Have your wounds grown wings? Are you feasting on fears?
Część druga posiada także głęboko refleksyjne i sakralne momenty – takie jak Where Are You?, utwór oparty na repetycji i niemal modlitewnym napięciu. Balance powraca tu do formy pytania, które samo w sobie staje się aktem duchowego poszukiwania. Powtarzane “where are you?” brzmi jak wezwanie kierowane jednocześnie do utraconej obecności, do Absolutu, jak i do samego siebie, zagubionego w labiryncie doświadczeń.
To wszystko (tekst i dźwięk, dźwięk i tekst) funkcjonuje na granicy modlitwy i lamentu, przywołując skojarzenia z mistyczną tradycją wołania o znak lub objawienie. Brak odpowiedzi potęguje poczucie pustki, ale jednocześnie nadaje utworowi wymiar sakralny, w którym cisza i nieobecność stają się równorzędne z obecnością. Where Are You? nie opisuje wiary w jej afirmatywnej postaci, lecz raczej doświadczenie duchowej próby, moment zawieszenia pomiędzy zwątpieniem a nadzieją.
W kontekście całego albumu utwór ten pełni rolę wewnętrznego punktu skupienia, w którym emocjonalna intensywność zostaje oczyszczona z narracyjnych ozdobników. To chwila intymnej konfrontacji z brakiem, która nadaje dalszej części materiału wymiar kontemplacyjny i niemal liturgiczny.
I te trzaski… To właśnie w tym miejscu płyty pojawiają się owiane legendą pogłosy, trzaski i kliknięcia, które brzmią jak trzaskające ognisko, migoczące iskry w ciemności albo „pękające” fale świadomości – efekt granularnej obróbki i FX glitch, które podkreślają chłód i brak punktów odniesienia w tej sonicznej odysei. Te popsute, ogniskowe trzaski czy „pęknięcia” w tle imitują crackling ognia lub dźwięki materialnych zakłóceń, które dodają utworowi atmosfery płomiennego rytuału i podkreślają dualizm między ciszą a dźwiękiem, transcendencją a elementem „surowej materii” nagrania.
The key to joy is disobedience
There is no guilt and there is no shame
“The Key of Joy is disobedience” – to cytat Aleistera Crowleya pochodzący z Hymn to Lucifer będący jednym z najbardziej znanych cytatów owego Maga, często przywoływanym w kontekście jego filozofii wolności, buntu i przekraczania norm nie tylko twórczych.
“There is no guilt and there is no shame” pełni jakby rolę rytualnego oświadczenia – odrzuca tradycyjne kategorie moralne i społecznie narzuconą kontrolę nad jednostką. W kontekście Coil można ją odczytać jako zaproszenie do doświadczenia dźwięku i świadomości w sposób absolutnie wolnościowy, bez poczucia winy czy wstydu. To swoisty punkt wyjścia do duchowej i emocjonalnej eksploracji. Absolutnie wolni – poza granicami norm, oczekiwań i wszelkich nakazów, unoszący się w czystym doświadczeniu bycia.
Batwings opiera się na długich, pogłoskowych frazach i cytatach z dzieła Musaeum Clausum sir Thomasa Browne’a (który tworzy listę rzekomych, nieistniejących ksiąg, obrazów i przedmiotów), Coil przejmuje te opisy niemal dosłownie, układając je w hipnotyczny, ceremonialny ciąg obrazów, tworzy muzyczne echo pogranicza jawy i snu, w którym słowo traci swą dosłowność i staje się nośnikiem czystej sugestii. Tekst i głos funkcjonują tu jak relikt lub zaklęcie wydobyte z zamkniętego archiwum, przywołując wyobrażenia rzeczy nieistniejących, zapomnianych lub nigdy nienazwanych. Utwór buduje aurę sennej liturgii, w której literatura, okultyzm i dźwięk stapiają się w jedną, zawieszoną formę doświadczenia.
Nieprzypadkowo Batwings zostało później odtworzone podczas pogrzebu Johna Balance’a, gdzie zabrzmiało jak rytualne pożegnanie i symboliczne domknięcie jego artystycznej drogi. Utwór, który towarzyszył ceremonii i został opisany przez Petera Christophersona jako „język, który zna tylko on”, co podkreśla jej osobisty i rytualny charakter pożegnania Balance’a. W tym kontekście kompozycja nabiera dodatkowego znaczenia, stając się pomostem między światem żywych i umarłych, pamięcią i nieobecnością, zgodny z głęboko zakorzenioną w twórczości Coil fascynacją granicą pomiędzy istnieniem a rozpłynięciem się w ciszy.
W całej tej konstrukcji estetycznej obecność szkockiej ikonki gotyku Rose McDowall w dwóch utworach (An Emergency i Where Are You?) dodaje albumowi kontrapunktu – jej eteryczny, kobiecy głos działa jak echo pradawnych pieśni w surrealistycznym świecie Coil, uzupełniając mroczne, często abstrakcyjne narracje Balance’a i tworząc bogate pole dialogu między różnymi emocjonalnymi tonami.
W porównaniu z częścią pierwszą, Vol. 2 jest bardziej stonowany, odległy i introspektywny. Część pierwsza eksplorowała lunarne rytuały z większą intensywnością brzmieniową i rytmiczną, natomiast „dwójka” jest czymś bliższym zanurzeniu w ciszy i kontemplacji – muzyką, która prowadzi, muzyką, w której dźwięk staje się stanem świadomości, nie tylko sekwencją melodii i beatów. Album, który wymaga od słuchacza oddania i cierpliwości, bogactwo detali i wielowarstwowość emocjonalna ujawniają się dopiero po wielu odsłuchach, kiedy to pozornie proste dźwięki zaczynają rezonować i budować przestrzeń pełną niuansów, symbolicznych odniesień i refleksji.
Podstawową osią tej płyty jest dualizm – pomiędzy światłem i cieniem, sacrum i grozą, medytacją a niepokojem. W wielu momentach ta muzyka wydaje się osadzona na granicy jawy i snu, realności i halucynacji, jakby każda nuta i fraza były małym rytuałem, który odsłania kolejne warstwy psychiki. Słuchając Musick To Play In The Dark², ma się wrażenie, że Coil tworzy przestrzeń do introspekcji i konfrontacji z własnymi lękami i refleksjami. Dźwięki na tej płycie pulsują jak światła świec w mrocznej pomieszczeniu – migoczą, gasną, rozciągają się i ponownie narastają, pozostawiając słuchacza sam na sam z ciszą i echem własnej wyobraźni.
To właśnie ten rytuał i poczucie czasu zawieszonego w nocy czynią Vol. 2 wyjątkowym w dyskografii Coil: nie ma tu linearnej narracji, lecz raczej tworzy się wielowymiarową przestrzeń, w której można doświadczać dźwięku jak medytacji – jako wehikułu transformującego wewnętrzne stany świadomości. Dzieło, które nie tylko kontynuuje to, co rozpoczęto w poprzedniej części, rozszerza jeszcze bardziej w stronę introspekcyjnego, psychodelicznego i transcendentalnego doświadczenia dźwiękowego. Znikanie bywa jedyną formą obecności.
To keep the darkness sealed within
A moon-piece to fetch up the golden cup
Artur Mieczkowski