Thrill Jockey / LP/CD/DL / 2026

Kanadyjczycy z BIG|BRAVE postanowili na nowym albumie zmienić jedną z głównych składowych swojego brzmienia. Nie znajdziemy na tej płycie perkusji. Coś, co wyniknęło z tymczasowej przerwy perkusistki Tasy Hudson, podyktowanej z kolei jej chęcią skupienia na innych projektach, przyczyniło się do jednego z bardziej wyjątkowych albumów w ich dyskografii.
Album, chociaż dalej utrzymany w estetyce drone metalowej, dzięki przeniesieniu całej warstwy rytmicznej na nisko zmiksowane ścieżki basu grane przez Liama Andrewsa (który w końcu doczekał się włączenia do oficjalnego składu po latach grania z zespołem koncertów!) zostawia ogromną przestrzeń dla gitar i okazjonalnych syntezatorowych plam dźwiękowych stworzonych przez producenta Setha Manchestera (najbardziej prominentne w zamykającym płytę in grief or in hope). Sprawdza się to w tym stylu znakomicie, a wokal Robin – bodaj najbardziej melodyjny ze wszystkich dotychczasowych płyt grupy – nadaje całości poetycki, folkowy charakter. Czasami można mieć wręcz wrażenie, że słyszymy ekstremalnie wolny noise pop, w którym chwytliwe linie wokalne współtworzą z szumem i przesterem jeden organizm. Dużą zasługą są w tym też świetne, choć minimalistyczne teksty, w których wokalistka – zgodnie z tytułem – opisuje koegzystowanie ze sobą żałobnej rozpaczy z nadzieją na lepsze jutro. W tej perspektywie nie są to dwa różne bieguny emocjonalnego spektrum, a splątane ze sobą cechy ludzkiej świadomości, wynikające z siebie nawzajem.
Płyta jest bardzo dynamiczna i pozwala sobie na momenty oddechu, jak chociażby w środkowym holding tongues, ale wszystkie utwory sprawiają wrażenie jednej całości. Monolitu, w którym cisza, ekstremalny hałas, emocje i melodia stają się bohaterami wyczerpującej i satysfakcjonującej opowieści o przemijaniu i samoakceptacji. Gitarzysta Mathieu Ball wskazuje na inspirację… rzeźbiarstwem, w tym takimi artystami jak Henry Moore. Z łatwością można wyczytać analogię pomiędzy abstrakcyjnymi, ogromnymi, ale i niezmiennie ludzkimi kształtami wyrytymi w bryłach Moore’a a metodyką lepienia hałasu przez Balla. Długie drone’owe zagrywki nie odczłowieczają tej muzyki. Są treścią przepiękną i przemyślaną, co dodatkowo podbija idealnie minimalistyczny, ale i wyraźnie słyszalny puls basu odgrywanego przez Andrewsa.
To jedna z moich ulubionych płyt usłyszanych w tym roku. BIG|BRAVE udowadniają po raz kolejny, że w swojej eksperymentalnej, gitarowej estetyce są absolutnymi mistrzami. Biorąc pod uwagę częstotliwość i jakość z jaką wydają kolejne dzieła – czekam z niecierpliwością na kolejne rozdanie.
Data wydania: 12 czerwca 2026
Adam Lonkwic