FUU Records / DL / 2026

Ava Rabiat, urodzona w Gdańsku, a żyjąca obecnie w Berlinie artystka wizualna i muzyczna, wydaje już drugą płytę w niemieckim FUU Records. I choć w oficjalnym opisie Ava stara się odejść na Szale Wirtualnych Ciał od introspektywnego charakteru debiutu, skupiając się na wspólnej płaszczyźnie funkcjonowania życia i maszyn, tak treść na najnowszym wydawnictwie dalej brzmi mocno osobiście. Ale po kolei.
Najpierw od razu wspomnę, że tej muzyki nie sposób skategoryzować w którykolwiek ze standardowych nurtów. Jasne, bardzo ogólnie mówiąc jest to eksperymentalna muzyka elektroniczna, da się wytropić wpływy industrialu, ale zestawienie polskiego języka, melorecytacji i śpiewu z wygenerowanymi całkowicie komputerowo dźwiękami, przeplatanymi okazjonalnie nagranymi dźwiękami à la field recordings daje wyjątkowo specyficzny charakter. Podobnie zabawa dynamiką, którą najlepiej słychać na utworze Promienie X. Z oficjalnego opisu zamieszczonego przez wytwórnię, można wywnioskować, że jednym z celów umieszczonych na wydawnictwie kompozycji było zatarcie granicy między komponentem ludzkim a maszynowym. Dlatego właśnie wyraźnie ludzkie emocje, reprezentowane głównie przez melodie wokalne zestawione są z bardziej „obco” i wyalienowanie brzmiącą elektroniką. Składa się to na koncepcję reprezentacji „ludzkiego algorytmu”.
Moim zdaniem ten aspekt nie do końca wybrzmiewa na płycie. Zarówno na najbardziej „robotycznie” brzmiącej Dacie Ważności, aspekt emocjonalny jest na tyle wyraźny i intymny, że twórczość ta wyraźnie stoi po stronie elektroniki wybitnie wręcz ludzkiej i artystycznej, właśnie w naszym – abstrakcyjnym – tego słowa znaczeniu. Czuć tu w zasadzie wrażliwość teatralną i to taką w bardzo ambitnym wydaniu.
Niezależnie od tych niuansów, sama muzyka jest warta polecenia. Na prawie klubowym utworze Piekło Niebo zwiewny oniryzm łączy się z niepokojem, a mocno zbasowane brzmienie na płycie brzmi ciepło i przyjemnie. Jeśli faktycznie intencją twórczyni, było stworzenie amalgamatu emocji i chłodnej algorytmiki to chyba niezbyt jej się to udało. Zrobiła za to coś znacznie ciekawszego – stworzyła płytę ciekawą, brzmieniowo i kompozycyjnie dopracowaną, której nie sposób wyłączyć przed jej końcem. Może więc jednak algorytm zadziałał?
Data wydania: 10 lipca 2026
Adam Lonkwic