Alfredo Costa Monteiro – Transient Spaces As Impermanent Lines

Sublime Retreat / CD/DL / 2024

Anxious Magazine Alfredo Costa Monteiro – Transient Spaces as Impermanent Lines

Gasną światła, siedzisz wygodnie, kurtyna odsłania ekran – jesteś przygotowany do obejrzenia kolejnego filmu… Z małym wyjątkiem: w tej odsłonie ekran pozostanie pusty, aż do zakończenia projekcji, a jedyną pożywką sensoryczną będzie dźwięk, właściwie raczej ścieżka dźwiękowa do wyimaginowanego filmu Transient Spaces as Impermanent Lines w „reżyserii” Alfredo Costa Monteiro. Specyficzne będzie zarówno jego oglądanie, jak i słuchanie. Nie komplikując całej sytuacji możemy zaliczyć opisywany tytuł do kanonu muzyki konkretnej zwanej “Cinema for the ear” – jeżeli sama nazwa, która zresztą należycie oddaje to zjawisko foniczne, nic Wam nie mówi, to na dzień dobry proponuję zapoznać się z serią Cinéma Pour L’Oreille wydawaną przez francuski label Metamkine. Kolekcja 3’’ płyt kompaktowych, które zawierają, mniej więcej dwudziestominutowe kompozycje przygotowane przez samych tuzów awangardy, równocześnie dosadnie przedstawiające i obrazujące ten nurt muzyczny. 

Nadszedł czas wyłączyć „widzenie” i otworzyć trzecie oko lub pisząc inaczej wyobraźnię, bo to już połowa sukcesu. Chwilę zabrało mi spisanie niniejszej recenzji, jako że scenariusz Transient Spaces as Impermanent Lines trwający non stop 49 minut składa się z wielu scen, fragmentów, aktów, następujących jeden po drugim, nakładając się jak kolejne klatki kadru filmowego. Z jedną dużą różnicą: brak tu linearnej, czasowej współzależności pomiędzy poszczególnymi częściami. Jak sam Alfredo zaznacza w opisie do płyty, jest to rodzaj psycho-geograficznego dryfu, bez kierunku i konkretnego celu. Koncentrujemy się na tym, co słyszymy/widzimy w danym momencie, w określonym kadrze. Nasycamy się jego widokiem, atmosferą czy przestrzenią – nie zastanawiamy się co i dlaczego – to psuje całą podróż, pozostawiając nas w przeszłości. 

Warto dodać, że aby osiągnąć powyższe cele, nasz autor w początkowej fazie powstawania tego dzieła skoncentrował się tylko na zbieraniu materiału audio. Kolejnym krokiem było zapomnienie ich źródła pochodzenia, aby stały się „bezimienne” i pozbawione swojego oryginalnego kontekstu. Pochodzenia tak przygotowanego arsenału dźwiękowego możemy się tylko domyślać. Czy są to: field recordings, found sounds znalezione w archiwach bibliotek, czy programach dokumentalnych lub wykopane z własnych, personalnych źródeł? To oczywiście tylko dodaje smaczku do całości. 

Nie chciałbym w pełni rozgryzać i objawiać swoich własnych spostrzeżeń i skojarzeń, aby każdy na własne ucho i trzecie oko tego dokonał, oddając się tej niesamowitej przejażdżce. Kiedy, po niepokojącym wstępie zostajemy obudzeni dźwiękiem otwieranych drzwi, bramy, obcujemy z otoczeniem wypełnionym odgłosem kapiącej wody, czy może spadających małych, metalowych elementów, z nałożonym, dobiegającym tonem dzwonu wybijającego godzinę – umysł szaleje zdezorientowany. Oczywiście na plus, pozbawiony tradycyjnego toku myślenia i odbioru swobodnie rozpoczyna dryf. Karmiony kolejnymi irracjonalnymi elementami zaczyna rozkwitać i ujawniać swoją potęgę imaginacji. 

Kolejny przykład: padający deszcz, cieknąca woda, na linii horyzontu słyszymy narastające bębny, jednak tylko do momentu, aby zbyt wyraźnie nie zamanifestowały swojej obecności, pojawia się narastające zdziwienie, zamykane drzwi i nagle jesteśmy w środku ulewy albo środku wietrznej zawieruchy. Cięcie, ułamek sekundy ciszy, nie to nie cisza, a basowy masywny szum wstawiony na takiej częstotliwości, że wydaje się pustką, odległe uderzenie łańcucha, ludzka aktywność zarejestrowana w tunelu, a jego odległy wlot rejestruje zjawiska odbywające się gdzieś. 

Im dłużej słuchamy, tym bardziej wciąga nas ta opowieść, która w soniczny sposób przypomina mi surrealistyczny kolaż. Wykorzystując dowolne elementy, pochodzące z różnych miejsc i czasów – rozpoczynają własne życie połączone w całość ręką Alfredo. Dodatkowym atutem płyty jest również jej jakość nagraniowa – jeżeli tak to mogę nazwać – wszystkie sceny mają własną odmienną przestrzeń, częstotliwości odpowiednio wysublimowane, aby nie nakładały się na siebie i nie zlewały w jeden sos. Już nawet po trzech czy czterech przesłuchaniach, zdajemy sobie sprawę, że Transient Spaces as Impermanent Lines inaczej interpretujemy, odkrywamy kolejne poziomy i tak pozostanie za każdym kolejnym odsłuchem – multikulti. I to zakończenie, ostatnie minuty, kiedy pozostajemy w nocnej odsłonie, nasłuchując zbliżających się z oddali kroków i te zawołania puszczyka z odpowiadającym mu multi echem i delikatnie nadciągającymi smyczkami. Kiedy próbujesz otworzyć oczy dobiega cię niezrozumiały głos, kogoś, kto mówi sam do siebie, a może odpowiada puszczykowi?

Data wydania: 5 kwietnia 2024

Marek “Lokis” Nawrot