Aidan Baker & J. Zunz – Dilated Time / Tiempo Dilatado

Submersion Records / CD/MC/DL / 2026

Anxious magazine Aidan Baker & J. Zunz - Dilated Time / Tiempo Dilatado

Twórczość Aidana Bakera i J. Zunz śledzę od lat, dlatego wiadomość o ich wspólnym albumie od razu przyciągnęła moją uwagę. Oboje należą do grona artystów, których bardzo cenię – miałem okazję recenzować ich wcześniejsze wydawnictwa, a także przeprowadzić z nimi wywiady na łamach Anxious. Tym bardziej zainteresowało mnie ich spotkanie, bo nie należało ono do tych współprac, które wydają się oczywiste już na etapie ogłoszenia. Choć oboje od lat poruszają się w obszarze muzyki eksperymentalnej, wypracowali odmienne języki artystyczne. Aidan Baker buduje swoje kompozycje na preparowanych gitarach, ambientowych pejzażach i subtelnych manipulacjach dźwiękiem, czerpiąc inspiracje zarówno z rocka, jak i elektroniką, muzyką współczesną czy jazzem. Z kolei J. Zunz, czyli Lorena Quintanilla, znana z Lorelle Meets The Obsolete oraz działalności solowej, kieruje się ku hipnotycznym repetycjom, industrialnym fakturom, dronowi i postpunkowej wrażliwości. Na pierwszy rzut oka są to światy funkcjonujące obok siebie, ale Dilated Time / Tiempo Dilatado pokazuje, że między nimi od dawna istniała niewidoczna nić porozumienia. 

Już sam dwujęzyczny tytuł ustawia całą płytę w bardzo ciekawym miejscu. Tematyka czasu w muzyce od zawsze była mi szczególnie bliska – fascynuje mnie, w jaki sposób dźwięk potrafi zmieniać nasze odczuwanie trwania, przyspieszać je albo całkowicie zawieszać. Dilated Time i Tiempo Dilatado brzmią jak dwa równoległe sposoby myślenia o tym samym doświadczeniu – o czasie, który nie płynie liniowo, lecz rozciąga się, gęstnieje, traci kontury. W takiej perspektywie ważniejszy od ruchu staje się oddech, ważniejsze od kulminacji – zawieszenie. To właśnie tam spotykają się Baker i Zunz, w przestrzeni między dźwiękiem a jego echem. 

Najcenniejsze w tej współpracy wydaje mi się to, że oboje pozostawiają sobie nawzajem dużo przestrzeni. Baker wnosi charakterystyczną dla siebie umiejętność budowania rozległych, powoli ewoluujących pejzaży dźwiękowych, podczas gdy Zunz dodaje do nich subtelny pierwiastek emocjonalny – poprzez głos, repetycję i wyjątkowe wyczucie atmosfery. Jej sposób myślenia o muzyce, oparty na hipnotycznym powtarzaniu i stopniowym rozwijaniu motywów, bardzo dobrze współgra z zainteresowaniem Bakera procesem, trwaniem i nieustanną transformacją dźwięku.

Dilated Time / Tiempo Dilatado nie brzmi jak spotkanie dwóch odrębnych światów, lecz jak efekt wspólnego poszukiwania. Trudno momentami określić, gdzie kończy się wkład jednego artysty, a zaczyna drugiego, ale w tym przypadku jest to ogromna zaleta. Elektronika, dronowe struktury, subtelne melodie i eteryczny głos Zunz splatają się w jedną całość, która rozwija się naturalnie i bez pośpiechu. Zamiast zestawienia dwóch rozpoznawalnych estetyk otrzymujemy muzykę, która wydaje się funkcjonować według własnych zasad, odnajdując równowagę pomiędzy abstrakcją a emocjonalnością.

Ta płyta jest powolnym osuwaniem się w głąb własnej percepcji. Nie dominuje uwagi gwałtownymi zmianami ani nie buduje dramaturgii za pomocą wyraźnych kulminacji. Zamiast tego rozwija się niemal niezauważalnie, pozwalając dźwiękom krążyć wokół słuchacza. Słychać w niej rodzaj dyskretnej cierpliwości – zaufanie do tego, że najdelikatniejszy motyw, jeśli zostanie odpowiednio długo podtrzymany w powietrzu, zacznie znaczyć więcej niż cały arsenał oczywistych emocji. Baker i Zunz nie spieszą się z przedstawieniem swoich pomysłów. Pozwalają im oddychać, rozbrzmiewać w czasie, nabierać nowych odcieni wraz z każdym kolejnym powrotem. 

W rezultacie Dilated Time / Tiempo Dilatado nie układa się w prostą opowieść o spotkaniu dwóch stylistyk, tworzy nową jakość. Baker i Zunz rzadko eksponują swoje indywidualne języki w sposób jednoznaczny – częściej rozpuszczają je w procesie, który wydaje się ważniejszy niż jego poszczególne elementy. Muzyka działa tu nie przez efekt końcowy, ale przez ciągłe zmienianie punktu ciężkości. 

Za mną kilkanaście odsłuchów i mam poczucie przemierzenia wielu, bardzo wielu Galaktyk. Poczucie jakbym nie tyle wracał do tej samej płyty, co za każdym razem trafiał w inny jej rejon.

Data wydania: 12 czerwca 2026

Artur Mieczkowski