Adventurous Music / DL / 2026

Czasami trafiamy przypadkiem na dźwięki, które zatrzymują nas w pół kroku – nie dlatego, że są spektakularne, ale dlatego, że nagle otwierają przed nami inną przestrzeń słuchania. Glimpses over a lonely planet jest właśnie takim doświadczeniem. Słuchając tego długiego, bo blisko 40-minutowego utworu czuję, jakby ktoś wyjął mnie z codzienności i położył na odkrytym skrawku świata – surowego, popękanego, a jednocześnie pełnego drobnych, nieoczekiwanych blasków.
Na papierze to improwizacja na gitarę elektryczną i modular – w praktyce to podróż, która najpierw krąży nad krajobrazem medytacyjnie, jak spokojny lot nad pustynną powierzchnią, by po chwili powoli obniżyć się i wejść głębiej w jego strukturę. Z dystansu wszystko wydaje się niemal nieruchome, lecz gdy dźwięki zaczynają się zagęszczać, słychać drobne pęknięcia, wibracje i ruch ukryty pod powierzchnią. Melodia odsuwa się i wraca, jakby sprawdzała, czy grunt jeszcze się trzyma, czy ten pozornie martwy świat nadal oddycha. Powtarzające się frazy działają jak powolne okrążenia nad tym samym miejscem – za każdym razem ujawniają inny szczegół, inne światło, inny cień. W pewnym momencie przestaje się nawet myśleć o strukturze utworu, zostaje tylko wrażenie dryfowania nad krajobrazem, który zmienia się tak subtelnie, że trudno uchwycić moment przejścia.
Oproiu używa pół-modularnego syntezatora w trybie samopodtrzymującym i niekwantyzowanym – to daje uczucie, że system żyje własnym życiem, skroplone drgania, nieprzewidywalne fluktuacje. Do tego e-bow na gitarze – dźwięk dłuży się, wibruje, zlewa w długie smugi. Potem wchodzi noise rãga w wykonaniu Any Brnardić i następuje moment, w którym pejzaż pęka i odsłania warstwy dotykalne, niemal brutalne.
Repetytcja łagodzi melancholię – powtarzane motywy działają jak inkantacja, która oswaja pustkę. Z tej skorupy rozpękanej rzeczywistości wyłaniają się jednak przebłyski światła, krótkie migawki nadziei. „To może być nasz świat” – myśl, która pojawia się nie nachalnie, lecz jako echo.
Znaczenie ma też biografia autora – filozoficzne wykształcenie, praktyka tłumacza i samouk-eksperymentator, który porusza się między tak odległymi światami jak renesansowy lut, gitara elektryczna i modularna synteza. W jego muzyce czuć tę szczególną wrażliwość kogoś, kto jest przyzwyczajony do uważnego słuchania i interpretowania znaczeń – jakby każdy dźwięk był fragmentem zdania, które trzeba powoli odczytać. Słychać tu mieszankę niezwykłej uważności i ciekawości – intelekt, który nie tłumi instynktu. Dzięki temu Glimpses over a lonely planet nie brzmi jak czysto techniczny eksperyment, lecz jak osobista refleksja zapisana w dźwiękach. Dla mnie to coś w rodzaju dźwiękowego eseju o byciu na krawędzi – intymnego, surowego i niepokojąco prawdziwego, jak obserwowanie świata z miejsca, w którym wciąż widać zarówno jego piękno, jak i pęknięcia.
Data wydania: 16 marca 2026
Artur Mieczkowski