Superpang / DL / 2025

Z chwilą gdy pierwsze tony wypełniają przestrzeń, czujesz, że oto wkraczasz w świątynię dźwięku – nie dosłownie, lecz w sensie metaforycznym. Abigail Toll, brytyjska kompozytorka i badaczka dźwięku, tym razem czerpie inspirację z niezwykłego miejsca – neolitycznej podziemnej świątyni Ħal Saflieni Hypogeum na Malcie, liczącej około 5000 lat. Jej projekt jest zatem swoistym rytuałem, staniem twarzą w twarz z archetypem bogini, której posąg odnaleziono w tym miejscu, i pytanie o to, w jaki sposób dźwięk może przetrwać – poprzez nas, przez inne wymiary, przez ciało i pamięć.
Pierwsze wrażenie: powolne pulsowanie, niskie częstotliwości – 70 Hz i 114 Hz, które artystka przypisuje rezonansowi świątyni, o których mówi się, że mogą wpływać na fizyczne odczucia ciała. Muzyka, która nie jest „łatwa”; są to dźwieki, które przywołują obecność. Flażowe dźwięki fletu, głęboka elektronika, hipnotyczne mantry wokalne – wszystko to pogrążone w warstwie psychofizycznej. W jednym momencie czujesz oddech instrumentu, w drugim – cyfrową pulsację, która wydaje się wychodzić ze ściany lub wręcz z ziemi.
Jednym z najbardziej poruszających momentów jest chwila na albumie, gdzie rozległe partie ambientowe przechodzą w niemal ceremonię – głos, co wzywa; elektronika, która nie tyle wspiera, co wibruje razem z przestrzenią. Słuchając Idol, miałem wrażenie, że moje zmysły interpretują dźwięk jako formę materii – jako coś, co przenika ciało, co rezonuje w komórkach, co budzi obrazy starych kamiennych korytarzy, marmurowych kolumn, pustych komnat. To doświadczenie, które zostaje w pamięci – nie jako konkretna melodie, lecz jako stan.
Abigail Toll daje nam w tym wydaniu coś, czego brakuje w wielu współczesnych projektach: uczucia, przeżywanie, rytuał. Nie rytuał w sensie religijnym, lecz dźwiękowy – inicjacyjny, transformujący, poza codziennością. W czasach, gdy symbole tracą na znaczeniu, Idol przychodzi jako przypomnienie, że dźwięk może tworzyć znaczenie – że przestrzeń słyszenia może być święta. Że muzyka może pokonać świat.
Panuje tu ciągły balans pomiędzy abstrakcją a emocją. Z jednej strony mamy minimalistyczne tkaniny dźwięku, z drugiej jednak momenty, w których pojawia się organiczny flet – co sprawia, że nie jest to chłodna ekspozycja, lecz głęboka, osobista podróż. Toll nie podąża za strukturami typowymi dla piosenki; raczej rozwija się jak ceremonia – wciąga, nie wyjaśnia, daje furtkę do introspekcji. W trakcie słuchania miałem momenty, gdy wyłączałem wszystko inne i zostawałem z dźwiękiem, słuchając jakby uczył mnie słuchać siebie.
Moje osobiste odczucia? Z początku byłem ostrożny – bo choć świątynna inspiracja brzmi spektakularnie, łatwo byłoby to przekształcić w pretensjonalność. Na szczęście Idol jest autentyczny – żaden pop-ambient, ale konserwatywny w sensie intensywnego słyszenia. Po pierwszym odsłuchu czułem lekką dezorientację – dźwięk bez wyraźnych punktów orientacyjnych. Ale po kolejnych wejściach zaczęły wyłaniać się struktury: powtarzalność, przesunięcia, spięcia. I wtedy zrozumiałem – to nie muzyka „przechodzi”, to muzyka „trwa”. Wymaga to wszystko cierpliwości i odpowiedniego nastroju – żadne tło, lecz centrum, znikanie w czerni.
Data wydania: 7 listopada 2025
Artur Mieczkowski