Lawrence English – WhiteOut

Anxious magazine Lawrence English – WhiteOut

Notatka od Lawrence’a:

Nawet nie odwiedzając danego miejsca, często wydaje nam się, że je znamy. To syndrom współczesności. Świat jest tuż przed nami, na ekranie, podsumowany i sensorycznie wyselekcjonowany w konkretną wizję, która rzuca światło na „tylko tyle” wrażenia miejsca i czasu.

Pod pewnymi względami zdałem sobie sprawę z tego zjawiska najmocniej, gdy odwiedziłem Antarktydę latem 2010 roku. W moim umyśle (i oku) pewne cechy tego miejsca były na pierwszym planie – wyobrażone, tak jakby były prawdziwe. Surowy schemat kolorów, pełne spektrum dynamiki życia (i śmierci), oddalenie od szerszej ludzkości i wyjątkowość klimatu tworzyły kolażowe wyobrażenie o lodowym kontynencie.

W rzeczywistości doświadczenie tego miejsca nie jest tym, czego mogłem się spodziewać. Nasz zbiorowy wpływ na Antarktydę jest ogromny, ale nasza zdolność do utrzymania tam jakiejś formy istnienia nie jest wcale pewna.

To, co najbardziej uderzyło mnie w Antarktydzie, to tymczasowość inwazji ludzkości. Nasza niezdolność do „utrzymania się” bez ciągłego napływu zaopatrzenia z „zewnątrz” była przytłaczająco widoczna w ciągu kilku minut od przybycia do pierwszej z baz, które odwiedziłem, Marambio. Podobnie, trwałość zmian, jakich ludzkość dokonała i nadal dokonuje w tym środowisku na poziomie makro, jest równie wyraźna, co jawna.

Części kontynentu znikały przede mną. W jednym momencie tego wydania można usłyszeć, jak lodowiec rozpada się i wali z siłą do zatoki Esperanza. Ten incydent doprowadził do tego, że musiałem ratować sprzęt z szybko podnoszącej się wody, a przy okazji spędziłem kilka minut w oceanie, będąc okrążanym przez fokę lamparcią, która bez wątpienia była rozbawiona obserwowaniem bardzo różowego, pozbawionego tłuszczu ssaka, takiego jak ja, próbującego poruszać się po wodach o temperaturze -2 stopni Celsjusza.

Nagrania tutaj mówią o codzienności naszych wypraw na Antarktydę. Nie są one wyjątkowe ani unikalne, ponieważ rozgrywają się w większości obozów i baz na kontynencie z chwili na chwilę, oczywiście w zależności od pory roku i lokalizacji. To, co podkreślają, to zbieżność środowisk, materiałów, klimatu i życia, które łączą się ze sobą na tych zmieniających się równinach lodu, skał i wody.

Chociaż nie jest to do końca zamierzone, sposób, w jaki ta praca została wykonana, jest w dużej mierze podzielony na trzy rozdziały: ludzki, lądowy i wodny. Każdy z nich oczywiście przenika się i wpada na siebie nawzajem, ale istnieją one również z poczuciem odrębności. Podczas gdy postacie mogą być wspólne w tych strefach splątania, historie, które opowiadają, często rozwijają się równolegle, a nie w kolejności.

Wracając do tych nagrań teraz, będąc z dala od tych miejsc i czasów przez 15 lat, dźwięki przemawiają z nową intensywnością i inną intonacją. Zaskakujące było usłyszeć je zarówno jako natychmiastowo znajome, jak i zaskakująco obce – usłyszałem wiele nowych wydarzeń w każdym nagraniu.

Dla mnie te nagrania oddają dwoistość miejsca takiego jak Antarktyda. Są sezonowym spojrzeniem na doświadczenia dzikiej przyrody i ludzi, którzy żyją w tym środowisku. Są także refleksją nad przedmiotami i rzeczami, które składają się na to miejsce.

Nagrania uchwyciły niespokojne szmery erodujących płyt lodowych, szemrzące rozmowy wysokich letnich strumieni, klikające echolokacje orków, szczekliwe spory terytorialnych fok antarktycznych i ćwierkanie piskląt pingwinów ścigających się, by zrzucić swoje puszyste płaszcze i znaleźć drogę do względnego bezpieczeństwa oceanu przed nadejściem zimy. Uchwycono również gorączkowy pośpiech badaczy, wojskowych i pracowników stacji, którzy przygotowują się na długie, mroźne miesiące, podczas których są skutecznie odcięci od reszty planety.

Momenty te są naglące, słodka pieszczota lata jest ulotna, a zima nie zna przebaczenia.

Data wydania: 12 września 2025