
Nota od Aki Onda:
Ken Jacobs, kluczowa postać kina awangardowego, i ja współpracowaliśmy przez ponad dekadę. Po raz pierwszy wystąpiliśmy razem w jego projekcie Nervous Magic Lantern podczas festiwalu Argos w Brukseli w 2007 roku. Przed wylotem do Europy Ken zaprosił mnie do swojego loftu na najwyższym piętrze przy Chambers Street w dzielnicy TriBeCa, gdzie od 1965 roku mieszkał i pracował wraz z żoną Flo, aby pokazać mi prywatny pokaz. Włączył urządzenie i na ekranie pojawił się obraz: geometryczne wzory – coś w rodzaju plam atramentowych Rorschacha – obracały się jak w wirze, a trójwymiarowe formy pulsowały intensywnym światłem. Co dziwne, obrazy nie przylegały do powierzchni ekranu – wyróżniały się, niemal unosząc w powietrzu, niczym hologramy. W pewnym momencie zacząłem dostrzegać fizyczne kształty w głębi tych abstrakcyjnych wzorów: twarze, dłonie, powierzchnię plamy ropy. Pojawiały się i znikały jak duchy albo sobowtóry. „Jak działa Nervous Magic Lantern?” – zapytałem Kena. Odpowiedź wynalazcy była zaskakująca: „Nie wiem! Przyśniło mi się to, odkryłem przez eksperymenty i się tego trzymam. Nie jestem zbyt techniczny”. Cóż – to artysta, który tworzy fantasmagorię pełną tajemnicy; niech neurolodzy tłumaczą, jak to działa.
Samodzielnie skonstruowane urządzenie zawiera obracającą się przysłonę, źródło światła i soczewki osadzone w drewnianej ramie. Ken umieszcza pomiędzy nimi ręcznie malowane, okrągłe slajdy i delikatnie porusza nimi rękami. Soczewki powiększają niewielką część slajdu, a obracająca się przysłona generuje efekt migotania. W porównaniu do innych prac Kena, często pełnych bezkompromisowej krytyki politycznej, obrazy w Nervous Magic Lantern są wyraźnie abstrakcyjne i badają, w jaki sposób nasz mózg reguluje percepcję. W Movie Journal Jonasa Mekasa Ken powiedział kiedyś: „Kierujemy się w stronę głębszego nachylenia, czegoś, co podważa nasze wyobrażenia o tym, jak rzeczy się mają. Czegoś niemożliwego”. W innym miejscu stwierdził: „Eisenstein powiedział, że siła filmu tkwi między ujęciami. Peter Kubelka szuka jej między klatkami filmu. Ja chcę dostać się między oczy, skonfrontować ze sobą półkule mózgu. Tu możliwa jest zupełnie nowa gra pozorów”. Nervous Magic Lantern oferuje taką właśnie grę – oszałamiające halucynacje, osobliwe wizje tańczące na ekranie.
Ken poprosił mnie, bym stworzył muzykę opartą na „dźwiękach codziennego życia”. Wyjaśnił, że ten projekt „jest ucieczką” i że czuje się „winny, bo nie niesie żadnego przekazu ani nie odnosi się do rzeczywistości. Używając dźwięków otoczenia, chciałbym być zakorzeniony w realnym świecie”.
Około 2014 roku zauważyłem, że Ken posiada pokaźną kolekcję nagrań terenowych na kasetach, zbieraną przez dziesięciolecia: odgłosy uliczne z Chinatown, rozmowy z przyjaciółmi, wszelkie nieklasyfikowalne dźwięki z jego codzienności. Zafascynowały mnie i postanowiłem uczynić z nich punkt wyjścia do komponowania. Jedną z unikalnych cech Nervous Magic Lantern jest to, że obraz pozostaje abstrakcyjny, podczas gdy dźwięk może przybierać znaczenia lub narracyjny wymiar czerpany z codziennych brzmień. Chciałem to podkreślić i dodać niemal dokumentalny charakter. A może nawet bardziej – po prostu pokochałem te dźwiękowe obrazy życia Kena i Flo. One również przywołują moje wspomnienia z nimi. Przez lata, w letnich miesiącach, Ken, Flo i moja żona Makiko mieli zwyczaj odwiedzać swoją ulubioną restaurację w Chinatown. Innym razem Ken i ja piliśmy poranną kawę w portorykańskiej knajpce tuż pod ich loftem. Życie i sztuka są nierozłączne – nieustannie się przenikają. Ken to artysta, który zawsze wyobrażał sobie niemożliwe. Chciałem sprawdzić, czy da się przedstawić tę wizję jako coś uniwersalnego, coś całościowego, coś, co przenika życie każdego z nas. Ścieżka dźwiękowa do życia w głębi iluzji. Być może tym właśnie jest ten album.
Album został nagrany jako ścieżka dźwiękowa do spektaklu Nervous Magic Lantern Kena Jacobsa, zaprezentowanego 3 listopada 2015 roku w Spiral Hall w Tokio, w ramach cyklu Sound Live Tokyo. Był to prawdopodobnie jeden z naszych najlepszych występów. Przed koncertem Ken opowiedział mi o wybranych slajdach i kolejności, w jakiej zamierza ich użyć, bym lepiej zrozumiał przepływ obrazu. Niektóre slajdy są czarno-białe, inne kolorowe. Do danego pokazu Ken wybiera około 10 slajdów – choć czasem używa tylko jednego przez cały spektakl albo zmienia ich kolejność – zostawiając wiele przestrzeni na improwizację. Ja również miałem zaplanowaną strukturę i kolejność taśm, niezależną od wizualnej narracji Kena. Ale stworzyłem elastyczny system, który można było łatwo wydłużyć lub skrócić, by reagować na jego rytm, kolejność i nastrój.
Data wydania: 15 sierpnia 2025
Opracował: Artur Mieczkowski