Zapach Muzyki: Jenny Hval w Katowicach

Jenny Hval, Ars Cameralis, Kino Rialto Katowice, 29.11.2025

Jenny Hval, Ars Cameralis, Kino Rialto Katowice, 29.11.2025
Fot.: Karol Mazurek, Jenny Hval, Ars Cameralis, Kino Rialto Katowice, 29.11.2025

Kinoteatr Rialto. Architektoniczna oaza, która przypomina, że sztuka nie musi tonąć w szkle i betonie. To miejsce, gdzie widownia stapia się ze sceną, a słowo „galeria” przywołuje na myśl wystawę, a nie pasaż handlowy. Nie ma jednak sensu popadać w sentymentalne westchnienia; jestem tu, by podzielić się wrażeniami ze spotkania z Jenny Hval.

Nie był to jej debiut w Katowicach, o czym co zresztą sama artystka przypomniała, ale pierwszy występ w tej kameralnej przestrzeni. Na scenie skromny zestaw – miejsce dla trzech osób (na scenie towarzyszyli jej Jenny Berger Myhre and Håvard Volden) – syntezatory, gitara i półprzezroczysta tkanina, zwisająca jak woal z instrumentów na schodki prowadzące na scenę. Zanim rozbrzmiały pierwsze dźwięki, artystka obficie spryskała woal zapachem. Czym? Oczywiście Iris Silver Mist – tak nazywa się woda perfumowana Serge’a Lutensa, taki tytuł ma też najnowsza płyta Jenny. Płyta, która łączy wspomnienia, zapachy i dźwięki w jedno.

Setlistę zdominowały utwory z Iris Silver Mist. Podczas gdy studyjna wersja płyty uwodzi detalami, jazzującymi aranżacjami i polowymi nagraniami, kreując eteryczne i ulotne brzmienie, wersja koncertowa zaskoczyła. W okrojonym do trzech osób składzie muzyków, udało się oddać zdumiewająco wiele z tej magii. Z idealnie nagłośnionej sceny wybrzmiało bogactwo faktur i intrygujących dźwięków, nad którymi unosił się perfekcyjnie czysty głos Jenny Hval. Jej skomplikowane linie melodyczne, pełne wokalnych łamańców, brzmiały na żywo nieskazitelnie. Momentami koncert przeobrażał się w czysty performance – jak wtedy, gdy Hval, niczym nowo narodzona, wyłaniała się z kokonu wspomnianej tkaniny.

Nie cenię koncertów, które ogłuszają. Poszukuję atmosfery, mistycyzmu i wyrazistego dźwięku, który jest esencją każdego muzycznego wydarzenia. Ten wieczór był właśnie taki – głębokim doświadczaniem twórczości, a nie terroryzowaniem widowni decybelami. To była radość słuchania.

Fot.: Karol Mazurek, Jenny Hval, Ars Cameralis, Kino Rialto Katowice, 29.11.2025
Fot.: Karol Mazurek, Jenny Hval, Ars Cameralis, Kino Rialto Katowice, 29.11.2025

Jenny Hval niezmiennie pozostaje jedną z najciekawszych poszukujących artystek współczesnej sceny. Jej twórczość zgrabnie łączy nietrywialną muzykę z porywającymi melodiami, a trudny, intelektualny przekaz przeplata z autoironią, skromnością i olbrzymimi umiejętnościami warsztatowymi. Między utworami dzieliła się refleksjami na temat pandemii, którą przeżyła jako czas zamierania sztuki. Wtedy to skupiła się na swojej drugiej pasji – fascynacji zapachami, co zaowocowało właśnie albumem Iris Silver Mist. Jej opowieści nie były jednak martyrologiczne; cechował je zdrowy dystans, błyskotliwy dowcip i humor.

Publiczność chłonęła utwory w skupieniu i ciszy, choć klubowy, skoczny beat z The Artist is Absent kusił, by wstać i porzucić wszelki bezruch. Od otwierającego set Freedom z płyty Classic Objects po zamykający podstawowy program The Gift z Iris Silver Mist, Hval w mistrzowski sposób połączyła melancholię z ekscytacją, sprawiając, że koncert minął w zaskakującym tempie. Owacje na stojąco nie były więc zaskoczeniem. Artystka wróciła na bis, by podarować publiczności piękny utwór Ashes to Ashes z The Practice of Love, jej prawdopodobnie najbardziej popularnego wydawnictwa. Po tej kompozycji światła na widowni zapaliły się, obwieszczając koniec i czas, by zabrać wspomnienia zapachu i muzyki do domu.

Karol Mazurek